„Sekrety domu Wintera” Alicji Czarneckiej-Suls

„Sekrety domu Wintera” Alicji Czarneckiej-Suls



Gdy zaczynamy czytać kolejną część książki, która bardzo nam się podobała, w głowie od razu pojawiają się pytania: czy będzie równie dobra, a może nawet lepsza? Oczekiwania rosną, a wraz z nimi ciekawość. Czasem niestety zdarza się, że dostajemy coś zupełnie innego, niż się spodziewaliśmy. A jak jest tym razem? Dowiecie się na końcu mojej recenzji.

Lula pędzi taksówką do wynajętego domu w Morro Jable na Fuerteventurze. Jej żołądek właśnie odmówił współpracy, więc kierowca gna na złamanie karku, a za nimi rusza policja. Gdy taksówkarz na migi wyjaśnia funkcjonariuszom sytuację, ci… eskortują Ludwikę na sygnale. Ta przygoda sporo ją kosztuje, ale najważniejsze — udaje jej się dotrzeć na czas.

Chwilę później Lula zauważa na sąsiednim podwórku starszego mężczyznę, który do niej macha. Kiedy nagle upada, rusza mu z pomocą i właśnie wtedy poznaje Dolores. Kobieta opowiada jej trochę o sobie i Ottonie, jednak atmosfera zmienia się, gdy Ludwika zdradza, że przyjechała na Fuerteventurę pisać książkę o Gustavie Winterze. Dolores momentalnie staje się chłodniejsza i bardziej zdystansowana.

Lula wykorzystuje fakt, że dojechali już Gabryś, Kris i Ada, i wraca do wynajętego domu. Po tym, jak wszyscy się rozgościli i odpoczęli, następnego dnia cała czwórka wybiera się do miasteczka. Przypadkiem trafiają do antykwariatu, gdzie wśród starych dokumentów pojawia się nazwisko Winter, a Ludwika kupuje tajemniczy notes ze zdjęciami, który należał do Ricarda Alemana.

Po powrocie, na zaproszenie Ottona, bohaterowie odwiedzają go w jego domu. Tam poznają również Jorge, syna Dolores, a gospodarz opowiada im o swoim życiu i Gustavie Winterze. Kiedy Ada wspomina o zakupionym notesie, sytuacja robi się dziwna. Jorge najpierw chce go pożyczyć, a później proponuje za niego niemal trzykrotnie wyższą cenę. Bohaterowie nie zamierzają się z nim rozstawać, więc mężczyzna ostatecznie się wycofuje.

Wydawałoby się, że wieczór zakończy się spokojnie, jednak w środku nocy Gabrysia budzi przeraźliwy krzyk. Na zewnątrz stoi Lula, a obok niej krzyczy gosposia. Na płocie wisi martwy mężczyzna. Po przybyciu policji okazuje się, że zmarły był bezdomny. Sprawa robi się jeszcze bardziej zagadkowa, gdy w jego kieszeni zostaje znaleziona wizytówka Jorge.

Dlaczego Jorge tak bardzo zależy na starym notesie? Co tak naprawdę kryją znalezione dokumenty i zdjęcia? Co bohaterowie odkryją w dzienniku Ricarda Alemana? I co łączy martwego mężczyznę z synem Dolores?

Autorka po raz kolejny stworzyła niebanalną fabułę. Tym razem bohaterowie szukają powiązań Wintera z nazistami, próbują odkryć tajemnice jego domu i dowiedzieć się, co działo się w jego podziemiach. Ich przygody przeplatane są zapisami ze starego notesu niemieckiego marynarza, które obejmują okres sprzed II wojny światowej, czas jej trwania oraz lata powojenne.

Jednym z dużych plusów książki jest to, jak autorka potrafi wpleść swoją fabułę w wydarzenia historyczne. Robi to tak naturalnie, że momentami można odnieść wrażenie, jakby opisywane wydarzenia naprawdę miały miejsce. Dzięki temu cała historia zyskuje na autentyczności, a przeszłość świetnie łączy się ze współczesną fabułą.

Akcja nie zwalnia, a autorka stopniowo buduje napięcie i podsyca ciekawość czytelnika. Podsuwa coraz więcej informacji, ale nie daje od razu odpowiedzi na najważniejsze pytania. Im więcej pytań zadają bohaterowie, tym więcej pojawia się nieboszczyków, a akcja nabiera coraz większego rozpędu. Kłopoty ich nie omijają — co rusz lądują na policji, a protokoły z ich przesłuchań… no cóż, musicie sami sprawdzić. 😄

Do tego wszystkiego autorka dokłada szczyptę humoru, co tworzy naprawdę wybuchową mieszankę. Dzięki temu, nawet kiedy robi się poważnie, historia nie traci charakterystycznej lekkości.

Kolejną rzeczą, która bardzo mi się podoba, jest to, że widać rozwój bohaterów. Autorka nie powiela ich zachowań z pierwszej części. Nadal mają swoje charakterystyczne cechy, ale widać, że wcześniejsze wydarzenia trochę ich zmieniły i wpłynęły na ich zachowanie. A warto dodać, że nasi bohaterowie mają już ponad 60 lat, a ich przygód, energii i werwy mógłby im pozazdrościć niejeden dwudziestolatek. 😄

Bardzo imponuje mi również to, jak autorka stworzyła bohaterów, pokazując ich z różnych stron i wplatając w historię także ich rodziny. Tym razem poznajemy córkę Luli oraz jej wnuczkę, a dzięki wątkowi rodzinnemu widzimy też, na kogo naprawdę można liczyć w trudnych momentach. Bohaterowie mają swoje wady i zalety, dzięki czemu stają się bliscy czytelnikowi. Popełniają błędy, wspierają się nawzajem, podejmują nie zawsze właściwe decyzje i ponoszą konsekwencje swoich wyborów.

Pisarka pokazuje również, jak jeden sekret z przeszłości może zmienić życie kilku osób, przerodzić się w obsesję i wywołać potrzebę odkrycia prawdy za wszelką cenę.

Widzimy również, jak łatwo czasem manipulować ludźmi — raz przez to, że patrzą na coś przez różowe okulary, innym razem wykorzystując ich potrzebę dotarcia do prawdy. Widać, ile szkody może to wyrządzić i jak poważne, czasem nieodwracalne, mogą być tego konsekwencje.

Z drugiej strony możemy obserwować, jak ludzie nie chcą dostrzec prawdy, pozwalają się okłamywać i prowadzić za nos, nawet kiedy wszyscy wokół próbują zwrócić im na to uwagę.

Fabuła jest ciekawa, a różne wątki w odpowiednim momencie sprytnie się łączą, tworząc spójną całość, od której ciężko było mi się oderwać. Nawet gdy musiałam odłożyć książkę, moje myśli wędrowały do świata stworzonego przez autorkę. Zastanawiałam się, co wydarzy się za chwilę — czy pojawi się kolejne ciało, a może w końcu jakieś odpowiedzi na pytania nurtujące bohaterów.

Muszę Wam jednak powiedzieć, że Alicja Czarnecka-Suls naprawdę zaskoczyła mnie końcówką. Nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń, a już na pewno nie spodziewałam się pojawienia… ale tego Wam nie zdradzę. 😄

Należy się Wam odpowiedź na pytanie postawione na początku. Autorka zachwyciła mnie drugą częścią — moim zdaniem była jeszcze lepsza niż pierwsza. Wplotła w nią romanse, rodzinne sekrety i historyczne zagadki, tworząc historię, która naprawdę mnie porwała. Co ważne, książkę można czytać również bez znajomości poprzedniej części, bo ta historia stanowi odrębną całość.

Zdecydowanie polecam ją wszystkim, którzy lubią tajemnice, rodzinne sekrety, zagadki z historią w tle i fabułę, od której trudno się oderwać. Ja bawiłam się przy niej świetnie i już jestem ciekawa, czym autorka zaskoczy mnie następnym razem. 📚❤️

Współpraca recenzencka 

„Dziewięciokolatek. Troya” – Alicja Czarnecka-Suls

„Dziewięciokolatek. Troya” – Alicja Czarnecka-Suls


Już na pierwszych stronach autorka przedstawia czytelnikowi bohaterów, co bardzo mi się spodobało. To świetne rozwiązanie – w każdej chwili podczas lektury można wrócić do tego spisu i szybko sprawdzić, kim jest dana postać. Dzięki temu łatwiej odnaleźć się w historii i nie pogubić się wśród bohaterów.

Następnie autorka wprowadza czytelnika w historię, rozpoczynając ją wydarzeniami z 1939 roku. Poznajemy fragment przeszłości związany z tajemniczą Antabą Głową Lwa, po czym fabuła przenosi nas do czasów współczesnych. Tam poznajemy głównych bohaterów w bardzo niepokojącej sytuacji. W bazylice w Czerwińsku znajdują leżącego na posadzce mnicha. Żyje, ale jest w ciężkim stanie, dlatego natychmiast wzywają pogotowie i policję. Napięcie rośnie, a wraz z nim ciekawość, co właściwie się wydarzyło. Po chwili autorka cofa się do wydarzeń sprzed tego zdarzenia, pokazując czytelnikowi, co sprowadziło bohaterów w to miejsce i jak doszło do tej sytuacji.

Luna jest reżyserką i pisarką. Otrzymuje od mnicha propozycję nagrania filmu z okazji setnej rocznicy wprowadzenia się salezjanów do klasztoru i bazyliki w Czerwińsku. Od razu się zgadza i zabiera ze sobą swojego partnera Gabriela oraz przyjaciół – Adę i Krisa. Na miejscu spotykają Petrusa, który wprowadza ich w historię klasztoru i bazyliki. Podczas oprowadzania bohaterowie poznają również fragment historii tajemniczej Antaby Głowy Lwa.

Podczas zwiedzania podziemi razem z mnichem nagle włącza się alarm. Gdy próbują wyjść, okazuje się, że drzwi są zamknięte. Wszystko wygląda tak, jakby ktoś przekręcił klucz od drugiej strony i celowo ich tam uwięził. Szybko wychodzi na jaw, że nie jest to jedyna dziwna rzecz, jaka wydarzyła się w klasztorze. Atmosfera staje się coraz bardziej tajemnicza i niepokojąca. To właśnie podczas tej wizyty dochodzi również do zdarzenia z udziałem mnicha. Czy rzeczywiście był to wypadek, a może ktoś zepchnął go z rusztowania? Po wypadku bohaterowie wchodzą w posiadanie średniowiecznego klucza, którego znaczenie dopiero przyjdzie im odkryć.

Cała czwórka wybiera się również do domu opieki, gdzie poznaje niezwykle sympatycznego zakonnika Mariana. Mężczyzna zaczyna zdradzać im historię kołatki, jednak nie zdąża opowiedzieć wszystkiego, ponieważ rozmowę przerywa pielęgniarz. Przyjaciele liczą na to, że za chwilę poznają dalszy ciąg tej opowieści, ale sytuacja nagle się komplikuje – Marian umiera. Tym samym historia pozostaje niedokończona. Gdy bohaterowie mają już wracać, zatrzymuje ich opiekunka Mariana i przekazuje Gabrysiowi tajemniczą kopertę. Dlaczego to właśnie Gabryś otrzymał kopertę? I co znajdowało się w jej środku? Tego Wam oczywiście nie zdradzę…

Autorka mistrzowsko bawi się czasem, co jakiś czas przenosząc czytelnika raz do przodu, raz do tyłu. Kilka razy złapałam się na tym, że jeszcze przed rozpoczęciem kolejnego rozdziału sprawdzałam, dokąd tym razem przerzuci mnie pisarka. Czy znów trafię do listów Dagoberta – nazisty, który podczas II wojny światowej kradł zabytki? Czy zajrzę do pamiętnika Ady? A może autorka zaskoczy mnie czymś zupełnie nowym? Muszę Wam powiedzieć, że nie zawsze takie zabiegi narracyjne dodają książce uroku, ale sposób, w jaki robi to Alicja Czarnecka-Suls, naprawdę mnie urzekł. Z każdym kolejnym rozdziałem chciałam więcej i więcej.

Kolejną rzeczą, która skradła moje serce, jest tempo akcji. W tej książce naprawdę nie ma miejsca na nudę – cały czas coś się dzieje. Fabuła przenosi nas z Polski do Niemiec, by po chwili znów wrócić do naszej ojczyzny. Autorka pokazuje historię z różnych perspektyw, dzięki czemu krok po kroku poznajemy motywy Troya – zarówno poprzez listy i wydarzenia z czasów wojennych, jak i jego późniejsze losy. Dowiadujemy się, jak potoczyło się jego życie, a nawet poznajemy historię jego wnuków. Wszystko to nadaje fabule wyjątkowego smaku i stopniowo odsłania przed czytelnikiem coraz więcej.

Na duży plus zasługuje również wplecenie w fabułę prawdziwych wydarzeń historycznych i związanych z nimi ciekawostek. Dzięki temu powieść nie tylko wciąga, ale też pozwala dowiedzieć się czegoś nowego. Fakty z przeszłości nie są jedynie tłem – świetnie współgrają z zagadką i współczesnymi losami bohaterów.

Autorka stworzyła niesamowitą sieć tajemnic. Czytelnik co chwilę ma wrażenie, że już wie, co za moment się wydarzy, ale wtedy pojawia się kolejny sekret i znów zaczynamy błądzić pośród tropów i domysłów. Poszczególne elementy układanki łączą się dopiero na samym końcu, tworząc pełny obraz wydarzeń i prowadząc nas do zakonu… ale tego Wam już nie zdradzę.

Muszę Wam się przyznać, że bardzo polubiłam bohaterów, których z każdym kolejnym rozdziałem poznajemy coraz lepiej. To czworo przyjaciół po sześćdziesiątce, którzy nadal mają w sobie ogromną ciekawość świata i chcą zostawić po sobie coś więcej. Każde z nich jest inne, ma własny charakter i sposób patrzenia na rzeczywistość, a jednocześnie świetnie się uzupełniają.

Autorka bardzo dobrze pokazuje również relacje między nimi. Czasem się sprzeczają, innym razem współpracują, wspierają się i stają za sobą murem. Mają swoje mocne strony, ale także słabości, dzięki czemu stają się prawdziwi, naturalni i bliscy czytelnikowi. Łatwo dostrzec w nich cząstkę nas samych. Ja już teraz wiem, że będę za nimi tęsknić i chętnie wybrałabym się z nimi na kolejną przygodę.

W powieści dostajemy jednak coś więcej niż tylko przygody tej czwórki. Poznajemy również ich rodziny, bliskich i kolejne osoby pojawiające się na drodze bohaterów. Postaci jest naprawdę sporo, ale wcale nie utrudnia to czytania. Autorka bardzo płynnie łączy wszystkich bohaterów i poszczególne wątki, dzięki czemu historia pozostaje przejrzysta i spójna. Dla mnie to zdecydowanie jeden z dużych plusów tej książki.

Misternie utkana przez pisarkę fabuła wciąga od pierwszych stron i sprawia, że naprawdę trudno oderwać się od książki.

Bardzo chciałabym zobaczyć ekranizację tej powieści. Jestem przekonana, że taka historia mogłaby przyciągnąć do kin naprawdę wiele osób. Podczas czytania momentami miałam wręcz wrażenie, że oglądam film – wszystko jest tak plastyczne, dynamiczne i dopracowane, że trudno uwierzyć, iż to „tylko” książka.

Wszystko jest tu dopracowane – od zwrotów akcji po drobiazgi, które z czasem zaczynają układać się w większą całość. Mam wrażenie, że nawet Dan Brown, autor „Kodu Leonarda da Vinci”, mógłby pozazdrościć Alicji Czarneckiej-Suls pomysłu, dopracowania szczegółów i sposobu, w jaki tchnęła życie w tę historię.

Polecam tę książkę przede wszystkim miłośnikom tajemnic, sekretów, zagadek i wartkiej akcji, ale tak naprawdę nie tylko im. Jestem przekonana, że każdy może znaleźć w tej historii coś dla siebie. A ja już sięgam po kolejną powieść autorki z ekscytacją i ogromną ciekawością, co tym razem dla mnie naszykowała.


Współpraca recenzencka 

„Szczęście pachnące wanilią” – Magdalena Witkiewicz

„Szczęście pachnące wanilią” – Magdalena Witkiewicz


Już na samym początku powieści Magdalena Witkiewicz przedstawia bohaterów, dając czytelnikowi możliwość spokojnego poznania ich i wejścia w świat tej historii.

Ada ledwo wiąże koniec z końcem. Prowadzi kawiarnię, która nie przynosi zbyt dużych dochodów. Samotnie wychowuje małego synka, Michała, a mężczyzna, którego kochała, okazał się oszustem i ją zostawił. W opiece nad chłopcem pomaga jej niania. Czy Adzie uda się ocalić ukochaną kawiarnię i wyjść na prostą?

Poznajemy również Magdę – mamę dwójki dzieci i żonę Adama, która stara się otworzyć gabinet dentystyczny w lokalu obok kawiarni Ady. Niestety, wszechobecna biurokracja skutecznie utrudnia jej realizację marzeń. W tym samym czasie jej mąż przeżywa kryzys wieku średniego. Kupuje nowe auto, które bardzo szybko staje się dla niego ważniejsze niż własna rodzina. Kiedy Magda nie wytrzymuje jego zachowania, zabiera dzieci i wyjeżdża do swojej mamy na wieś. Czy uda jej się otworzyć wymarzony gabinet i uratować małżeństwo? A może modlitwy Krystyny okażą się zaskakująco skuteczne?

Jej mama, Krystyna, to niezwykle barwna i pełna humoru postać. Przez długi czas gorliwie modli się o rozwód córki, jednak po rozmowie z proboszczem zmienia swoje intencje i od tej pory prosi już tylko o separację. Ten wątek wnosi do powieści sporą dawkę humoru i pokazuje jej nietuzinkowe podejście do życia.

Wśród bohaterek poznajemy również Karolinę – doktor psychologii. To pracowita, uporządkowana i ambitna kobieta, która mieszka jedynie z kotem. Pracuje od rana do wieczora, aby spłacić mieszkanie. Marzy o tym, by wkroczyć w swoją czterdziestkę u boku mężczyzny, który będzie ją rozumiał. Niestety, jak dotąd nie spotkała jeszcze odpowiedniej osoby. Czy Karolina w końcu znajdzie mężczyznę, który nie będzie kwalifikował się na terapię?

Nie sposób pominąć Natalii – mamy dwójki dzieci, w tym zaledwie tygodniowej córeczki. Niewyspana i zmęczona codziennymi obowiązkami chciałaby, aby mąż bardziej angażował się w opiekę nad dzieckiem. Coraz bardziej doskwiera jej także ciągłe przebywanie w domu i brak kontaktu z dorosłymi.

Kolejną bohaterką jest dziewięcioletnia Zuzanna – prawdziwa mała rewolucjonistka. Dziewczynka bardzo przeżywa to, że jej ukochana Milenka może trafić do piekła. Dlaczego tak uważa? Tego Wam nie zdradzę. Mogę jedynie powiedzieć, że razem z Zosieńką, ciocią Milenki, zrobią wszystko, aby temu zapobiec. Zosieńka marzy również o tym, by Milenka w końcu wyszła za mąż, dlatego postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Czy jej plan się powiedzie? O tym musicie przekonać się sami.

W powieści pojawia się także Jacek – tata Zuzanny, który samotnie wychowuje córkę. Zarówno Jacek, jak i Zuzanna oraz Zosieńka są bohaterami znanymi czytelnikom z poprzednich części serii. Mimo to autorka wprowadza ich w taki sposób, że również nowi czytelnicy bez problemu odnajdą się w tej historii.

Autorka po raz kolejny stanęła na wysokości zadania, tworząc niezwykle realistycznych bohaterów. Pokazuje ich codzienne problemy, rozterki, marzenia oraz chwile szczęścia, dzięki czemu łatwo uwierzyć w ich historie i się z nimi utożsamić.

Magdalena Witkiewicz mistrzowsko splata losy kobiet, pokazując, że w grupie siła. Bohaterki różnią się od siebie charakterami, doświadczeniami i podejściem do życia, a mimo to doskonale się uzupełniają, wspierając się nawzajem i pomagając sobie przetrwać najtrudniejsze chwile.

W tej powieści nie ma miejsca na nudę. Akcja toczy się dynamicznie, wciąga czytelnika, bawi, wzrusza i niejednokrotnie wywołuje niepokój o losy bohaterów. Nie zabrakło również momentów, podczas których dosłownie popłakałam się ze śmiechu. Siadając do lektury wieczorem, gdy w domu zrobiło się cicho, nawet nie zauważyłam, kiedy minęły kolejne godziny. Książkę odłożyłam dopiero o trzeciej nad ranem – nie dlatego, że zmorzył mnie sen, ale dlatego, że dotarłam do ostatniej strony. Już teraz odczuwam tęsknotę za bohaterami, którzy skradli moje serce, i jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się ich dalsze losy.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o tym, jak pięknie została wydana ta powieść. Okładka przyciąga wzrok i idealnie oddaje klimat całej historii, a barwione brzegi pięknie łączą się z resztą książek z tej serii. Jestem pewna, że cała seria zagości na mojej półce. Marzę o tym, aby jeszcze lepiej poznać bohaterów, sięgając po wcześniejsze części i odkrywając ich losy.

Jeśli szukacie powieści pełnej emocji, ciepła, humoru i postaci, których po prostu nie da się nie polubić, zdecydowanie polecam Wam tę historię. A ja... już czekam na kolejną część. 💜📚

📅 Premiera: 15.08.2026

🤝 Współpraca recenzencka


 „Gosia i Janek. Tajemnicze kamienie” Małgorzata Rogala

„Gosia i Janek. Tajemnicze kamienie” Małgorzata Rogala





Dziś razem z Basią zaczęłyśmy nową czytelniczą przygodę — „Gosia i Janek. Tajemnicze kamienie” Małgorzaty Rogali.

Muszę Wam przyznać, że byłam bardzo ciekawa tej książki. Znam już kilka powieści Małgorzaty Rogali dla dorosłych, dlatego tym bardziej zastanawiało mnie, jak autorka poradzi sobie z historią skierowaną do młodszych czytelników.
Gosia i Janek mają spędzić miesiąc nad morzem razem z dziadkami, ponieważ ich rodzice, którzy są policjantami, w tym czasie pracują. Bliźnięta nie mogą się już doczekać wyjazdu, jednak jak to czasem w życiu bywa, plany niespodziewanie ulegają zmianie. Zamiast na wymarzone wakacje nad morzem jadą nad jezioro do cioci Moniki.
Początkowo Gosia i Janek są zrezygnowani i rozczarowani zmianą planów, jednak szybko odkrywają, że nowe miejsce wcale nie musi być takie złe. Poznają nastoletnią Ninę i jej mamę Monikę, która – podobnie jak rodzice bliźniaków – pracuje w policji.
Pewnego deszczowego dnia bliźnięta wchodzą na strych, gdzie zauważają dwóch kręcących się w pobliżu mężczyzn. Bardzo szybko uznają, że nieznajomi zachowują się podejrzanie. „Łysy” i „Tyczka” – bo właśnie takie pseudonimy nadają im dzieci – na ich szczęście zatrzymują się osobno w pensjonacie, w którym pracuje Nina, a Gosia i Janek jadają śniadania oraz obiadokolacje.
To właśnie w tym miejscu poznają również Helę i Piotrka. Nowi znajomi szybko dołączają do Gosi i Janka i wspólnie rozpoczynają własne dochodzenie.
Podczas jednej ze swoich akcji w lesie znajdują… A tego już Wam nie zdradzę!  Jeśli chcecie dowiedzieć się, na jaki trop wpadła młoda ekipa detektywów, musicie sprawdzić sami.
Pomimo że książka skierowana jest do dzieci, podczas czytania bawiłam się naprawdę świetnie, a jeszcze większą radość sprawiało mi słyszane co chwilę: „Mamo, jeszcze jeden rozdział!” 
Autorka w bardzo fajny sposób pokazuje nam świat Gosi i Janka. Wciąga nas w ich dziecięce marzenia, emocje i codzienne przygody. Sama złapałam się na tym, że mocno kibicowałam bohaterom, aby rodzice w końcu zgodzili się na ich wymarzonego psa. 
Postacie są bardzo naturalne i prawdziwe, a momentami przypominały mi moje własne dzieci. Każde z nich jest inne, ma swój charakter, mocne strony i własny sposób patrzenia na świat. Autorka pokazuje przy tym coś bardzo ważnego – że każdy z nas jest inny, ale nie oznacza to, że jest gorszy. Wręcz przeciwnie, właśnie dzięki tym różnicom możemy się wzajemnie uzupełniać.
Na uwagę zasługuje również przystępny i zrozumiały dla dzieci język. Jeśli pojawiają się trudniejsze słowa lub wyrażenia, są one w ciekawy i naturalny sposób wyjaśniane przez dorosłych bohaterów. Dzięki temu dziecko może nie tylko śledzić losy Gosi i Janka, ale również przy okazji poznawać nowe pojęcia.
Książka jest pięknie ilustrowana, co dodatkowo przyciąga uwagę najmłodszych. My przy każdej ilustracji musiałyśmy zrobić mały postój, żeby Basia mogła dokładnie ją obejrzeć. 
Muszę również pochwalić czcionkę, która jest duża i przyjazna dla dziecka. Tekstu na poszczególnych stronach nie ma zbyt dużo, dzięki czemu młody czytelnik nie czuje się nim przytłoczony i nie zniechęca się do samodzielnego czytania.
My z Basią czytamy na zmianę i muszę Wam powiedzieć, że tym razem naprawdę chętnie czekała na swoją kolej.  A uwierzcie mi – nie przy każdej książce tak jest! 
Sama końcówka dostarczyła nam sporo emocji. Przyznam, że w pewnym momencie naprawdę zaczęłam obawiać się o dzieci i z zapartym tchem śledziłam rozwój wydarzeń.
Basi bardzo spodobało się zakończenie i już od razu zaczęła dopytywać, kiedy sięgniemy po drugi tom. Jest ogromnie ciekawa, jaką kolejną zagadkę będą musieli rozwiązać Gosia i Janek.
To była naprawdę udana, pełna emocji lektura, która dostarczyła nam wielu wrażeń, a wspólne czytanie okazało się prawdziwą przyjemnością. Jeśli szukacie książki, która zachęci dziecko do czytania, rozbudzi jego wyobraźnię i jednocześnie zapewni świetną zabawę, „Gosia i Janek. Tajemnicze kamienie” będzie doskonałym wyborem. My z pewnością sięgniemy po kolejną część. 
 „Dyptyk” – Justyna Mietlicka

„Dyptyk” – Justyna Mietlicka


Od pierwszych stron autorka trzyma nas w niepewności i stopniowo buduje napięcie. Zdradza, że coś się wydarzyło, ale nie podaje szczegółów, skutecznie rozbudzając ciekawość czytelnika.

Na początku książki poznajemy Ritę, do której przychodzą tajemnicze listy. Ktoś ją szantażuje i żąda pieniędzy. Wiemy jedynie, że ma to związek z wydarzeniami sprzed kilku miesięcy w Marsylii. Szczegóły pozostają jednak tajemnicą, a szczątkowe informacje pobudzają wyobraźnię i sprawiają, że chcemy jak najszybciej przewracać kolejne strony.

Tam poznajemy Marcela, złodzieja dzieł sztuki, który po kilkunastu latach ponownie spotyka Ritę. Otrzymuje zlecenie odnalezienia obrazu, jednak nikt nie chce z nim współpracować. Przebywa w Poznaniu, a jednocześnie próbuje wrócić do życia Rity.

W tym samym czasie Rita odkrywa, że ktoś ją śledzi. Sama jeszcze nie wie, kim są tajemniczy mężczyźni, ale czytelnik po chwili poznaje prawdę – to ci sami ludzie, którzy dali zlecenie Marcelowi. Poszczególne wątki zaczynają się ze sobą łączyć, choć wciąż pozostaje wiele niewiadomych.

Kiedy Rita ponownie wpuszcza złodziejaszka do swojego życia, Marcel musi wyjechać do Włoch. Tym razem nie chce jednak znów zniknąć bez słowa, dlatego proponuje jej wspólny wyjazd, po cichu licząc na odmowę.

Rita, przytłoczona problemami finansowymi galerii sztuki oraz firmą, którą musi prowadzić po śmierci męża, ostatecznie się zgadza. Chce mieć Marcela na oku, ponieważ podejrzewa, że może mieć coś wspólnego z szantażem i zwyczajnie mu nie ufa.

Marcel jedzie do Włoch, aby odnaleźć przemytnika, do którego namiary dostał od osoby, która wiele nauczyła go w złodziejskim fachu. Podczas gdy on próbuje trafić na jego ślad, Rita wykorzystuje ten czas na zwiedzanie małego włoskiego miasteczka.

Czy Marcelowi uda się odnaleźć mężczyznę? Czy obecność Rity nie utrudni mu zadania? Czy Rita dowie się, kim są mężczyźni, którzy ją śledzą? I dokąd zaprowadzi Marcela ten trop? Tego już Wam nie zdradzę… 😉

Ogromnym atutem książki jest świat sztuki. Razem z bohaterami odwiedzamy galerie, muzea i antykwariaty, a wszystko zostało przedstawione w ciekawy i przystępny sposób. Dzięki temu sztuka nie jest jedynie tłem wydarzeń, ale staje się ważnym elementem całej historii.

Bardzo spodobał mi się również sposób prowadzenia narracji. Mimo że nie jest pierwszoosobowa, doskonale poznajemy myśli i emocje bohaterów. Każde z nich skrywa własne sekrety, co jeszcze bardziej podsyca ciekawość.

Fabułę obserwujemy z różnych perspektyw. W jednym rozdziale śledzimy losy Rity, w kolejnym Marcela, a później ich wspólne wydarzenia. Dzięki temu historia jest dynamiczna, a bohaterów poznajemy stopniowo i coraz lepiej.

Autorka nie odkrywa wszystkich kart od razu. Umiejętnie dawkuje informacje, pozostawiając czytelnika w niepewności i sprawiając, że przez cały czas chce się czytać dalej.

Na uwagę zasługują również sami bohaterowie. Są bardzo prawdziwi – mają swoje problemy, słabości, sekrety skrywane przed światem i chwile, w których najchętniej by się poddali. Szczególnie podobało mi się to, że w najtrudniejszych momentach potrafią być dla siebie wsparciem. Kiedy jedno z nich traci siłę, drugie pomaga mu się podnieść i nie pozwala się poddać.

Rita jest kobietą zranioną przez przeszłość, dlatego trudno jej zaufać innym. Zachowuje dystans i ostrożność, jakby w ten sposób próbowała uchronić się przed kolejnym rozczarowaniem.

Marcel natomiast to najlepszy z najlepszych w swoim fachu. Jest doskonałym kłamcą, z łatwością uczy się języków i potrafi wcielać się w różne role. Umiejętnie zmienia swoją tożsamość i dostosowuje się do sytuacji, co w jego profesji okazuje się niezwykle przydatne.

Autorce udało się kilkakrotnie skutecznie mnie zmylić i dostarczyć wielu emocji. Niejednokrotnie łapałam się na tym, że szczerze martwiłam się o bohaterów i z przejęciem czekałam na to, co wydarzy się za chwilę. Książka jest pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, które utrzymują napięcie aż do ostatnich stron.

Muszę przyznać, że autorka zaskoczyła mnie zakończeniem. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, a ostatnie strony pozostawiły we mnie ogromny niedosyt.

Mam ogromną nadzieję, że już niedługo pojawi się kolejna część tej historii, bo zdążyłam zatęsknić za Ritą i Marcelem. Bardzo chciałabym poznać ich dalsze losy i przekonać się, co jeszcze przygotowała dla nich autorka.

Jeśli lubicie thrillery pełne tajemnic, dobrze wykreowanych bohaterów i klimatu świata sztuki, zdecydowanie polecam sięgnąć po „Dyptyk”. To historia, która trzyma w napięciu, stopniowo odsłania kolejne sekrety i pozostawia ogromny niedosyt, sprawiając, że z niecierpliwością czekam na dalsze losy bohaterów.

Współpraca recenzencka 

„Dotyk śmierci” Lisa Regan

„Dotyk śmierci” Lisa Regan


 

Akcja rozpoczyna się od rozmowy dzieci tuż przed wejściem do szkolnego autobusu. Chwilę później przenosimy się do teraźniejszości, gdzie poznajemy Josie oraz fragmenty jej historii.

Szybko pojawia się pierwsza ofiara — Krystal, matka jednego z dzieci, które zginęły w tragicznym wypadku. Do morderstwa dochodzi tuż przed powrotem Josie do pracy po zawieszeniu i tragicznej śmierci jej babci. Na ramieniu zamordowanej zostaje znalezione słowo, które prowadzi śledczych do kolejnego dziecka związanego z wypadkiem, a w jej ustach odkryty zostaje wosk ze świecy.

Josie wraz z Palmer rozpoczyna śledztwo. Z każdym kolejnym tropem detektywi coraz wyraźniej dostrzegają, że obecna sprawa może mieć związek z wydarzeniami sprzed dwóch lat oraz grupą wsparcia dla rodziców dzieci, które zginęły w katastrofie autobusu. Sytuacja staje się jeszcze bardziej niepokojąca, gdy ginie kolejna matka jednej z ofiar. Na jaw zaczynają wychodzić tajemnice skrywane przez rodziców i szybko okazuje się, że tragiczne wydarzenia sprzed lat mogą mieć znacznie więcej wspólnego z obecnymi zbrodniami, niż początkowo przypuszczano.

Opis książki skusił mnie, aby po nią sięgnąć. Trochę obawiałam się, że będzie mi ciężko odnaleźć się w fabule, ponieważ jest to już dwunasty tom serii. Jak się jednak okazało, mój strach był zupełnie bezzasadny. Lisa Regan w bardzo naturalny sposób przybliża wydarzenia z życia Josie, dzięki czemu nie odczuwa się dyskomfortu związanego z nieznajomością wcześniejszych części. Jednocześnie potrafi na tyle zaciekawić czytelnika główną bohaterką i jej historią, że sama nabrałam ochoty, aby sięgnąć po poprzednie tomy i poznać ją dużo lepiej.

Autorka stworzyła niezwykle dopracowany świat, a bohaterowie są bardzo realistyczni. Mają swoje wady, problemy i zmagają się z trudnościami, które mogą spotkać każdego z nas.

Jednym z mocniejszych motywów powieści jest dla mnie żałoba. Lisa Regan pokazuje z wielu różnych perspektyw, jak człowiek reaguje na śmierć najbliższej osoby i jak różne oblicza może mieć strata. Jedni próbują wrócić do codzienności, inni zamykają się w swoim bólu, a jeszcze inni szukają własnego sposobu, by nauczyć się z nim żyć. Nie istnieje tutaj jeden właściwy sposób przeżywania żałoby — każdy z bohaterów radzi sobie z nią inaczej.

Dotyczy to również Josie, która mierzy się ze śmiercią babci i nie zawsze potrafi poradzić sobie z emocjami, które czasami wręcz ją paraliżują. W trudniejszych chwilach pewnego rodzaju oparciem staje się dla niej różaniec otrzymany od komendanta. Choć nie jest osobą wierzącą, przedmiot pomaga jej się uspokoić, gdy powracają bolesne wspomnienia. Co ciekawe, przekazując jej różaniec, komendant zaznaczył, że kiedyś ma mu go oddać. Na pytanie, kiedy ma to zrobić, odpowiedział jedynie, że sama będzie wiedziała.

Ten niewielki szczegół bardzo zapadł mi w pamięć i podczas dalszego czytania zaczęłam się zastanawiać, czy różaniec pozostanie z Josie, czy jednak przyjdzie moment, w którym wróci do właściciela.

Mimo własnego bólu bohaterka prowadzi sprawę morderstwa z niezwykłą starannością i dociekliwością. Nie jest przedstawiona jako niezniszczalna detektywka, lecz jako kobieta, która ma swoje słabości, przeżywa stratę, a jednocześnie próbuje jak najlepiej wykonywać swoją pracę.

Narracja pozwala nam spojrzeć na wydarzenia z jej perspektywy. Poznajemy nie tylko to, co widzi i co dzieje się wokół niej, ale również jej myśli, emocje i wewnętrzne zmagania. Dzięki temu możemy jeszcze lepiej poznać główną bohaterkę i poczuć się bliżej rozgrywających się wydarzeń.

Bardzo spodobał mi się również sposób, w jaki Lisa Regan przeplata teraźniejszość i prowadzone śledztwo z fragmentami akcji sprzed dwóch lat. Cofamy się wtedy do dnia, w którym dzieci wsiadają do szkolnego autobusu. Wiemy już, że doszło wówczas do tragicznego wypadku spowodowanego przez pijanego kierowcę, w którym zginęło pięcioro z sześciorga dzieci.

Dwie linie czasowe stopniowo odsłaniają przed czytelnikiem wydarzenia z przeszłości, jednak pokazane są wyłącznie z perspektywy dzieci znajdujących się w autobusie. Nie pozwala to w pełni połączyć wszystkich faktów ani zrozumieć, co dokładnie się tam wydarzyło. Zamiast tego buduje napięcie i niepokój — widzimy, jak początkowo dzieci nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, a z czasem zaczynają odczuwać strach.

Powieść czyta się z ogromną lekkością, a dochodzenie rozwija się w naturalnym tempie. Stopniowo poznajemy nowe fakty i odkrywamy kolejne elementy układanki. Wraz z wychodzącymi na jaw tajemnicami byłam już niemal pewna, że wiem, kto jest mordercą. Kolejne zwroty akcji skutecznie udowadniały mi jednak, że się mylę. Kiedy wydawało mi się, że wszystko zaczyna układać się w logiczną całość, pojawiał się nowy trop, który ponownie zmieniał moje spojrzenie na sprawę.

Muszę Wam powiedzieć, że już dawno żadna książka nie pochłonęła mnie tak bardzo. Bardzo spodobał mi się również sposób prowadzenia dochodzenia. Nie opierało się ono na wszechobecnej technologii i sprzęcie — te jedynie wspomagały pracę detektywów. Najważniejsze były dedukcja, rozmowy, wyciąganie wniosków i mozolne składanie całej układanki kawałek po kawałku.

Napięcie i ciekawość towarzyszyły mi do samego końca. Razem z bohaterami próbowałam łączyć kolejne tropy i znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie — kto za tym wszystkim stoi?

Muszę również wspomnieć o samym wydaniu. Duża, przyjazna dla oczu czcionka sprawia, że czytanie jest bardzo komfortowe. Okładka ma skrzydełka, co dla mnie jest ogromnym plusem — nie tracę czasu na szukanie zakładki, która jakimś dziwnym trafem zawsze znika wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebna, choć trzeba przyznać, że mało ich nie mam. 

Oprawa graficzna świetnie współgra z treścią powieści. Jest mroczna i tajemnicza, dzięki czemu dobrze oddaje klimat pełnej sekretów historii.

Po zamknięciu ostatniej strony wiem jedno — jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Josie. Na pewno sięgnę po jej wcześniejsze przygody, żeby poznać ją jeszcze lepiej, a jednocześnie będę wyczekiwać kolejnych tomów. Wygląda na to, że zaczynając od dwunastej części, zamiast zakończyć jedną książkę, właśnie zafundowałam sobie jedenaście kolejnych do przeczytania. 

Z czystym sercem polecam Wam tę powieść. Znalazłam w niej znacznie więcej, niż się spodziewałam — nie tylko świetnie poprowadzone śledztwo i zagadkę kryminalną, ale również ogrom emocji, historie ludzi mierzących się ze stratą i bohaterów, których naprawdę chce się poznać bliżej.

 Współpraca recenzencka

 „Komórki się pani pomyliły” – Jacek Galiński

„Komórki się pani pomyliły” – Jacek Galiński


 

Kiedy pakowałam walizkę na wyjazd nad morze, nie mogło zabraknąć w niej dobrej książki. Tym razem towarzyszyła mi „Komórki się pani pomyliły” Jacka Galińskiego. Na co dzień najchętniej sięgam po kryminały, ale ta komedia kryminalna okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio śmiałam się podczas czytania aż do łez, a jednocześnie z takim zaangażowaniem próbowałam rozwikłać zagadkę. I choć miałam swoje podejrzenia, autor i tak zaskoczył mnie zakończeniem.

Opis wydawcy:

„Zamieszanie wokół pewnej warszawskiej kamienicy się nie kończy. Kolejny trup ponownie burzy spokój Zofii Wilkońskiej. Podczas prywatnego śledztwa staruszka za bardzo zbliża się do przestępców i zostaje poddana pokusie nie do odparcia. Niczym policjant zbyt długo działający pod przykrywką Zofia, wiele lat żyjąca w biedzie, zachłystuje się pieniędzmi i przemocą.”

Autor stworzył oryginalną i pełną zwrotów akcji historię, która nie tylko trzyma w napięciu, ale przede wszystkim bawi. W lekki, a jednocześnie trafny sposób pokazuje również codzienność wielu polskich emerytów i problemy, z którymi muszą się mierzyć. Całość napisana jest barwnym, obrazowym językiem, dzięki czemu ma się wrażenie, jakbyśmy towarzyszyli Zofii Wilkońskiej podczas każdego etapu jej zwariowanego śledztwa.

Narracja pierwszoosobowa pozwala doskonale poznać główną bohaterkę – jej sposób myślenia, motywacje i charakterystyczne poczucie humoru. Jacek Galiński stworzył bohaterów bardzo autentycznych, z ich codziennymi troskami, słabościami i potknięciami, ale również ogromną siłą, by mimo wszystko się nie poddawać.

Zofia Wilkońska to emerytka, która przypadkiem trafia na zwłoki w mieszkaniu swojego syna i postanawia rozpocząć własne śledztwo. Choć mogłoby się wydawać, że wiek będzie ją ograniczał, jest dokładnie odwrotnie. To kobieta odważna, zaradna, błyskotliwa i pełna niebanalnych pomysłów. Nie boi się niemal niczego... może poza głodem. Zadziwia tym, jak świetnie odnajduje się nawet w najbardziej niebezpiecznych sytuacjach i jak sprytnie radzi sobie z kolejnymi przeciwnościami losu. O jej dalszych przygodach nie zdradzę już nic więcej – zdecydowanie warto odkryć je samemu.

Polecam Wam tę historię z całego serca. To książka, która bawi do łez, zaskakuje, zmusza do dedukcji i pokazuje, że wiek nie ma żadnego znaczenia, gdy ma się odwagę i ogromny dystans do życia. Jeśli szukacie lekkiego, pełnego humoru kryminału na wakacyjny wyjazd lub letni wieczór, „Komórki się pani pomyliły” będzie doskonałym wyborem. Ja z przyjemnością sięgnę po kolejne przygody Zofii Wilkońskiej.

 „(Nie)zdobyta” – Melissa Darwood

„(Nie)zdobyta” – Melissa Darwood



Są książki, które od pierwszych stron wciągają w swój świat, oczarowują i nie pozwalają o sobie zapomnieć. A gdy docieramy do ostatniej strony, zaczynamy tęsknić za bohaterami i zastanawiać się, jak potoczą się ich dalsze losy. Ostatnio mam ogromne szczęście trafiać właśnie na takie historie. Jedną z nich jest „(Nie)zdobyta” Melissy Darwood – powieść, którą miałam przyjemność objąć patronatem medialnym.

Twórczość Melissy Darwood to dla mnie gwarancja emocji. Autorka potrafi zaskakiwać, zwodzić czytelnika i sprawić, że od książki trudno się oderwać. Tym razem oprócz wzruszeń i napięcia zaserwowała również ogromną dawkę humoru. Dawno żadna powieść nie rozbawiła mnie tak bardzo – śmiałam się do łez. Jednocześnie nie zabrakło scen pełnych napięcia, a zakończenie przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Julka ma trzydzieści dwa lata i pracuje jako dziennikarka w kobiecym magazynie. Kiedy otrzymuje szansę napisania książki o mało znanym himalaiście, trafia na Jeremiego Jansona – ekscentrycznego mężczyznę, który planuje jako pierwszy zdobyć zimą K2 podczas samotnej wyprawy. Wydawnictwo stawia jednak jeden warunek – Julka musi wziąć udział w przygotowaniach i dotrzeć z nim aż do bazy położonej na wysokości ponad czterech tysięcy metrów. Problem w tym, że nie znosi zimna, jest w słabej kondycji fizycznej, a o górach nie wie praktycznie nic.

Przygotowania do tej niezwykłej wyprawy zmuszają ją do zmierzenia się z własnymi lękami i słabościami. Wraz z JJ wyrusza w Tatry, gdzie poznaje góry od zupełnie innej strony. Każdy kolejny dzień przynosi nowe wyzwania, a między bohaterami coraz wyraźniej pojawia się wzajemna fascynacja, pożądanie i rodzące się uczucie. Julia zaczyna coraz bardziej obawiać się, że zakochuje się w człowieku, który gotów jest zaryzykować wszystko, by spełnić swoje największe marzenie. Czy miłość stanie na drodze do realizacji celu? A może to właśnie ona okaże się największą próbą?

Jeremi Janson to charyzmatyczny himalaista, który ponad wszystko kocha góry, spokój i wolność. Na co dzień pracuje przy wycince drzew, a jego największym marzeniem jest zdobycie zimą K2. Z życiowej konieczności zgadza się na współpracę z Julią, choć początkowo nie ma na to najmniejszej ochoty. Z czasem zaczyna jednak dostrzegać, ile wysiłku dziewczyna wkłada w przygotowania i z rosnącym podziwem obserwuje jej przemianę. Czy JJ pozwoli sobie otworzyć serce? I czy uda mu się zdobyć szczyt, który od lat pozostaje jednym z największych wyzwań himalaizmu?

Melissa Darwood stworzyła fascynującą historię o pasji, odwadze, przekraczaniu własnych granic i sile marzeń. W niezwykle ciekawy sposób przybliżyła świat himalaizmu, pokazując, ile wyrzeczeń, przygotowań i determinacji wymaga każda wyprawa. Bohaterowie są autentyczni, pełni wad i zalet, dzięki czemu łatwo ich polubić i kibicować im do samego końca.

To książka, która bawi, wzrusza, rozpala emocje, chwilami budzi grozę i trzyma w napięciu aż do ostatniej strony. To historia o miłości, przyjaźni, marzeniach i odwadze, która pokazuje, że największe szczyty często trzeba najpierw zdobyć we własnym sercu.

Choć tę recenzję pisałam już jakiś czas temu, dziś mam piękną okazję do powrotu do tej historii. „(Nie)zdobyta” ukazała się w nowym, wyjątkowym wydaniu, w którym obie części zostały zebrane w jednym tomie. To prawdziwa gratka dla wszystkich miłośników tej opowieści. Twarda oprawa, zachwycająca okładka z górskim motywem, subtelne złote zdobienia, barwione brzegi oraz dopracowane wnętrze sprawiają, że książka zachwyca jeszcze zanim przeczyta się pierwszą stronę. To jedno z tych wydań, które nie tylko świetnie się czyta, ale również z dumą stawia na półce.

Z całego serca polecam Wam tę historię. Jeśli lubicie świetnie wykreowanych bohaterów, błyskotliwy humor, pięknie rozwijający się wątek romantyczny i opowieści, które zostają z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki, koniecznie sięgnijcie po „(Nie)zdobytą”. Jestem przekonana, że Julka i JJ skradną również Wasze serca, a nowe wydanie będzie prawdziwą ozdobą każdej biblioteczki. 

Copyright © 2016 po drugiej stronie książki-recenzje , Blogger