Recenzja: „Rubikon” – Tomasz Kieres
Myślałam, że sięgam po kryminał z krwi i kości. Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że „Rubikon” to książka, która nie tylko wciąga w kryminalną zagadkę, ale też porusza i zmusza do zastanowienia się nad tym, czym właściwie jest sprawiedliwość. Pokazuje, jakie konsekwencje niesie za sobą sytuacja, w której system zawodzi. Uzmysławia też cierpienie tych, którzy zostają — ludzi, którzy muszą zmierzyć się ze stratą bliskiej osoby, a przy tym patrzeć, jak ktoś odpowiedzialny za jej krzywdę nadal żyje tak, jakby nic się nie stało.
Komisarz Bianka Kołodziejczyk trafia do starej warszawskiej kamienicy, gdzie w jednym z mieszkań znaleziono ogromną ilość krwi. Wszystko wskazuje na to, że wydarzyło się tam coś bardzo złego. Jest tylko jeden problem — nie ma ciała. Wkrótce okazuje się, że Stanisław Mirecki zniknął, a jego przeszłość skrywa więcej niż jedną tajemnicę.
Bianka nie potrafi odpuścić tej sprawy. Zaczyna wracać do wydarzeń sprzed lat, szukać ludzi związanych z Mireckim i odkrywać kolejne fragmenty jego historii. Niedługo później policja trafia na kolejne mieszkanie pełne krwi i ponownie nie znajduje w nim ciał. Tym razem znikają dwaj mężczyźni, których łączy wieloletnia znajomość. Coraz więcej wskazuje na to, że te wydarzenia mogą nie być przypadkowe.
Pomiędzy rozdziałami pojawiają się również fragmenty z przeszłości oraz perspektywa tajemniczej osoby, której rola długo pozostaje niejasna. Bianka próbuje połączyć pozornie niepasujące do siebie elementy i odkryć, co tak naprawdę łączy zaginionych.
Bianka wywodzi się z domu, któremu daleko było do ideału. Kilkakrotnie poznała smak straty, ale zamiast ją złamać, kolejne doświadczenia stały się jej siłą napędową. Została policjantką — może nie zawsze kryształową, ale nigdy nie przekroczyła granicy, zza której nie ma już powrotu. Praca stała się całym jej światem. Miała świetną intuicję i jak mało kto potrafiła dostrzec związki tam, gdzie inni widzieli jedynie przypadek. Samotna, przyzwyczajona do tego, że może liczyć przede wszystkim na siebie, nie bała się drążyć tam, gdzie inni dawno by odpuścili. Jej upór, spostrzegawczość i potrzeba dotarcia do prawdy sprawiały, że nie zadowalała się najprostszymi odpowiedziami.
Kiedy widziała, że ofiary zamiast doczekać się sprawiedliwości, kolejny raz przegrywają, nie traciła zapału. Wręcz przeciwnie — jeszcze mocniej rzucała się w wir pracy. Jedna ze spraw sprawiła jednak, że na jej drodze pojawił się Łukasz. I wtedy pragnienie, choć na chwilę, wzięło górę nad rozsądkiem...
Łukasz to kolejny ważny bohater tej historii. To agent nieruchomości, z którym liczą się najwięksi deweloperzy, a jednocześnie człowiek pełen sprzeczności. Kocha swoją córkę Martę i zrobiłby dla niej wszystko. Uwielbia przyrodę i boli go, jak wiele jej znika pod kolejnymi inwestycjami, co może zaskakiwać, biorąc pod uwagę jego zawód. Ma też ogromne serce do zwierząt — ratuje psy, które niejednokrotnie przeszły prawdziwe piekło z ludzkiej ręki.
Jest rozwodnikiem i dobrze wie, że jedno kłamstwo potrafi zniszczyć całe życie. Przepełniony bólem, zamknięty na ludzi i skrywający wiele tajemnic, pewnego dnia trafia na Biankę. A może to właśnie ona trafia na niego.
Marta, córka Łukasza, jest równie silna i odważna. Szybko odnajduje się w nowych sytuacjach, a jeśli już się czegoś podejmuje, angażuje się w to całą sobą. Kiedy postanawia, że chce pomagać zwierzętom i prowadzić własną fundację, ojciec wspiera jej marzenie, ale jednocześnie chce, żeby najpierw przekonała się, z czym taka praca naprawdę się wiąże.
Dziewczyna zaczyna więc działać w organizacjach prozwierzęcych i poznaje wszystko od podstaw. Kończy weterynarię, zdobywa doświadczenie, a dzięki własnej determinacji i wsparciu Łukasza krok po kroku osiąga swój cel. Jednak również ona nie jest całkowicie otwartą księgą. Marta także skrywa tajemnicę...
Czy Łukasz zagości w życiu Bianki na dłużej? Czy skrywane przez bohaterów sekrety w końcu wyjdą na światło dzienne? I czy Biance uda się rozwikłać zagadkę krwawych plam, które wskazują na zbrodnię, choć wciąż brakuje ciał?
Muszę Wam się przyznać, że rozgościłam się w tej powieści na dobre. Smakowałam ją powoli, żeby nie umknęło mi nic ważnego. Chciałam poznać bohaterów, ale przede wszystkim ich historie. Zrozumieć motywy mordercy, ale też tych, którzy stali się jego ofiarami, choć ich własna przeszłość daleka była od niewinnej. Jeszcze bardziej chciałam zrozumieć emocje ludzi, którzy zostali skrzywdzeni podwójnie — najpierw przez sprawców, a później przez system i tych, którzy potrafili go obejść dzięki znajomościom, pieniądzom czy swojej pozycji społecznej. To wszystko poruszyło mnie do żywego.
I muszę Wam powiedzieć, że w pewnym momencie złapałam się na tym, że miałam nadzieję, iż ta sprawa nie zostanie rozwiązana. Autor bardzo dobrze pokazuje, że nie wszystko jest czarno-białe, a kara... no cóż, czasem człowiek zaczyna myśleć, że niektórym po prostu się należy. I chyba właśnie ta myśl przeraziła mnie najbardziej. Bo co stanie się ze światem, jeśli ludzie zaczną brać sprawiedliwość we własne ręce?
Bałam się końca tej książki, a jednocześnie bardzo chciałam wiedzieć, jak potoczą się losy bohaterów, dokąd zaprowadzą ich uczucia i czy morderca zostanie złapany.
Autor pisze lekko, nawet kiedy porusza naprawdę trudne tematy. Napięcie buduje już od pierwszych stron i z łatwością je podsyca, co jakiś czas podrzucając kolejne poszlaki. Jednak dla mnie najważniejsze jest to, że za całą kryminalną zagadką pokazuje przede wszystkim ludzi — ich obawy, strach przed kolejnym zranieniem, samotność i ból.
I nie byłabym sobą, gdybym nie zdradziła Wam, że poza samą zagadką kryminalną znajdziecie tutaj znacznie więcej. Autor pokazuje przemoc wobec tych, którzy sami nie potrafią się obronić — zwierząt — i do czego takie okrucieństwo może prowadzić. Porusza temat przemocy domowej i tego, co czują dzieci dorastające w takich domach. Pokazuje brak uczuć i bliskości w relacji z własnym dzieckiem, depresję oraz to, dokąd może doprowadzić człowieka, gdy zostaje ze swoim cierpieniem sam.
Pojawia się również temat przemocy seksualnej, prześladowania i konsekwencji, jakie może ono nieść. Autor porusza także problem narkotyków — nie tylko ich zażywania, ale przede wszystkim wykorzystywania ich do krzywdzenia innych, podawania bez ich wiedzy i zgody po to, by odebrać im możliwość decydowania o sobie.
Wchodzimy też w świat przestępczy, w którym handel narkotykami, porachunki, kradzieże i walka o wpływy są codziennością, a ludzie, którzy stają na drodze bossa, próbują go okraść albo wejść na jego teren, mogą po prostu zniknąć. Autor dotyka też tematu samobójstwa i pytania, które chyba boli najbardziej — co dzieje się z tymi, którzy zostają? Jak żyć dalej, kiedy bliskiej osoby już nie ma, a pozostaje ogrom pytań, żalu i poczucia winy?
Ale żeby nie było aż tak mrocznie, autor wprowadza również wątek miłości — tej rodzicielskiej, bezwarunkowej, ale też tej z wyboru, która pojawia się czasem zupełnie niespodziewanie, kiedy ktoś staje na naszej drodze. Wszystko to układa w spójną, pełną napięcia historię, która wciąga czytelnika w swój świat i sprawia, że mimo ciężaru poruszanych tematów chce się zostać z bohaterami jeszcze trochę dłużej.
„Rubikon” to przede wszystkim opowieść o walce z samym sobą i o tej cienkiej granicy, po której przekroczeniu nie ma już powrotu. O decyzjach, które zmieniają człowieka na zawsze, i o tym, że czasem największe konsekwencje nie rozgrywają się na zewnątrz, ale właśnie w nas. Kiedy przekroczymy własny Rubikon, nie zawsze da się wrócić do tego, kim byliśmy wcześniej.
A zakończenie, jakie przygotował dla nas autor, naprawdę potrafi zaskoczyć. I powiem Wam, że wywołało we mnie bardzo sprzeczne uczucia. Z jednej strony czułam, że właśnie tak ta historia powinna się skończyć, z drugiej — długo nie potrafiłam przestać o nim myśleć. Bo „Rubikon” zostawia czytelnika nie tylko z odpowiedziami, ale też z pytaniami o granice sprawiedliwości, winy i kary.
Rzadko zdarza się, żeby książka tak mocno na mnie wpłynęła i została ze mną jeszcze długo po zamknięciu ostatniej strony. „Rubikon” zdecydowanie do takich historii należy. I muszę Wam przyznać, że wcale nie miałam ochoty żegnać się z bohaterami. Jestem ogromnie ciekawa, jak potoczą się ich dalsze losy i dokąd jeszcze zaprowadzą ich decyzje, emocje oraz granice, które być może przyjdzie im przekroczyć.
I jeszcze jedno — podczas czytania kilka razy łapałam się na myśli, że „Rubikon” aż prosi się o ekranizację. Wielowątkowa fabuła, wyraziści bohaterowie, napięcie, tajemnice i moralne dylematy spokojnie mogłyby złożyć się na naprawdę dobry serial kryminalny. Taki, który nie kończy się na samej zagadce, ale pozwala widzowi wejść głębiej w emocje bohaterów i ich historie.
Polecam Wam tę powieść z czystym sumieniem. To zdecydowanie nie jest przeciętny kryminał, który po prostu się czyta i odkłada na półkę. „Rubikon” zostawia po sobie emocje, pytania i ten lekki niepokój, który jeszcze długo krąży gdzieś z tyłu głowy. To historia o winie, karze, sprawiedliwości, bólu, miłości i granicach, które czasem przekraczamy, nawet nie zdając sobie sprawy, że właśnie zmieniamy siebie na zawsze. Jeśli lubicie książki, które poza zagadką kryminalną mają też drugie, znacznie głębsze dno — zdecydowanie jest to książka dla Was.
Reklama | Egzemplarz książki otrzymałam w ramach współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem Flow.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz