"Złączeni honorem"- Reilly Cora. Fragment powieśći.

"Złączeni honorem"- Reilly Cora. Fragment powieśći.




Prolog

Uniosłam dłoń, palce trzęsły mi się niczym liście na wietrze, a serce biło jak u kolibra. Luca objął moją dłoń pewną ręką i wsunął mi na palec pierścionek wykonany z białego złota i dwudziestu małych brylantów.
To powinno stanowić symbol miłości i oddania, ale w naszym przypadku oznaczało, że stałam się własnością mężczyzny, którego poślubiłam. Do końca życia miało mi przypominać o złotej klatce, w której zostałam uwięziona. Słowa przysięgi: „Dopóki śmierć nas nie rozłączy”, nabierały więc zupełnie innego znaczenia niż dla większości ludzi wstępujących w związek małżeński. W naszym świecie nie istniało coś takiego jak rozwód, miałam należeć do Luki aż do swojej żałosnej śmierci. Ostatnie słowa ślubowania, które składali mężczyźni, wstępując w szeregi mafii brzmiały: „Wstępuję za życia, odejdę w chwili śmierci” – mogły więc równie dobrze stanowić zakończenie mojej przysięgi małżeńskiej.
Powinnam uciec, kiedy miałam okazję. Teraz, gdy wpatrywały się we mnie setki osób z nowojorskiego i chicagowskiego oddziału mafii, nie miałam już tej możliwości. W naszym świecie małżonków mogła rozdzielić tylko śmierć. Nawet jeśli udałoby mi się zwiać spod czujnego oka Luki i jego ludzi, naruszenie umowy doprowadziłoby do wybuchu wojny, a mój ojciec nie zdołałby powstrzymać rodziny mojego męża od dokonania zemsty za zbezczeszczenie reputacji.
Moje uczucia, jak zawsze, nie były brane pod uwagę. Dorastałam w świecie, w którym nikt, zwłaszcza kobiety, nie decydował o sobie.
Nie było nam dane pobrać się z miłości czy choćby z własnej woli. Chodziło jedynie o obowiązek i honor, a także o spełnienie oczekiwań.
Nasze małżeństwo miało charakter unii przypieczętowującej pokój.
Nie byłam idiotką, dlatego zdawałam sobie sprawę, o co tak naprawdę chodziło: o pieniądze i władzę, a jedno i drugie kurczyło się, odkąd rosyjska Brać1 i tajwańska Triada2, a także inne grupy przestępcze, próbowały rozszerzyć wpływy również na naszych terytoriach. W całych Stanach Zjednoczonych włoskie rodziny musiały puścić w zapomnienie dawne waśnie i stworzyć wspólny front przeciw naszym wrogom. Powinnam czuć się uhonorowana, ponieważ wybrano mnie na przyszłą żonę najstarszego syna szefa nowojorskiego oddziału mafii. Ojciec i każdy męski krewny wbijali mi te słowa do głowy od dnia, w którym zaręczono mnie z Lucą. Wiedziałam, że było to wyróżnienie, miałam też czas, aby przygotować się na tę chwilę, ale mimo to bez przerwy towarzyszył mi strach.
– Możesz pocałować pannę młodą – powiedział ksiądz.
Uniosłam głowę. Zgromadzeni ludzie lustrowali mnie wzrokiem, wyczekując chwili, w której ujawniłabym słabość. Ojciec wściekłby się, gdybym okazała przerażenie, a rodzina Luki wykorzystałaby to przeciw nam. Dorastałam w świecie, w którym jedyną tarczą kobiety była umiejętność panowania nad wyrazem twarzy, więc bez problemu przybrałam spokojną minę. Nikt nigdy nie dowie się, jak bardzo pragnęłam uciec. Nikt poza Lucą. Pomimo starań, nie udawało mi się zamaskować przed nim emocji. Ciągle się trzęsłam, a gdy napotkałam spojrzenie jego zimnych szarych oczu, wyczytałam z nich, że potrafił przejrzeć mnie na wylot. Zapewne tak często wywoływał w ludziach strach, że rozpoznawanie przerażenia stało się jego naturalną umiejętnością.
Pochylił głowę, zbliżając twarz do mojej. Na jego obliczu nie widniał choćby ślad obawy, strachu czy wątpliwości. Usta mi drżały przy jego wargach, gdy skupił na mnie wzrok, przekazujący jednoznaczną wiadomość: Jesteś moja.
1 Mafia sołncewska (ros. Солнцевская братва, Sołncewskaja bratwa, dosł. brać sołncewska) – jedna z najgroźniejszych i największych na świecie zorganizowanych grup przestępczych pochodząca z Rosji (przyp. tłum.).
2 Synonim chińskich organizacji przestępczych (przyp. tłum.).




ROZDZIAŁ PIERWSZY

Trzy lata wcześniej

Siedziałam na szezlongu w bibliotece i czytałam książkę, a Liliana spała z głową na moich kolanach, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Siostra nawet nie drgnęła, gdy weszła matka. Ciemnoblond włosy miała upięte w ciasny kok, a blada twarz naznaczona była troską i zmartwieniem.
– Coś się stało? – zapytałam.
Uśmiechnęła się tym swoim sztucznym, wyćwiczonym uśmiechem.
– Ojciec chce porozmawiać z tobą w gabinecie.
Ostrożnie przesunęłam głowę Lily na szezlong, a siostra podwinęła pod siebie nogi. Była drobna jak na jedenastolatkę, choć z drugiej strony ja też nie należałam do szczególnie wysokich, zresztą jak wszystkie kobiety w naszej rodzinie – mierzyłam sto sześćdziesiąt pięć centymetrów.
Matka unikała mojego spojrzenia, kiedy do niej podeszłam.
– Przeskrobałam coś? – zapytałam, choć nie miałam pojęcia, co takiego mogłam zrobić. Przeważnie byłyśmy z Lily posłuszne. To Gianna ciągle łamała zasady, za co dostawała kary.
– Pospiesz się, ojciec czeka – odpowiedziała matka.
Zanim dotarłam przed gabinet ojca, mój żołądek zdążył zwinąć się w supeł. Stałam przez chwilę, próbując opanować emocje, a następnie zapukałam.
– Wejdź. – Zza drzwi dobiegł głos ojca.
Wkroczyłam do gabinetu, zmuszając się jednocześnie do przybrania opanowanego wyrazu twarzy. Ojciec siedział w szerokim, czarnym skórzanym fotelu za mahoniowym biurkiem, a za nim piętrzyły się wykonane z tego samego drewna półki wypełnione książkami, których nigdy nie przeczytał – miały jedynie zasłaniać tajemne wejście do piwnicy, gdzie znajdował się korytarz prowadzący poza teren naszej posiadłości.
Ojciec uniósł głowę znad stosu papierów, włosy miał przylizane.
– Siadaj – nakazał.
Opadłam na jedno z krzeseł po drugiej stronie biurka i złożyłam dłonie na kolanach, próbując nie przygryzać nerwowo wargi, gdyż ojciec tego nienawidził. Czekałam, aż się odezwie, ale zanim to uczynił, przyglądał mi się przez chwilę z dziwnym wyrazem twarzy.
– Brać i Triada próbują przejąć nasze terytoria, z każdym dniem robią się coraz odważniejsze. Mamy więcej szczęścia niż rodzina z Las Vegas, która jeszcze na dokładkę musi odpierać ataki Meksykanów, ale nie możemy już udawać, że Rosjanie i Tajwańczycy nie stanowią dla nas zagrożenia.
Nie rozumiałam, dlaczego ojciec mi o tym mówił, ponieważ nigdy nie poruszał przy nas takich tematów – dziewczyny nie musiały znać szczegółów przedsięwzięć mafijnych, ale wiedziałam, że nie powinnam się odzywać.
– Musimy pogodzić się z nowojorską rodziną i połączyć siły, abyśmy byli w stanie obronić się przed Bracią i Triadą – oznajmił spokojnie.
Mieliśmy zawrzeć pokój z nowojorczykami? Ojciec, jak każdy inny członek chicagowskiej ekipy, nienawidził tej rodziny. Przez lata wyżynali się wzajemnie i dopiero niedawno zdecydowali się na zawieszenie broni, w celu zdziesiątkowania szeregów innych organizacji przestępczych, takich jak Brać i Triada. Ojciec kontynuował:
– Nie istnieją więzy silniejsze od więzów krwi. Przynajmniej w tym zgadzam się z nowojorczykami.
Na mojej twarzy odmalował się wyraz konsternacji.
– „Z krwi zrodzeni, w krwi zaprzysiężeni”. Tak brzmi ich motto.
Przytaknęłam, coraz mocniej zdezorientowana.
– Spotkałem się wczoraj z Salvatore Vitiellim.
Ojciec widział się z capo dei capi1, zwierzchnikiem nowojorskiej mafii? Ostatnie spotkanie między nowojorczykami i oddziałem z Chicago odbyło się dekadę temu i nie zakończyło się za dobrze. Tamten dzień wciąż wspominało się jako Krwawy Czwartek, a ojciec nawet nie był szefem. Pełnił funkcję doradcy Fiore Cavallara, który rządził działalnością przestępczą na Środkowym Wschodzie.
– Ustaliliśmy, że rozważymy sojusz tylko wówczas, gdy zostaniemy rodziną. – Ojciec wbił we mnie wzrok i nagle nie chciałam usłyszeć reszty jego wywodu. – Postanowiliśmy, iż poślubisz jego najstarszego syna Lucę, przyszłego capo dei capi.
Miałam wrażenie, że zapadam się pod ziemię.
– Dlaczego ja?
– Vitiello i Fiore od jakiego czasu rozmawiali o zawarciu pokoju i uznali, że najlepszym przypieczętowaniem zawieszenia broni będzie małżeństwo. Dlatego Vitiello poprosił, abyśmy wydali za jego syna najpiękniejszą z naszych córek. Oczywiście nie mogliśmy podsunąć córki któregoś z żołnierzy, a jak wiesz, Fiore nie ma córek, dlatego zdecydowaliśmy, że najpiękniejszą z dziewczyn w odpowiednim wieku jesteś ty.
Gianna była równie piękna, ale odrobinę młodsza niż ja i zapewne to ją uratowało.
– Jest wiele pięknych dziewczyn – powiedziałam z trudem. Oddech uwiązł mi w gardle, a ojciec spojrzał na mnie, jakby uważał mnie za najcenniejszą z posiadanych rzeczy.
– Niewiele Włoszek ma twój kolor włosów, który Fiore określa jako złoty. – Ojciec zarechotał. – Jesteś naszą przepustką do nowojorskiej rodziny.
– Ale ojcze, mam dopiero piętnaście lat. Nie mogę wyjść za mąż.
Ojciec zbył moje słowa lekceważącym gestem.
– Mogłabyś, za moją zgodą. Poza tym, co nas obchodzi prawo?
Tak mocno zacisnęłam dłonie na podłokietnikach, aż pobielały mi knykcie, ale nie poczułam bólu, gdyż moje ciało przeszło w stan odrętwienia.
– Niemniej powiedziałem Salvatore, że do ślubu dojdzie dopiero, gdy ukończysz osiemnaście lat. Twoja matka nalegała, abyś była pełnoletnia i skończyła najpierw szkołę, a Fiore przystał na jej prośbę.
Więc to szef pozwolił ojcu wstrzymać się ze ślubem. Ojciec już teraz rzuciłby mnie w ramiona przyszłego męża. Męża. Dopadły mnie mdłości. Wiedziałam o Luce Vitiellim tylko tyle, że przejmie po ojcu zwierzchnictwo nad nowojorską mafią, a swoją ksywkę „Imadło” otrzymał, kiedy skręcił mężczyźnie kark gołymi rękami. Nie wiedziałam nawet ile miał lat, ale to bez znaczenia, ponieważ moja kuzynka Bibiana poślubiła mężczyznę starszego od niej o trzydzieści lat. Miałam jednak cichą nadzieję, że Luca nie jest aż tak stary, skoro jego ojciec jeszcze nie przeszedł na emeryturę. Czy był okrutny?
Skręcił człowiekowi kark. Będzie przewodził nowojorskiej mafii.
– Ojcze – szepnęłam. – Nie zmuszaj mnie do poślubienia tego mężczyzny.
Ojciec przybrał surową miną.
– Wyjdziesz za Lucę Vitiellego. Przypieczętowałem umowę z jego ojcem. Będziesz dobrą żoną dla Luki, a kiedy poznasz go podczas przyjęcia z okazji waszych zaręczyn, zachowasz się jak na damę przystało.
– Przyjęcie zaręczynowe? – powtórzyłam. Mój głos zabrzmiał bezbarwnie i pusto, jakby dochodził z oddali.
– Oczywiście. Pojawi się okazja na zacieśnienie więzi, a Luca będzie mógł się przekonać, co zyska na tej umowie. Nie chcemy go rozczarować.
– Kiedy? – Odchrząknęłam, a mimo to gula pozostała w moim gardle. – Kiedy odbędzie się przyjęcie zaręczynowe?
– W sierpniu.
Czyli za dwa miesiące. Skwitowałam to otępiałym przytaknięciem. Uwielbiałam czytać romanse i gdy tylko bohaterowie brali ślub, wyobrażałam sobie własny. Zawsze myślałam, że będzie to dzień pełen radości i miłości. Ale, jak się okazało, były to mrzonki głupiego dziewczątka.
– Więc mogę nadal chodzić do szkoły?
A jakie to w ogóle miało znaczenie? Po co miałam ukończyć edukację, skoro i tak nie mogłam iść na studia ani do pracy? Moim zadaniem stanie się ogrzewanie mężowi łóżka. Gardło mi się zacisnęło, a pod powiekami zapiekły łzy, jednak starałam się zapanować nad emocjami. Ojciec nie znosił, gdy traciłam nad sobą kontrolę.
– Tak. Vitiello wydawał się zadowolony, że uczęszczasz do żeńskiej szkoły katolickiej.
No jasne. Przecież nie mogli ryzykować, że zbliżyłabym się do jakiegoś chłopaka.
– To wszystko?
– Jak na razie.
Wyszłam z gabinetu, jakbym była w transie. Cztery miesiące temu skończyłam piętnaście lat i cieszyłam się tymi urodzinami, gdyż wydawały się ogromnym krokiem ku mojej przyszłości. Byłam głupia. Moje życie skończyło się, zanim się naprawdę zaczęło. Wszystkie decyzje zostały podjęte za mnie.

***

Nie mogłam przestać płakać. Gianna głaskała mnie po głowie, którą położyłam na jej kolanach. Była ode mnie młodsza zaledwie o osiemnaście miesięcy, miała trzynaście lat, ale dziś różnica wieku między nami świadczyła na moją niekorzyść, skazując na życie w pozbawionej miłości pułapce i utratę wolności. Bardzo starałam się nie obwiniać o to Gianny, bo przecież niczym nie zawiniła.
– Może spróbuj porozmawiać z ojcem. Mógłby zmienić zdanie – podpowiedziała łagodnie.
– Nie zmieni.
– Może mama go przekona.
Jakby ojciec kiedykolwiek pozwolił, żeby kobieta podjęła za niego decyzję.
– Nikt ani nic w żaden sposób nie nakłoni go do zmiany zdania. To już przesądzone – wyznałam przygnębiona.
Nie widziałam matki, odkąd wysłała mnie do gabinetu ojca i przypuszczałam, że nie chciała spojrzeć mi w twarz, ponieważ była świadoma tego, na co mnie skazała.
– Ale Ario…
Kiedy uniosłam głowę i otarłam łzy, dostrzegłam, że Gianna patrzy na mnie ze współczuciem. Jej tęczówki miały barwę bezchmurnego letniego nieba, taką samą jak moje. Różnił nas tylko kolor włosów – moje były jasne, a jej rude, przez co ojciec czasami złośliwie przezywał ją wiedźmą.
– Przypieczętował umowę z ojcem Luki.
– Spotkali się?
Też mnie to zastanawiało. Dlaczego znalazł chwilę na spotkanie z szefem nowojorskiej rodziny, ale zabrakło mu czasu, aby powiedzieć mi, iż postanowił sprzedać mnie jak jakąś luksusową dziwkę? Odsunęłam od siebie frustrację i rozpacz, które próbowały zagnieździć się w moim sercu.
– Tak mi powiedział.
– Musi być jakieś inne wyjście – zaprotestowała Gianna.
– Nie ma.
– Ale jeszcze nawet nie poznałaś tego typa. Nie wiesz, jak on wygląda! Może jest brzydki, gruby i stary.
Brzydki, gruby i stary. Jakby to były jedyne cechy Luki, które powinny mnie martwić.
– Poszukajmy go w internecie. Na pewno znajdziemy jakieś zdjęcia. – Gianna zeskoczyła z łóżka, po czym wzięła z biurka mój laptop i z powrotem usiadła.
Znalazłyśmy kilka zdjęć Luki i nawet jakieś artykuły na jego temat. Miał najzimniejsze szare oczy, jakie w życiu widziałam i bez problemu potrafiłam sobie wyobrazić, jak spoglądał tym wzrokiem na ofiarę, tuż przed wykonaniem wyroku.
– Jest spośród nich najwyższy – powiedziała z podziwem Gianna.
Miała rację, nieważne z kim go fotografowano, na każdym zdjęciu był wyższy od towarzyszy, a do tego odznaczał się sporą muskulaturą, co zapewne wyjaśniało, dlaczego za plecami nazywano go „Bykiem”. Tego przydomku używały też media, które opisywały go jako dziedzica Salvatore Vitiella, biznesmena i właściciela klubu nocnego. Biznesmena. Pozory mylą. Każdy wiedział, czym naprawdę zajmował się Salvatore Vitiello, ale nikt nie był na tyle głupi, żeby wspomnieć o tym w prasie.
– Na każdym zdjęciu jest z inną dziewczyną – dodała zaintrygowana Gianna.
Spojrzałam na beznamiętną twarz mojego przyszłego męża. Gazety ochrzciły go mianem najbardziej pożądanego kawalera w Nowym Jorku, ponieważ miał odziedziczyć setki milionów dolarów. Bardziej adekwatne jednak byłoby nazwanie go dziedzicem imperium śmierci.
– Boże, dziewczyny się za nim uganiają. Chyba jest przystojny.
– To niech go sobie wezmą – skwitowałam gorzko.
W naszym świecie przyjemna aparycja często skrywała potwora. Dziewczyny ze śmietanki towarzyskiej dostrzegały tylko jego wygląd i bogactwo, uważały również, że aura łobuza, którą roztaczał, stanowiła tylko pozę. Przymilały się do niego ze względu na jego drapieżny urok i władzę, ale nie wiedziały, że pod aroganckim uśmiechem czaiły się krew i śmierć.
Wstałam nagle.
– Muszę pogadać z Umberto.
Umberto dobiegał pięćdziesiątki i był lojalnym żołnierzem ojca, a także moim i Gianny ochroniarzem. Wiedział wszystko. Mama nazywała go plotkarzem, ale jeśli ktoś mógłby powiedzieć mi coś więcej o Luce, to tą osobą z pewnością był Umberto.

***

– Oficjalnie stał się członkiem mafii, gdy miał jedenaście lat – wyjaśnił Umberto, jak co dzień ostrząc nóż. Po kuchni roznosił się aromat pomidorów i oregano, który przeważnie działał na mnie kojąco, jednak nie tym razem.
– Miał jedenaście lat? – dociekałam, próbując zachować spokój. Większość mężczyzn stawała się pełnoprawnymi członkami mafii, dopiero po ukończeniu szesnastu lat. – Z powodu ojca?
Umberto wyszczerzył zęby w uśmiechu, ujawniając siekacze ze złota, i przestał ostrzyć nóż.
– Myślisz, że popuszczano mu, bo jest synem szefa? Zabił pierwszy raz, gdy miał jedenaście lat i dlatego postanowili zaprzysiąc go tak wcześnie.
Gianna głośno wciągnęła powietrze.
– To potwór.
Umberto wzruszył ramionami.
– Jest tym, kim musi być. Cipa nie może rządzić Nowym Jorkiem. – Uśmiechnął się do nas z pokorą. – To znaczy ciapa.
– Co się stało? – Nie byłam pewna, czy chciałam poznać odpowiedź. Jeśli Luca dopuścił się pierwszego zabójstwa, gdy miał jedenaście lat, to ile osób pozbawił życia w ciągu kolejnych dziewięciu, które minęły od tamtego zdarzenia?
Umberto pokręcił łysą głową i podrapał się po długiej bliźnie, biegnącej od jego skroni aż do podbródka. Był chudy i nie przerażał wyglądem, ale matka twierdziła, że niewielu potrafiło posługiwać się nożem z taką szybkością jak on. Nigdy jednak nie widziałam go w akcji.
– Nie wiem, nie znam się za dobrze z nowojorską rodziną. – Przyglądałam się naszej kucharce, która szykowała kolację i próbowałam skupić się na czymś innym niż nerwowe mdłości i przytłaczający strach. Umberto zerknął uważnie na moją twarz. – To dobra partia. Niedługo stanie się najpotężniejszym mężczyzną na Wschodnim Wybrzeżu. Będzie cię chronił.
– A kto ochroni mnie przed nim? – syknęłam.
Umberto nie zaszczycił mnie odpowiedzią, ponieważ była oczywista: po ślubie nikt mnie nie uchroni przed Lucą. Ani Umberto, ani ojciec. W naszym świecie kobieta należała do swojego męża: była jego własnością, z którą obchodził się, jak mu się podobało.
1 Capo dei capi, capo di tutti capi – szef wszystkich szefów (zwany również donem) – termin odnoszący się do osoby kierującej daną rodziną mafijną, który sprawuje pełnię władzy na określonym terytorium (przyp. tłum.).



ROZDZIAŁ DRUGI

Ostatnie dwa miesiące minęły mi jak z bicza strzelił, choć marzyłam, by czas zwolnił, abym była w stanie przygotować się na nieuniknione. Moje przyjęcie zaręczynowe miało odbyć się za dwa dni, a mama uwijała się, rozkazując służbie i pilnując, żeby dom wyglądał idealne. Nie zaproszono zbyt wielu gości; tylko naszą rodzinę, rodzinę Luki oraz rodziny głów nowojorskiego i chicagowskiego oddziału. Umberto powiedział, że podjęto taką decyzję ze względów ostrożności – przymierze zostało zawarte niedawno, więc nie zamierzano narażać setek gości na niepotrzebne ryzyko.
Szkoda, że nie zdecydowano się odwołać przyjęcia – gdyby mnie ktoś pytał o zdanie, wolałabym poznać Lucę dopiero przed ołtarzem.
Fabiano skakał po moim łóżku, wyginając usta w podkówkę. Miał dopiero pięć lat i mnóstwo energii.
– Chcę się bawić! – krzyknął.
– Matka mówiła, żebyś nie biegał po domu. Ma wyglądać nieskazitelnie na przyjazd gości – oznajmiłam.
– Ale jeszcze nie przyjechali!
Dzięki Bogu, Luca i pozostali nowojorczycy mieli pojawić się dopiero jutro. Tylko jedna noc dzieliła mnie od poznania przyszłego męża – mężczyzny, który gołymi rękami zabił człowieka. Przymknęłam oczy.
– Znów płaczesz? – Fabiano zeskoczył z łóżka, podszedł do mnie i chwycił za rękę. Blond czuprynę miał w nieładzie, ale gdy próbowałam dotknąć jego włosów, gwałtownie odsunął głowę.
– O co ci chodzi? – Starałam się przy nim nie płakać. Przeważnie chlipałam nocą, pod osłoną mroku.
– Lily powiedziała, że ciągle beczysz, bo Luca cię kupił.
Zamarłam. Będę musiała nakazać Lilianie, aby nie gadała za dużo, bo tylko narobi mi problemów.
– Nie kupił mnie. – Kłamczucha.
– Równie dobrze mógł – skwitowała Gianna, stając w drzwiach. Podskoczyłam na dźwięk jej głosu.
– Ciii. Co, jeśli ojciec usłyszy? – wyszeptałam nerwowo.
Gianna wzruszyła ramionami.
– Zna moją opinię na temat decyzji o sprzedaniu ciebie niczym mlecznej krowy.
– Gianna – ostrzegłam, ruchem głowy wskazując brata, który przyglądał mi się badawczo.
– Nie chcę, żebyś nas zostawiła – wyszeptał.
– Nie wyjadę na długo, Fabi. – Wydawało się, że ta odpowiedź go zadowoliła, gdyż jego twarz ponownie ożywił uśmiech małego psotnika.
– Złap mnie! – krzyknął.
Rzucił się biegiem i odepchnął Giannę, która zatarasowała mu przejście.
Siostra ruszyła za nim, wykrzykując:
– Skopię ci tyłek, potworku!
Pobiegłam za nimi. Liliana wystawiła głowę ze swojego pokoju i również dołączyła do pościgu. Matka urwałaby mi głowę, gdybyśmy potłukli jakąś pamiątkę rodzinną, dlatego zbiegłam pospiesznie po schodach. Fabiano wciąż przewodził i choć był szybki, to Liliana prawie go dogoniła, natomiast mnie i Giannie przemieszczanie się utrudniały obcasy, które kazała nam nosić matka, abyśmy nauczyły się w nich swobodnie poruszać. Fabiano wpadł na korytarz prowadzący do zachodniego skrzydła, a my za nim. Prawie krzyknęłam, żeby się zatrzymał, ponieważ w tej części domu znajdował się gabinet ojca i mielibyśmy kłopoty, gdyby nas przyłapał. Od brata oczekiwano, że będzie postępował jak mężczyzna, ale który pięciolatek się tak zachowuje?
Kiedy minęliśmy gabinet ojca, poczułam ulgę, jednak nie trwało to długo, ponieważ nagle na korytarzu pojawiło się trzech mężczyzn. Chciałam ich ostrzec, ale było już za późno. Fabiano zdążył się zatrzymać, natomiast rozpędzona Liliana wpadła na mężczyznę stojącego w środku. Większość ludzi przy takim zderzeniu straciłaby równowagę, ale z drugiej strony większość nie miała niemal dwóch metrów wzrostu i nie była zbudowana jak byk.
Zatrzymałam się gwałtownie, czując jakby czas zwolnił bieg, a następnie się zatrzymał. Gianna głośno sapnęła, ja natomiast wbiłam wzrok w mojego przyszłego męża, spoglądającego na Lilianę i przytrzymującego ją silnymi rękami – tymi samymi, którymi zmiażdżył komuś tchawicę.
– Liliana – pisnęłam przerażona.
Zwracałam się do niej pełnym imieniem tylko wówczas gdy coś przeskrobała albo gdy wydarzyło się coś bardzo złego. Żałowałam, że nie udało mi się lepiej zapanować nad strachem, ponieważ wszyscy, łącznie z Lucą, na mnie patrzyli. Mężczyzna otaksował mnie spojrzeniem szarych oczu, zatrzymując się na chwilę na moich włosach.
Boże, ależ był wysoki. Jego towarzysze mierzyli ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, ale przy nim wyglądali jak karły. Luca nadal trzymał ręce na ramionach Lily.
– Podejdź tu, Liliano – nakazałam chłodnym tonem, wyciągając jednocześnie dłoń w stronę siostry.
Nie chciałam, żeby znajdowała się przy tych facetach. Liliana cofnęła się gwałtownie, po czym rzuciła mi się w ramiona, wtulając we mnie twarz. Luca uniósł czarną brew.
– To Luca Vitiello! – powiedziała Gianna, nie skrywając obrzydzenia.
Fabiano wydał dźwięk przypominający odgłos rozwścieczonego kota stepowego i ruszył na Lucę, bijąc go piąstkami po nogach i brzuchu.
– Odczep się od Arii! Nie dam ci jej.
Miałam wrażenie, że moje serce przestało bić. Towarzysz Luki zrobił krok do przodu, a pod jego kamizelką ukazał się zarys broni; zapewne był ochroniarzem mojego przyszłego męża.
– Nie, Cesare – powiedział spokojnie Luca, a facet zamarł na dźwięk jego głosu.
Luca złapał piąstki mojego brata w jedną rękę, aby go powstrzymać, choć wątpiłam, że poczuł ciosy. Przekazałam Lily Giannie, która objęła troskliwie siostrę, a następnie podeszłam do Luki. Byłam przerażona, jednak musiałam zająć się Fabiano. Nowojorski oddział, podobnie jak nasz, próbował zapomnieć o dawnej waśni, ale nie byłby to pierwszy raz, gdy przymierze rozpadło się w ciągu jednej sekundy. Luca i jego ludzie nadal byli wrogami.
– Jakże ciepło nas witacie. A więc tak wygląda niesławna gościnność tutejszej ekipy – podsumował mężczyzna, którego imienia jeszcze nie poznałam.
Od razu można było dostrzec podobieństwo wskazujące, że są braćmi. Mieli identyczny kolor włosów, jednak Luca wyróżniał się wzrostem i większą muskulaturą.
– Matteo. – Luca zwrócił się do mężczyzny ostrzegawczym, niskim tonem, od którego przeszył mnie dreszcz. Fabiano powarkiwał i szarpał się jak dzikie zwierzę, a Luca nadal trzymał go na odległość wyciągniętej ręki.
– Fabiano – powiedziałam stanowczo, zaciskając dłoń na jego nadgarstku. – Dość tego. Nie tak witamy gości.
Brat zamarł, a po chwili spojrzał na mnie wyzywająco przez ramię.
– Nie jest gościem. On chce cię ukraść, Ario.
Matteo zaśmiał się.
– Niezłe jaja. Cieszę się, że ojciec przekonał mnie, żebym tu przyjechał.
– Rozkazał ci – sprostował Luca, nie odrywając ode mnie wzroku. Nie mogłam spojrzeć mu w oczy, a moje policzki zapłonęły rumieńcem.
Ojciec i jego ochroniarze pilnowali, abym z siostrami nie przebywała zbyt często wśród mężczyzn spoza rodziny, a Luca nie należał do tej kategorii. Był starszy zaledwie o pięć lat, ale wyglądał jak prawdziwy facet, co sprawiało, że czułam się przy nim jak mała dziewczynka.
Kiedy Luca puścił Fabiano, przyciągnęłam małego do siebie, opierając go plecami o moje nogi, a dłonie splotłam na jego małej, unoszącej się gwałtownie klatce piersiowej. Nie przestawał piorunować Luki wzrokiem. Zazdrościłam bratu odwagi, na którą mógł sobie pozwolić jako chłopiec i następca ojca. Nikt, prócz bossa, nie będzie go zmuszać do posłuchu. Mały mógł sobie pozwolić na okazywanie odwagi.
Przeprosiłam, mimo że uczyniłam to z zaciśniętym gardłem.
– Mój brat nie chciał zachować się tak niegrzecznie.
– Chciałem – krzyknął Fabiano.
Zakryłam mu usta, więc zaczął się wiercić, ale go nie puściłam.
– Nie przepraszaj – poleciła uszczypliwie Gianna, ignorując moje ostrzegawcze spojrzenie. – To nie nasza wina, że zajęli cały korytarz. Przynajmniej Fabiano mówi prawdę, a nie słodzi temu facetowi jak cała reszta, tylko dlatego, że będzie capo…
– Gianna! – zbeształam ją ostro. Zamknęła usta, patrząc na mnie szeroko otwartymi oczami. – Zaprowadź Lily i Fabiano do ich pokoi. I to już.
– Ale… – Spojrzała za mnie. Cieszyłam się, że nie widziałam wyrazu twarzy Luki.
– Natychmiast!
Złapała brata za rękę i pociągnęła go wraz z siostrą w przeciwnym kierunku. Moje spotkanie z przyszłym mężem nie mogło wypaść gorzej. Zebrałam się w sobie i stanęłam przodem do mężczyzn. Spodziewałam się, że na ich twarzach będzie gościć wściekłość, ale Luca uśmiechał się ironicznie. Policzki mi płonęły z zażenowania, a gdy zostałam z nimi sama, żołądek związał mi się w supeł. Matka wpadłaby w szał, gdyby zobaczyła, że nie wystroiłam się na pierwsze spotkanie z Lucą. Miałam na sobie jedną ze swoich ulubionych długich sukienek z rękawami do łokci i cieszyłam się, ponieważ ten strój mnie chronił. Stałam onieśmielona z rękami skrzyżowanymi na piersiach.
– Przepraszam za siostrę i brata. Są… – Urwałam, szukając odpowiedniego słowa.
– Opiekuńczy względem ciebie – podpowiedział spokojnie i bez emocji Luca. – To mój brat Matteo. – Mężczyzna wyszczerzył zęby w uśmiechu od ucha do ucha. Poczułam ulgę, ponieważ nie próbował się do mnie zbliżyć, aby uścisnąć moją dłoń. Niewiele brakowało, abym w jednej chwili straciła panowanie nad sobą.
– A to moja prawa ręka, Cesare. – Wskazany przez Lucę mężczyzna ledwie zauważalnie skłonił głowę, a po chwili znów zaczął rozglądać się bacznie po korytarzu. Czego wypatrywał? Nie trzymaliśmy zabójców za ukrytymi drzwiami.
Wbiłam wzrok w podbródek Luki, mając nadzieję, że wyglądało to tak, jakbym patrzyła mu w oczy. Cofnęłam się o krok.
– Powinnam wrócić do rodzeństwa.
Luca spoglądał znacząco, ale nie obchodziło mnie, iż miał świadomość, jak bardzo czułam się przy nim niezręcznie i jaki wywoływał we mnie strach. Nie czekając na pozwolenie – bo nie był jeszcze moim mężem, ani nawet narzeczonym – odwróciłam się i szybko oddaliłam, dumna z siebie, ponieważ nie uległam pragnieniu, aby ratować się szaloną ucieczką.

***

Matka pociągnęła rąbek sukienki, którą ojciec wybrał mi na tę okazję, nazwaną przez Giannę prezentacją towaru. Mimo usilnych starań matki, sukienka nie stała się ani odrobinę dłuższa. Spoglądałam niepewnie na swoje odbicie w lustrze, ponieważ nigdy nie miałam na sobie czegoś tak mocno odsłaniającego ciało. Czarna sukienka była dopasowana w pasie i biodrach, ledwie zakrywała pośladki, miała brokatową, złotą górę i ramiączka z czarnego tiulu.
– Nie mogę się w tym pokazać, matko.
Matka spojrzała na mnie w lustrze. Była ubrana w długą, elegancką suknię. Żałowałam, że nie pozwolono mi włożyć równie skromnego stroju.
– Wyglądasz jak kobieta – szepnęła.
Wzdrygnęłam się.
– Raczej jak prostytutka.
– Prostytutek nie stać na takie sukienki.
Kochanki ojca miały ciuchy, które kosztowały więcej niż samochody niektórych ludzi. Matka położyła dłonie na moim pasie.
– Masz talię osy, a w tej sukience twoje nogi ciągną się do nieba. Jestem pewna, że Luce się spodoba.
Zerknęłam na swój dekolt. Miałam małe piersi i nie zmienił tego nawet biustonosz push-up. Byłam piętnastolatką, którą przebrano za kobietę.
– Proszę. – Matka podała mi buty z dwunastocentymetrowymi obcasami. Może sięgałabym w nich Luce do brody. Wsunęłam obuwie, a matka zmusiła się do sztucznego uśmiechu i przygładziła moje długie włosy. – Trzymaj głowę wysoko. Fiore Cavallaro uznał cię za najpiękniejszą kobietą w Chicago. Pokaż Luce i jego orszakowi, iż jesteś piękniejsza niż jakakolwiek nowojorka, bo przecież on zna je prawie wszystkie – podsumowała tonem wskazującym, że również przeczytała artykuły o jego podbojach. A może ojciec jej coś powiedział.
– Matko – zaczęłam z wahaniem, ale cofnęła się.
– Idź już. Zaraz do ciebie dołączę, jednak to twój dzień. Sama powinnaś wkroczyć do pokoju, w którym będą czekać mężczyźni. Ojciec przedstawi cię Luce, a później wszyscy przejdziemy do jadalni na kolację – powtórzyła nie wiadomo który już raz.
Przez chwilę chciałam wziąć ją za rękę i błagać, żeby poszła ze mną, ale ostatecznie odwróciłam się i ruszyłam w pojedynkę. Cieszyłam się, że matka zmuszała mnie przez kilka ostatnich tygodni do noszenia obcasów. Kiedy dotarłam pod drzwi salonu z kominkiem mieszczącego się we wschodnim skrzydle na parterze, serce podeszło mi do gardła. Chciałabym, aby Gianna stanęła u mojego boku, ale matka pewnie ostrzegała teraz siostrę, by zachowywała się jak należy. Miałam przebrnąć przez to sama. Nikt nie mógł odwrócić uwagi od przyszłej panny młodej.
Kiedy wpatrując się w drzwi z ciemnego drewna rozważałam ucieczkę, dotarł do mnie dobiegający zza nich śmiech ojca i bossa. Miałam wejść do salonu, w którym przebywali najpotężniejsi i najbardziej niebezpieczni mężczyźni w kraju. Samotna owieczka pośród wilków. Pokręciłam głową. Czas skończyć z takimi myślami. Za długo już na mnie czekali.
Położyłam dłoń na klamce, a po chwili wślizgnęłam się do pomieszczenia. Zebrałam się na odwagę i stanęłam twarzą do zgromadzonych, którzy na mój widok zamilkli. Zastanawiałam się, czy powinnam coś powiedzieć. Miałam nadzieję, że nie zauważyli, jak przeszył mnie dreszcz. Ojciec wyglądał niczym kot, który napił się śmietanki, a ja odnalazłam wzrokiem Lucę. Przeszywał mnie spojrzeniem, co sprawiło, że zamarłam, wstrzymując oddech. Odstawił szklankę z ciemnym płynem. Jeśli nikt nie zamierzał się wkrótce odezwać, miałam zamiar uciec. Szybko omiotłam spojrzeniem twarze zgromadzonych i zauważyłam, że Nowy Jork reprezentowali Matteo, Luca oraz ich ojciec, Salvatore Vitiello, a także dwóch ochroniarzy: Cesare i młody mężczyzna, którego nie znałam. Przedstawicielami naszego oddziału był ojciec, Fiore Cavallaro i jego syn Dante, przyszły boss, a także Umberto oraz mój kuzyn Raffaele, którego szczerze nienawidziłam. Biedny Fabiano stał pod ścianą. Miał na sobie czarny garnitur jak reszta mężczyzn i widać było, że wolałby uciec stąd jak najdalej, jednak dobrze wiedział, że dla ojca takie zachowanie było niedopuszczalne.
Kiedy ojciec w końcu do mnie podszedł, położył dłoń na moich plecach i poprowadził w stronę zgromadzonych mężczyzn niczym baranka na rzeź. Tylko Dante Cavallaro wyglądał na znudzonego, zainteresowanego jedynie szkocką whisky. Dwa miesiące temu byliśmy na pogrzebie jego żony. Owdowiał przed czterdziestką. Żałowałabym go, gdyby śmiertelnie mnie nie przerażał, prawie tak, jak Luca.
Oczywiście ojciec poprowadził mnie wprost do mojego przyszłego męża. Zrobił minę, jakby spodziewał się, że Luca padnie w podziwie na kolana, ale mój narzeczony sprawiał wrażenie osoby, która właśnie patrzy na kamień. Spojrzenie miał surowe i zimne, skupiając je na moim ojcu.
– To moja córka, Aria.
Najwyraźniej Luca nie wspomniał, że już się poznaliśmy, na dodatek w żenujących okolicznościach.
– Nie obiecywałem za dużo, prawda? – wtrącił Fiore Cavallaro.
Zapragnęłam, aby ziemia się rozstąpiła i mnie pochłonęła. Nigdy wcześniej nie poświęcano mi tyle… uwagi. Od spojrzenia Raffaele dostałam gęsiej skórki. Dopiero niedawno wstąpił do mafii, ledwie dwa tygodnie temu skończył osiemnaście lat, ale od tamtej pory zachowywał się coraz bardziej obrzydliwie.
– Prawda – przyznał zwięźle Luca.
Widać było, iż ojcu się to nie spodobało. Korzystając z tego, że nikt nie patrzył, Fabiano przemknął, stanął za mną i chwycił moją rękę. Luca to zauważył i spiorunował mojego brata spojrzeniem, które ostatecznie spoczęło w okolicach moich nagich ud. Przestąpiłam nerwowo z nogi na nogę, a Luca odwrócił wzrok.
– Może przyszli państwo młodzi chcieliby zostać na chwilę sami? – zaproponował Salvatore Vitiello. Spojrzałam na niego nerwowo i niestety nie udało mi się dość szybko zapanować nad wzburzeniem. Luca zauważył moją reakcję, ale wydawało się, że się nią nie przejął.
Ojciec uśmiechnął się i ruszył do wyjścia. Niewiarygodne.
– Mam zostać? – zapytał Umberto. Na chwilę na mojej twarzy pojawił się uśmiech, ale szybko się rozmył, gdy ojciec polecił, abyśmy zostali zupełnie sami. Salvatore Vitiello puścił Luce oko.
Wyszli prawie wszyscy, zostałam tylko ja, Luca i jeszcze Fabiano.
– Fabiano – powiedział surowo ojciec. – Wynoś się, natychmiast.
Brat niechętnie puścił moją dłoń i wyszedł, ale najpierw posłał Luce najbardziej śmiercionośne spojrzenie, na jakie stać było pięciolatka. Kąciki ust mężczyzny zadrgały. Po chwili zamknęły się drzwi i zostaliśmy zupełnie sami.
Spojrzałam na mojego przyszłego męża. Nie myliłam się. W obcasach sięgałam mu brody. Wyglądał przez okno, nie poświęcając mi nawet jednego spojrzenia. Przebranie mnie za prostytutkę nie sprawiło, że Luca nagle się mną zainteresował, bo niby dlaczego miałby to zrobić? Widziałam kobiety, z którymi spotykał się w Nowym Jorku. One miały czym oddychać.
– Sama wybrałaś tę sukienkę? – zapytał, a ja aż podskoczyłam, przestraszona jego spokojnym i głębokim tonem głosu. Czy zawsze był tak opanowany?
– Nie – wyznałam. – Ojciec ją wybrał.
Szczęka Luki drgnęła. Nie potrafiłam odczytywać jego nastroju i byłam coraz bardziej zdenerwowana. Sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki i przez chwilę przebiegło mi przez myśl, że zamierzał wyciągnąć broń, ale moim oczom ukazało się czarne pudełeczko. Odwrócił się do mnie, a ja wbiłam wzrok w jego czarną koszulę. Czarna koszula, czarny krawat, czarna marynarka. Czarne jak jego dusza.
O takiej chwili marzyły miliony kobiet, ale kiedy Luca otworzył pudełeczko, mnie przeszył chłód. Zobaczyłam pierścionek z białego złota, który zdobił duży brylant, otoczony dwoma mniejszymi. Nie poruszyłam się.
Luca wyciągnął rękę, gdy niezręczność sytuacji sięgnęła zenitu. Spłonęłam rumieńcem i podsunęłam mu dłoń. Wzdrygnęłam się, kiedy mnie dotknął. Wsunął pierścionek na mój palec, po czym puścił moją dłoń.
Podziękowałam, ponieważ czułam, że tak należy i nawet spojrzałam na niego. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, ale jego oczy to inna sprawa. Błyskał w nich gniew. Zrobiłam coś, co mogło go rozzłościć? Uniósł rękę i wsunęłam ramię pod jego, po czym poprowadził nas do jadalni. Milczeliśmy. Może Luca był mną tak rozczarowany, że odwoła zaręczyny? Ale gdyby o to chodziło, to nie włożyłby mi pierścionka na palec.
Kiedy weszliśmy do jadalni, zauważyłam, że do mężczyzn z mojej rodziny dołączyły kobiety. Nowojorczycy stawili się natomiast w męskim składzie. Może dlatego, że nie ufali mojemu ojcu ani rodzinie Cavallaro na tyle, żeby ryzykować bezpieczeństwo swoich bliskich?
Nie potępiałam ich. Sama nie zaufałabym swojemu ojcu ani bossowi. Luca mnie puścił, więc szybko podeszłam do matki i sióstr, które udawały, że podziwiają mój pierścionek. Gianna posłała mi znaczące spojrzenie. Nie wiedziałam, jakich gróźb użyła matka, by zamknąć siostrze usta. Mimo to widziałam, że ostatkiem sił trzyma język za zębami. Niewiele pamiętam z kolacji, podczas której mężczyźni rozmawiali o interesach, a kobiety milczały. Co chwilę zerkałam na pierścionek, który wydawał się za ciężki i za duży, a przede wszystkim zbyt ostentacyjny. Luca oznaczył nim swoją własność.

***

Po kolacji mężczyźni przeszli do salonu, aby napić się i zapalić, a także kontynuować rozmowy rozpoczęte przy stole. Wróciłam do swojego pokoju, ale nie mogłam zasnąć, więc włożyłam na piżamę szlafrok i podkradłam się na dół. Chyba na chwilę postradałam zmysły, ponieważ weszłam na korytarz i ruszyłam w stronę przejścia prowadzącego do drzwi ukrytych w ścianie salonu. Dziadek uznał sekretną drogę ucieczki z gabinetu i salonu z kominkiem za konieczną ze względu na odbywające się tam spotkania mężczyzn z mojej rodziny. Zastanawiałam się, czy pomyślał, co stałoby się z kobietami, gdyby mężczyźni uciekli tajemnym korytarzem?
Gianna podglądała zgromadzonych w salonie przez otwory znajdujące się w zamaskowanych drzwiach. No jasne, mogłam się tego spodziewać. Gdy mnie usłyszała, obróciła się gwałtownie, szeroko otwierając oczy, jednak na mój widok na jej twarz powrócił wyraz spokoju.
– Co tam się dzieje? – zapytałam ledwie słyszalnym szeptem, bo obawiałam się, że ktoś mógłby nas usłyszeć.
Siostra przesunęła się, abym mogła zajrzeć przez jeden z otworów.
– Prawie wszyscy już poszli. Ojciec i Cavallaro muszą jeszcze coś omówić z Salvatore Vitiellem. Został tam tylko Luca ze swoim orszakiem.
Zamknęłam jedno oko, by lepiej widzieć przez otwór, z którego dostrzegłam fotele przy kominku. Luca opierał się o marmurowy gzyms, nogi miał skrzyżowane w kostkach, a w ręku trzymał szklaneczkę szkockiej whisky. Na fotelu obok niego siedział Matteo z szeroko rozstawionymi nogami i drapieżnym uśmieszkiem na twarzy. Cesare i drugi ochroniarz – podczas kolacji zwracali się do niego Romero – rozsiedli się w pozostałych fotelach. Romero wyglądał, jakby był mniej więcej w tym samym wieku co Matteo, który miał osiemnaście lat. Według standardów społecznych ledwie uchodzili za mężczyzn, jednak nasz świat rządził się własnymi prawami.
– Mogło być gorzej – skomentował Matteo, szeroko się uśmiechając. Mimo że nie wydawał się równie niebezpieczny jak Luca, w jego oczach można było dostrzec skrywaną drapieżną naturę. – Mogła okazać się brzydulą. Ale, jasna cholera, twoja malutka narzeczona jest zjawiskowa. Ta sukienka. To ciało. Te włosy i ta twarz. – Matteo gwizdnął. Wyglądało na to, że celowo prowokował brata.
– To dziecko – odparł lekceważąco Luca. Oburzyłam się, ale wiedziałam, że powinnam się cieszyć, iż nie dostrzegał we mnie kobiety.
– Mnie nie wygląda na dziecko – zaoponował Matteo, po czym zacmokał. Szturchnął starszego mężczyznę, Cesare.
– Jak myślisz? Luca jest ślepy?
Cesare wzruszył ramionami, ostrożnie zerkając na Lucę.
– Nie przyglądałem jej się.
– A ty, Romero? Twoje oczy dobrze działają?
Romero uniósł głowę, po czym szybko spuścił wzrok na alkohol w szklance.
Matteo odrzucił głowę do tyłu i wybuchnął śmiechem.
– Kurwa, Luca, zagroziłeś, że odetniesz im fiuty, jeśli spojrzą na tę dziewczynę? Nawet jej jeszcze nie poślubiłeś.
– Jest moja – stwierdził cicho Luca. Po moich plecach przebiegł dreszcz, gdy go usłyszałam. Spojrzał na brata, który kręcił głową.
– Następne trzy lata spędzisz w Nowym Jorku, a ona zostanie tutaj. Nie jesteś w stanie ciągle jej pilnować, chyba że zagrozisz wszystkim mężczyznom w oddziale. Nie możesz też każdemu uciąć fiuta. Może Scuderi zna kilku eunuchów, którzy mogliby jej strzec.
– Zrobię, co będę musiał – powiedział Luca, poruszając szklaneczką, aż zawirował w niej alkohol. – Cesare, znajdź dwóch idiotów, którzy mieli pilnować Arii. – Przeszył mnie dreszcz, gdy wypowiedział moje imię. Nie wiedziałam nawet, że przydzielono mi dwóch ochroniarzy. Umberto zawsze strzegł mnie i moich sióstr.
Cesare wyszedł natychmiast i wrócił po dziesięciu minutach z Umberto i Raffaele – obaj mieli miny, jakby odczuwali ból dupy z powodu tego, że nowojorczyk przywołał ich niczym psy. Ojciec kroczył tuż za nimi.
– Co tu się dzieje? – zapytał.
– Chcę zamienić kilka słów z mężczyznami, którym powierzyłeś ochronę mojej kobiety.
Gianna parsknęła przy mnie, więc ją uszczypnęłam, bo nikt nie mógł się dowiedzieć, że podsłuchiwałyśmy. Ojciec dostałbym szału, gdybyśmy ujawniły ukryte drzwi.
– Obaj są dobrymi żołnierzami. Raffaele jest kuzynem Arii, a Umberto pracuje dla mnie już prawie dwadzieścia lat.
– Wolałbym sam zdecydować, czy mogę im zaufać – powiedział Luca.
Wstrzymałam oddech, ponieważ jego słowa były niemal obelżywe, choć umiejętnie je dobrał, aby mimo wszystko uniknąć publicznego znieważenia mojego ojca, który w reakcji zacisnął wargi i krótko kiwnął głową. Ojciec został w salonie, a Luca podszedł do Umberto.
– Słyszałem, że dobrze posługujesz się nożem. – Luca spojrzał na ochroniarza.
– Jest najlepszy – wtrącił ojciec. Drgnął mięsień w podbródku Luki.
– Nie tak dobrze, jak według pogłosek twój brat – stwierdził Umberto, wskazując ruchem głowy Matteo, który uśmiechnął się niczym rekin – ale i tak lepiej niż wszyscy mężczyźni na naszym terytorium – przyznał ostatecznie mój ochroniarz.
– Masz żonę?
Umberto przytaknął.
– Od dwudziestu jeden lat.
– To długo – zauważył Matteo. – Aria na pewno wygląda jak niezły kąsek w porównaniu z twoją starą żoną.
Stłumiłam głośne sapnięcie.
Dłoń Umberto drgnęła odrobinę w kierunku kabury przy jego pasie, co wszyscy zauważyli. Ojciec obserwował sytuację niczym jastrząb, ale się nie mieszał. Umberto odchrząknął.
– Znam Arię, odkąd się urodziła. Jest dzieckiem.
– To się niedługo zmieni – zauważył Luca.
– W moich oczach zawsze będzie dzieckiem. I jestem wierny żonie. – Spiorunował wzrokiem Matteo. – Jeśli jeszcze raz obrazisz moją żonę, to poproszę twojego ojca o zgodę na pojedynek na noże o jej honor i cię zabiję.
Matteo skłonił głowę.
– Mógłbyś spróbować. – Odsłonił białe zęby. – Ale poniósłbyś klęskę.
Luca skrzyżował ręce, ale po chwili kiwnął głową.
– Jesteś dobrym wyborem, Umberto.
Mój ochroniarz cofnął się, nie odrywając wzroku od Matteo, który go ignorował.
Luca spojrzał na Raffaele i porzucił pozory okrzesania, pod którymi skrywał do tej pory potwora drzemiącego w jego wnętrzu. Podszedł tak blisko do mojego kuzyna, aż ten odchylił głowę, aby spojrzeć Luce w oczy. Raffaele próbował robić arogancką i pewną siebie minę, ale wyglądał jak szczeniak chihuahua, starający się zaimponować tygrysowi bengalskiemu. Równie dobrze mogliby być przedstawicielami różnych gatunków.
– To rodzina. Naprawdę zamierzasz oskarżyć go o to, że niewłaściwie interesuje się moją córką?
– Widziałem, jak patrzyłeś na Arię – wyznał Luca, nie odrywając wzroku od Raffaele.
– Jak na soczystą brzoskwinkę, w którą chciałbyś się wgryźć – podsunął Matteo i widać było, że za dobrze się bawił.
Szukając pomocy, Raffaele spojrzał na mojego ojca.
– Nie zaprzeczaj. Potrafię rozpoznać pożądanie, a ty pragniesz Arii – warknął Luca. Raffaele nie zaprzeczył. – Jeśli dowiem się, że znów tak na nią patrzysz, że jesteś z nią sam w jakimś pomieszczeniu, że dotknąłeś choćby jej ręki, zabiję cię.
Raffaele się zaczerwienił.
– Nie należysz do naszego oddziału. Nikt by ci nic nie powiedział, nawet gdybym ją zgwałcił. Mógłbym ją dla ciebie przygotować. – Boże, Raffaele, przymknij się. Czy nie rozumiał, że Luca może go zabić? – Może nawet to nagram.
Zanim zdążyłam mrugnąć, Luca rzucił Raffaele na podłogę i wbił kolano w jego kręgosłup, odciągając kuzynowi jedną rękę za plecy. Raffaele szamotał się i klął, jednak Luca mocno go trzymał. Jedną rękę zacisnął na nadgarstku mojego kuzyna, a drugą sięgnął pod kamizelkę, skąd wyjął nóż.
Kolana mi zmiękły.
– Odejdź – poleciłam szeptem Giannie, ale mnie nie posłuchała.
Nie patrz, Aria.
Nie odwróciłam wzroku. Ojciec na pewno powstrzymałby Lucę, jednak spoglądał na Raffaele z obrzydzeniem, a Luca spojrzał ojcu w oczy – Raffaele nie był żołnierzem nowojorczyka, a Chicago nie było jego terytorium. Honor wymagał, by uzyskać najpierw zgodę doradcy szefa. Kiedy ojciec kiwnął głową, Luca uciął mały palec Raffaele. Krzyk odbił mi się w uszach i pociemniało mi przed oczami. Mocno zagryzłam pięść, aby nie wydać żadnego dźwięki, ale Gianna się nie powstrzymała. Pisnęła tak głośno, że mogłaby obudzić zmarłych, po czym zwymiotowała. Przynajmniej odwróciła się ode mnie i obrzygała schody.
Za drzwiami zapanowała cisza. Usłyszeli nas. Złapałam Giannę za ramiona, kiedy otworzyły się ukryte drzwi i zobaczyłyśmy wściekłego ojca. Za nim stali Cesare i Romero z bronią w ręku. Kiedy zobaczyli mnie i Giannę, odłożyli broń do kabur ukrytych pod marynarkami.
Gianna nie płakała. Rzadko to robiła, ale teraz zbladła i mocno się na mnie opierała. Gdybym nie musiała jej podtrzymywać, sama padłabym na podłogę.
– No jasne – syknął ojciec, gniewnie patrząc na Giannę. – Mogłem się domyśleć, że to znowu ty broisz. – Odciągnął ją ode mnie. Zaprowadził siostrę do salonu, uniósł rękę i mocno uderzył ją w twarz.
Podeszłam do nich, pragnąc ją ochronić, a kiedy ojciec znów uniósł rękę, byłam gotowa na cios, jednak Luca złapał go za nadgarstek. W prawej wciąż trzymał nóż, którym uciął palec mojego kuzyna. Nóż i ręka Luki były wymazane krwią. Otworzyłam szeroko oczy. Ojciec był panem w tym domu, naszym panem. Interweniując, Luca znieważył honor ojca.
Umberto wyciągnął nóż, a ojciec pistolet. Matteo, Romero i Cesare też mieli w ręku spluwy. Raffaele zwijał się na podłodze, ściskając rękę. Słychać było tylko jego jęki. Czy kiedykolwiek doszło do czerwonych zaręczyn?
– Nie chciałem nikogo znieważyć – powiedział spokojnie Luca, jakby chwile nie dzieliły nas od wojny między Nowym Jorkiem i Chicago. – Ale nie odpowiadasz już za Arię. Straciłeś prawo do karania jej, gdy zaręczyłeś ją ze mną. Teraz to ja będę się nią zajmował.
Ojciec spojrzał na pierścionek na moim palcu, a po chwili skłonił głowę. Luca puścił nadgarstek ojca, więc reszta zgromadzonych w salonie nieznacznie się opanowała, ale nie schowała broni.
– To prawda. – Ojciec cofnął się i wskazał na mnie. – Czy zatem dokonasz tego zaszczytu i stłuczesz ją, żeby odzyskała rozum?
Surowy wzrok Luki zatrzymał się na mnie. Przestałam oddychać.
– To nie mnie okazała nieposłuszeństwo.
Ojciec zacisnął wargi.
– Masz rację. Ale Aria będzie mieszkać do ślubu pod moim dachem, a jako że honor zabrania mi unieść na nią rękę, jestem zmuszony znaleźć inny sposób, aby była mi posłuszna. – Spojrzał wilkiem na Giannę i ponownie ją uderzył. – Siostra otrzyma karę za każde twoje przewinienie, Ario.
Zacisnęłam zęby, gdy oczy zapiekły mnie od łez. Nie patrzyłam na Lucę ani na ojca, bo nie udało mi się jeszcze zapanować nad nienawiścią, którą do nich czułam.
– Umberto, zaprowadź Giannę i Arię do ich pokojów, i dopilnuj, aby tam zostały.
Ochroniarz schował nóż i gestem kazał nam podążyć za nim. Ominęłam ojca, ciągnąc Giannę, która zwiesiła głowę. Spięła się, gdy mijałyśmy krew i palec leżący na drewnianej podłodze. Mój wzrok powędrował w stronę Raffaele, który zaciskał ranę, próbując zatrzymać krwawienie. Ręce, koszulkę i spodnie miał umazane krwią. Gianna wydała dźwięk, jakby miała zaraz znów zwymiotować.
– Nie – powiedziałam surowo. – Spójrz na mnie.
Oderwała wzrok od krwi i popatrzyła w moją stronę. W jej oczach lśniły łzy, a z rozciętej dolnej wargi ciekła krew, która spływała po jej brodzie na koszulę nocną. Mocno objęłam jej dłoń. Wydawało się, że trzymała się tylko dzięki patrzeniu mi w oczy, gdy Umberto wyprowadzał nas z pomieszczenia.
– Kobiety – skomentował szyderczo ojciec – nie są nawet w stanie znieść widoku odrobiny krwi.
Zanim wyszliśmy, niemal czułam, że Luca wbijał wzrok w moje plecy.
Gianna otarła krew z ust, gdy szybko przemierzałyśmy za Umberto korytarz, a następnie weszłyśmy na górę.
– Nienawidzę go – mruknęła. – Nienawidzę ich.
– Ciii – uciszyłam ją, bo nie chciałam, żeby Umberto ją usłyszał. Troszczył się o nas, ale był żołnierzem mojego ojca.
Powstrzymał mnie, gdy chciałam wejść za Gianną do jej pokoju. Wolałabym, aby dziś nie była sama. Poza tym ja również nie chciałam samotnie spędzić tej nocy.
– Słyszałaś ojca.
Spiorunowałam Umberto wzrokiem.
– Chcę pomóc Giannie opatrzyć jej wargę.
Pokręcił głową.
– To nic poważnego. A kiedy przebywacie w tym samym pokoju, zawsze wynikają z tego problemy. Nie wydaje ci się, że mądrze byłoby nie irytować już więcej ojca? – Umberto zamknął drzwi do pokoju Gianny i delikatnie popchnął mnie w kierunku wejścia do mojej sypialni, sąsiadującej z pokojem siostry.
Weszłam do siebie, po czym zwróciłam się do niego:
– Więc słynna odwaga mafiosów polega na tym, że dorośli mężczyźni obserwują, jak jeden z nich bije bezradną dziewczynę.
– Twój przyszły mąż powstrzymał ojca.
– Zanim uderzyłby mnie, nie Giannę.
Umberto uśmiechnął się do mnie jak do głupiego dziecka.
– Luca rządzi w Nowym Jorku, ale jesteśmy w Chicago, a tu twój ojciec jest doradcą bossa.
– Podziwiasz Lucę – zauważyłam z niedowierzaniem. – Podziwiasz go, choć widziałeś, jak uciął Raffaele palec.
– Twój kuzyn ma szczęście, że „Imadło” nie uciął mu czegoś innego. Każdy mężczyzna by tak postąpił.
Może w naszym świecie.
Umberto poklepał mnie po głowie, jakbym była uroczym kociakiem.
– Idź spać.
– Będziesz koczował pod moimi drzwiami i pilnował, żebym znów się nie wymknęła? – zapytałam wyzywająco.
– Przyzwyczaj się do tego. Skoro nosisz pierścionek od Luki, ktoś zawsze będzie cię strzegł.
Trzasnęłam drzwiami. Strzeżona. Luca miał zamiar kontrolować moje życie z daleka. Myślałam, że nic się nie zmieni do ślubu, ale jak byłoby to możliwe, skoro wszyscy już się dowiedzieli, że zaręczyny przypieczętowały mój nowy status? Palec Raffaele był tylko znakiem, ostrzeżeniem. Luca uznał, że należałam do niego i z zimną krwią zamierzał egzekwować swoje władztwo.
Tamtej nocy nie zgasiłam światła, ponieważ obawiałam się, że w mroku zobaczyłabym krew i odcięte części ciała. Obrazy pojawiły się w moich myślach, mimo włączonego światła.



ROZDZIAŁ TRZECI

Z moich ust wydobywała się para. Nawet gruby płaszcz nie chronił przed chicagowską zimą. Śnieg trzeszczał pod moimi nogami, gdy szłam za matką do ceglanego budynku, w którym znajdował się najbardziej ekskluzywny salon ślubny w Środkowym Zachodzie. Umberto, jak zawsze, kroczył za nami niczym cień. Kolejny żołnierz ojca zamykał pochód, idąc za moimi siostrami.
Kiedy weszłyśmy do oświetlonego sklepu przez mosiężne drzwi obrotowe, od razu podbiegła do nas właścicielka oraz dwie sprzedawczynie.
– Wszystkiego najlepszego, panno Scuderi – powiedziała śpiewnie.
Zmusiłam się do uśmiechu. Powinnam świętować osiemnaste urodziny, ale zamiast tego musiałam martwić się nadchodzącym ślubem. Przyszłego męża nie widziałam od dnia, w którym uciął Raffaele palec. Wysyłał mi za to drogą biżuterię na kolejne urodziny, gwiazdkę, walentynki oraz w rocznicę naszych zaręczyn, i do tego ograniczał się nasz kontakt przez ostatnie trzydzieści miesięcy. Widziałam w internecie zdjęcia, na których pojawiał się z innymi kobietami, ale kiedy do prasy dotrze informacja o naszych zaręczynach, nie będzie już mógł się z nimi pokazywać.
Nie spodziewałam się, że przestanie sypiać ze swoimi dziwkami. Poza tym miałam to gdzieś. Może dopóki będzie miał inne kobiety, nie pomyśli o mnie w ten sposób.
– Czy dobrze mnie poinformowano? Do ślubu pozostało zaledwie pół roku? – zaszczebiotała kobieta. Tylko okazywała ekscytację, jednak nie mogłam się jej dziwić – miała dziś sporo zarobić. Ślub, przypieczętowujący unię między chicagowską i nowojorską mafią, musiał być okazały. Pieniądze nie grały roli.
Przytaknęłam. Od dnia, w którym zamienię jedną złotą klatkę na drugą, dzieliło mnie tylko sto sześćdziesiąt sześć dni. Mimo że Gianna nie wyraziła na głos swojej opinii, jej spojrzenie mówiło wszystko. Miała prawie siedemnaście lat i w końcu prawie nauczyła się zachowywać swoje odczucia dla siebie.
Właścicielka zaprowadziła nas do przymierzalni. Umberto i pozostali mężczyźni zostali za kurtyną, a Lily i Gianna opadły na białą pluszową kanapę, podczas gdy matka zaczęła przeglądać suknie ślubne na wieszakach. Stanęłam na środku pomieszczenia. Widok tego całego białego tiulu, jedwabiu, koronki i brokatu, a także myśl o tym, co te rzeczy reprezentowały, sprawiły, że w moim gardle powstała gula. Niedługo miałam zostać mężatką. Ściany przymierzalni zdobiły cytaty o miłości, które wydawały mi się mało zabawnym żartem, biorąc pod uwagę okrutne realia mojego życia. Czymże była miłość, jeśli nie głupiutką mrzonką?
Czułam na sobie wzrok właścicielki salonu i jej asystentek, więc wyprostowałam plecy, zanim podeszłam do matki. Nikt nie mógł się dowiedzieć, że byłam pionkiem w grze o władzę, a nie szczęśliwą panną młodą. W końcu wróciła do nas właścicielka salonu i pokazała nam najdroższe suknie.
– Jaka suknia spodobałaby się przyszłemu mężowi? – zapytała przymilnie.
– Najlepsza byłaby niewidzialna – wypaliła Gianna, na co matka spiorunowała ją wzrokiem. Spłonęłam rumieńcem, ale kobieta tylko się zaśmiała, jakby komentarz mojej siostry był zachwycająco zabawny.
– Takie atrakcje zarezerwowane są na noc poślubną, czyż nie? – Puściła do mnie oko.
Wybrałam najdroższą suknię z kolekcji, brokatową z górą zdobioną perełkami i srebrzystymi nićmi, układającymi się w delikatny kwiecisty wzór. Suknia jak ze snu.
– To platynowe nici – oznajmiła kobieta, tłumacząc w ten sposób kosmiczną cenę. – Myślę, że panu młodemu spodoba się pani wybór.
Znała go zatem lepiej niż ja. Luca wciąż był dla mnie obcym człowiekiem.

***

Wesele miało się odbyć w ogromnym ogrodzie rezydencji Vitiellich w Hamptons. Przygotowania do uroczystości ruszyły pełną parą i choć nie zdążyłam jeszcze dotrzeć na miejsce, matka informowała mnie na bieżąco o postępach prac, mimo że jej o to nie prosiłam.
Kiedy razem z rodziną przyjechałam do Nowego Jorku, zaszyłyśmy się z siostrami w naszym apartamencie w manhattańskim hotelu Mandarin Oriental. Salvatore Vitiello zaproponował, żebyśmy pięć dni dzielących nas od ślubu spędzili w jego rezydencji, ale ojciec mu podziękował. Po trzech latach niepewnej współpracy wciąż sobie nie ufali, co mnie cieszyło. Nie chciałam przestąpić progu tamtego domu, dopóki nie będę musiała.
Ojciec pozwolił mi dzielić apartament z Lily i Gianną, więc on i matka mieli oddzielny tylko dla siebie. Oczywiście, przed każdymi z trojga drzwi do naszych pokoi koczował ochroniarz.
– Naprawdę musimy uczestniczyć w jutrzejszym przyjęciu zorganizowanym na cześć panny młodej? – zapytała Lily, siedząc na sofie i machając gołymi nogami, przerzuconymi przez oparcie. Matka ciągle powtarzała, że Nabokov musiał myśleć o Lilianie, gdy pisał Lolitę. Gianna prowokowała słowami, a Lily ciałem. Młodsza z sióstr skończyła w kwietniu czternaście lat i wykorzystywała swoje dopiero co pojawiające się krągłości, aby wkurzać wszystkich wokół. Wyglądała jak nastoletnia modelka Thylane Blondeau, z tym że Lily miała odrobinę jaśniejsze włosy i brakowało jej przerwy między jedynkami.
Martwiłam się o nią. Wiedziałam, że w ten sposób buntuje się przeciwko życiu w klatce, i choć żołnierzy ojca bawiły podejmowane przez nią próby flirtu, pozostali mężczyźni z chęcią potraktowaliby jej zachowanie na poważnie.
– Jasne, że musimy – mruknęła Gianna. – Aria jest przecież szczęśliwą panną młodą, pamiętasz?
Lily parsknęła.
– Oczywiście. – Nagle wstała. – Nudzi mi się. Chodźmy na zakupy.
Ten pomysł nie przypadł Umberto do gustu – nawet gdy pomagał mu jeszcze jeden ochroniarz, to i tak twierdził, że niemal jest niemożliwe, by nad nami zapanować, ale ostatecznie, jak zawsze, przystał na naszą zachciankę.

***

Kiedy byłyśmy w sklepie z ciuchami dla fanek rocka, które tak interesowały Lily, dostałam wiadomość od Luki. Pierwszy raz od dawna skontaktował się bezpośrednio ze mną, więc wbiłam wzrok w ekran telefonu. W przymierzalni Gianna zerknęła mi przez ramię.
– Spotkajmy się u ciebie w hotelu o szóstej wieczorem. Luca – przeczytała. – Jak miło, że poprosił o spotkanie.
– Czego może chcieć? – szepnęłam. Miałam nadzieję, że nie będę musiała na niego patrzeć do dnia naszego ślubu.
– Dowiemy się tylko w jeden sposób – odpowiedziała siostra, przeglądając się w lustrze.

***

Denerwowałam się, gdyż od dawna nie widziałam Luki. Poprawiłam włosy, a po chwili przygładziłam koszulkę. Gianna namówiła mnie, żebym włożyła czarne, opięte jeansy, które dziś kupiłam, ale teraz zastanawiałam się, czy ubranie się w coś mniej przykuwającego uwagę nie byłoby lepszym pomysłem. Od spotkania dzielił mnie jeszcze tylko kwadrans, a nawet nie wiedziałam, gdzie miało się odbyć. Założyłam, że zadzwoni, gdy dotrze tutaj i poprosi, abym zeszła do lobby.
– Przestań się wiercić – beształa mnie Gianna ze swojego miejsca na sofie, gdzie czytała magazyn.
– Naprawdę uważam, że wybrałam zły strój.
– Mylisz się. Mężczyznami łatwo manipulować. Lily ma zaledwie czternaście lat, a już to rozgryzła. Ojciec powtarza, że jesteśmy słabszą płcią, ponieważ nie nosimy broni, ale dysponujemy jej innym rodzajem i lepiej, żebyś zaczęła go używać, Ario. Jeśli chcesz przetrwać małżeństwo z tym mężczyzną, to będziesz musiała nauczyć się wykorzystywać swoje ciało, aby wodzić go za nos. Faceci, nawet tacy zimnokrwiści dranie, mają słabość – wisi im ona między nogami.
Nie wierzyłam, że Lucą można było tak łatwo manipulować. Nie wyglądał mi na faceta, który łatwo tracił kontrolę, prócz chwil, w których sam z niej rezygnował. Nie byłam też pewna, czy chciałam, aby w taki sposób postrzegał moje ciało.
Wzdrygnęłam się, słysząc pukanie do drzwi i od razu spojrzałam na zegarek. Za wcześnie na wizytę Luki, poza tym nie przyszedłby do naszego apartamentu, prawda?
Lily wybiegła ze swojej sypialni i popędziła do drzwi, zanim ja czy Gianna zdążyłyśmy się ruszyć. Najmłodsza z moich sióstr miała na sobie strój rockmenki, składający się z dopasowanych czarnych spodni ze skóry i przylegającej do ciała koszulki w tym samym kolorze. Wydawało jej się, że wygląda niezwykle dorośle, ale w naszych oczach była czternastolatką, która za bardzo starała się uchodzić za starszą.
Otworzyła drzwi i wypięła biodro, próbując przybrać seksowną pozę. Gianna jęknęła, ale nie zwróciłam na to uwagi, bo Lily zaszczebiotała:
– Hej, Luca.
Podeszłam bliżej, żeby go zobaczyć. Patrzył z góry na moją młodszą siostrę i widać było, że nie wiedział, kto otworzył drzwi. Stali za nim Matteo, Romero i Cesare. Wow, przyprowadził swoją świtę. A gdzie się podziewał Umberto?
– Liliana, najmłodsza siostra – powiedział w końcu Luca, ignorując flirciarską minę Lily.
Siostra ściągnęła brwi.
– Nie jestem aż tak młoda.
– Jesteś – rzuciłam dobitnie, podchodząc do niej i kładąc dłonie na jej ramionach. Była zaledwie kilka centymetrów niższa ode mnie. – Idź do Gianny.
Lily spojrzała na mnie z niedowierzaniem, ale się oddaliła.
Serce biło mi jak oszalałe, gdy odwróciłam się twarzą do Luki. Zatrzymał na chwilę wzrok na moich nogach, a później powoli przesuwał go w górę, aż dotarł do mojej twarzy. Ostatnim razem, gdy go widziałam w jego spojrzeniu nie dostrzegłam tego, co teraz i z obawą uświadomiłam sobie, że było to pożądanie.
– Nie wiedziałam, że spotkamy się w moim apartamencie – palnęłam, po czym dotarło do mnie, iż należało się z nim przywitać, a przynajmniej nie zachowywać się tak bezczelnie.
– Wpuścisz mnie?
Wahałam się przez chwilę, po czym zrobiłam krok w tył, przepuszczając mężczyzn. Tylko Cesare został na korytarzu i zamknął drzwi.
Matteo podszedł do Gianny, która szybko usiadła prosto i posłała mu najokropniejsze spojrzenie, na jakie było ją stać, podczas gdy Lily, oczywiście, uśmiechnęła się do niego.
– Mogę zobaczyć twoją spluwę? – zapytała uwodzicielsko.
Matteo wyszczerzył zęby w uśmiechu, ale zanim zdołał odpowiedzieć, wtrąciłam się:
– Nie, nie możesz.
Czułam na sobie wzrok Luki ponownie podziwiającego moje nogi i tyłek. Gianna przekazała mi wzrokiem: „A nie mówiłam?”. Chciała, żebym wykorzystała przeciw narzeczonemu swoje ciało, ale problem tkwił w tym, że wolałabym, aby Luca je ignorował, ponieważ obawiałam się jakiejkolwiek alternatywy.
– Nie powinniście przebywać z nami bez przyzwoitki – mruknęła Gianna. – To niestosowne.
Niemal prychnęłam. Jakby Giannę obchodziły zasady.
Luca zmrużył oczy.
– Gdzie Umberto? Czy nie powinien pilnować wejścia?
– Zapewne zrobił sobie przerwę na toaletę lub papierosa – stwierdziłam, wzruszając ramionami.
– Często zostawia was bez ochrony?
– O, tylko cały czas – powiedziała prześmiewczo Gianna. – Widzisz, wymykamy się w każdy weekend, bo założyłyśmy się, która z nas poderwie więcej facetów.
Lily zachichotała dźwięcznie.
– Jeśli mogę na słówko, Aria – poprosił Luca, patrząc na mnie tymi swoimi zimnymi oczami.
Gianna wstała i podeszła do nas.
– Och, na litość boską, żartowałam! – powiedziała, próbując stanąć między mną a Lucą, ale Matteo złapał ją za rękę i odciągnął.
Lily obserwowała wszystko szeroko otwartymi oczami, a Romero stał oparty o drzwi, udając, że to, co się tu dzieje nie jest jego sprawą.
– Puść mnie albo połamię ci palce – warknęła Gianna.
Matteo zabrał rękę, uśmiechając się szeroko.
– Chodź – powiedział Luca, dotykając moich pleców. Powstrzymałam się, żeby nie westchnąć głośno. Jeśli zauważył moją reakcję, to jej nie skomentował. – Który pokój jest twój?
Serce zaczęło mi bić w niebezpiecznie wolnym rytmie, gdy wskazałam ruchem głowy drzwi po lewej. Luca poprowadził mnie do drugiego pomieszczenia, ignorując sprzeciw Gianny.
– Zadzwonię do ojca! Nie wolno ci.
Weszliśmy do mojego pokoju, Luca zamknął za nami drzwi. Nie mogłam powstrzymać ogarniającego mnie strachu. Gianna nie powinna się odzywać. Kiedy Luca stanął twarzą do mnie, wyjaśniłam:
– Gianna żartowała. Nawet się jeszcze z nikim nie całowałam, przysięgam. – Na moją twarz wstąpił rumieniec, ale nie chciałam zezłościć Luki z powodu czegoś, co nie miało nigdy miejsca.
Przez chwilę intensywnie wpatrywał się w moje oczy.
– Wiem.
Uchyliłam wargi.
– Och... To dlaczego się złościsz?
– Czy wyglądam na zdenerwowanego?
Postanowiłam nie odpowiadać.
Uśmiechnął się ironicznie.
– Nie znasz mnie za dobrze.
– Nie z własnej winy – mruknęłam pod nosem.
Dotknął mojego podbródka, a ja zamieniłam się w posąg z soli.
– Przypominasz płochliwą łanię schwytaną przez wilka. – Nie zdawał sobie nawet sprawy z trafności tego porównania i moich wyobrażeń o nim. – Nie obejdę się z tobą w ten sposób.
Chyba na mojej twarzy odmalowały się targające mną wątpliwości, bo zaśmiał się krótko, pochylając głowę w kierunku mojej.
– Co robisz? – zapytałam podenerwowana.
– Nie martw się, nie wezmę jeszcze tego, co moje. Kilka dni nie zrobi mi różnicy, skoro czekałem już trzy lata.
Niewiarygodne, że to powiedział. Oczywiście nie mogła mnie ominąć noc poślubna z prawdziwego zdarzenia, ale wmówiłam sobie, iż nie interesowałam Luki.
– Ostatnio nazwałeś mnie dzieckiem.
– Wydoroślałaś – zauważył z drapieżnym uśmieszkiem. Jego usta znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od moich. – Utrudniasz to. Nie mogę cię pocałować, kiedy tak na mnie patrzysz.
– To może będę tak na ciebie patrzeć w naszą noc poślubną – rzuciłam mu wyzwanie.
– Może zatem wezmę cię od tyłu.
Mina mi zrzedła, a cofając się, uderzyłam o ścianę.
Luca pokręcił głową.
– Wyluzuj. Żartowałem – zapewnił cicho. – Nie jestem potworem.
– Czyżby?
Przybrał surowy wyraz twarzy i stanął prosto, znów nade mną górując. Od razu pożałowałam swoich słów.
– Chciałem omówić z tobą środki bezpieczeństwa – wyjaśnił formalnym, pozbawionym emocji tonem. – Gdy wprowadzisz się do mnie po ślubie, Cesare i Romero będą cię chronić. Ale chcę, aby do tego czasu towarzyszył ci Romero.
– Mam Umberto – zapewniłam, na co pokręcił głową.
– Który robi sobie za dużo przerw na toaletę. Od teraz Romero nie opuści twojego boku.
– Będzie mnie też pilnował, gdy będę pod prysznicem?
– Jeśli go o to poproszę.
Uniosłam głowę, próbując ostudzić w sobie gniew.
– Pozwoliłbyś innemu mężczyźnie patrzeć na moje nagie ciało? Naprawdę musisz mu ufać, skoro nie obawiasz się, że wykorzystałby sytuację.
W jego oczach buchnął płomień.
– Romero jest lojalny. – Pochylił się nade mną. – Nie martw się, będę jedynym, który zobaczy cię nago. Już nie mogę się doczekać. – Powiódł wzrokiem po moim ciele.
Złożyłam dłonie na piersiach, omijając go wzrokiem.
– A co z Lily? Ona, ja i Gianna wspólnie zajmujemy ten apartament. A widziałeś, jak potrafi się zachowywać. Będzie flirtować z Romero. Zrobi wszystko, aby go sprowokować. Muszę mieć pewność, że będzie bezpieczna.
– Romero jej nie dotknie. Liliana tylko się bawi. Jest małą dziewczynką. A on lubi pełnoletnie i chętne kobiety.
A ty nie?, prawie zapytałam, jednak ostatecznie zdusiłam w sobie słowa i kiwnęłam głową.
Zerknęłam na łóżko, które boleśnie przypominało mi o tym, co mnie czeka.
– Chciałem zapytać o coś jeszcze. Bierzesz pigułki antykoncepcyjne?
Krew odpłynęła mi z twarzy, gdy na niego spojrzałam.
– Oczywiście, że nie.
Luca przyjrzał mi się bacznie, emanując tym swoim wzbudzającym postrach spokojem.
– Matka powinna zacząć podawać ci je przed ślubem.
Byłam całkiem pewna, że wystarczy chwila, abym wpadła w histerię.
– Matka nigdy nie zrobiłaby czegoś takiego. Nawet ze mną nie rozmawia na ten temat.
Luca uniósł brew.
– Ale wiesz, do czego dochodzi podczas nocy poślubnej między kobietą i mężczyzną?
Drwił ze mnie, drań jeden.
– Wiem, jak to wygląda między normalnymi parami. W naszym przypadku jednak raczej chodzi ci o gwałt.
Oczy Luki rozbłysły od emocji.
– Chcę, abyś zaczęła brać tabletki. – Podał mi małe opakowanie pigułek.
– Nie muszę przejść wcześniej badań?
– Od kilku dekad mamy lekarza, który dla nas pracuje. On mi to dał. Od razu zacznij je brać, bo działają dopiero po czterdziestu ośmiu godzinach.
Nie mogłam w to uwierzyć. Wydawało się, że odliczał czas do chwili, w której będzie mógł się ze mną przespać. Żołądek mi się skurczył.
– A jeśli tego nie zrobię?
Luca wzruszył ramionami.
– To użyję prezerwatywy. W każdym razie w noc poślubną będziesz moja.
Otworzył drzwi i gestem wskazał, żebym się ruszyła. Niczym w transie przeszłam do salonu. Choć nie chciałam wkurzyć Luki, było już za późno na żal. To nie będzie ostatni raz gdy go rozzłościłam.
Umberto stał przy Giannie i Lily. Wyglądał na zdenerwowanego. Zmarszczył brwi, patrząc na Lucę.
– Co tu robisz?
– W przyszłości powinieneś lepiej wykonywać swoje obowiązki i ograniczyć przerwy do minimum – polecił mu Luca.
– Odszedłem tylko na kilka minut, poza tym przed pozostałymi drzwiami stoją inni ochroniarze.
Gianna uśmiechnęła się drwiąco, a Matteo nie odrywał od niej wzroku.
– Na co się gapisz? – warknęła na niego siostra.
Matteo się nachylił.
– Na twoje seksowne ciałko.
– To sobie patrz – wzruszyła jednym ramieniem – bo tylko tyle możesz zrobić, jeśli chodzi o moje seksowne ciałko.
– Przestań – ostrzegł ją Umberto.
Nie patrzyłam na niego, a na wyrachowaną twarz Matteo.
– Do ślubu ochronę nad nią przejmie Romero – zarządził Luca. Umberto otworzył usta, ale mój narzeczony uniósł dłoń. – Tak postanowiłem. – Następnie odwrócił się do Romero, który od razu się wyprostował. Oddalili się od nas o kilka kroków, a Gianna przywarła do mnie.
– Co się dzieje?
– Romero jest moim nowym ochroniarzem.
– Przyszły mąż zaczyna cię kontrolować.
– Ciii. – Obserwowałam Lucę i Romero. Ten drugi zerknął po chwili na Lily, po czym kiwnął głową i coś powiedział. Kiedy do nas wrócili, Luca oznajmił, że jego ochroniarz zostanie z nami. Odkąd praktycznie nazwałam go potworem, zachowywał się ozięble.
– A co ja mam robić? – zapytał Umberto.
– Możesz strzec drzwi.
– Albo dołączyć do nas na wieczorze kawalerskim – zaproponował Matteo.
– Nie interesuje mnie taka zabawa – odparł Umberto.
Luca wzruszył ramionami.
– Jak wolisz. Scuderi będzie bawić się z nami.
Ojciec miał z nimi pójść? Nie wiedziałam nawet, co planowali.
Luca odwrócił się twarzą do mnie.
– Pamiętaj, o czym rozmawialiśmy.
Milczałam, zaciskając palce na opakowaniu. Luca i Matteo wyszli bez słowa, a Romero przytrzymał drzwi.
– Ty też możesz wyjść – powiedział do Umberto, który spiorunował go wzrokiem, ale wyszedł chwilę później. Romero zamknął drzwi i przekręcił klucz w zamku.
Gianna rozdziawiła usta.
– Poważnie? Chyba jaja sobie robisz?!
Romero oparł się o drzwi i splótł ręce na piersiach, nawet nie reagując na jej słowa.
– Chodź, Gianna. – Zaciągnęłam ją do kanapy, na którą opadłam.
Lily już siedziała w fotelu, uważnie obserwując Romero. Gianna spojrzała na moją dłoń.
– Co to?
– Tabletki antykoncepcyjne.
– Nie mów, że ten dupek dał ci je, aby mógł cię przelecieć w noc poślubną.
Zacisnęłam wargi.
– Nie zamierzasz ich brać, prawda?
– Muszę. Nie powstrzymam w ten sposób Luki, a jedynie go rozzłoszczę.
Gianna pokręciła głową, ale spojrzałam na nią błagalnie.
– Nie chcę się kłócić. Obejrzyjmy coś, dobra? Potrzebuję rozproszyć myśli.
Po chwili siostra kiwnęła głową. Wybrałyśmy jakiś film, ale ciężko było się na nim skupić, kiedy przebywał z nami Romero.
– Będziesz tak stał tam całą noc? – zapytałam w końcu. – Stresuję się przez ciebie. Nie mógłbyś przynajmniej usiąść?
Podszedł do pustego fotela i zajął miejsce. Zrzucił z ramion marynarkę, ukazując białą koszulę i kaburę z dwoma pistoletami i długim nożem.
– Wow – szepnęła Lily, ruszając do mężczyzny, który ciągle skupiał uwagę na drzwiach. Siostra stanęła przed nim, więc musiał na nią spojrzeć. Uśmiechnęła się i szybko usiadła mu na kolanach, a Romero się spiął. Zerwałam się z sofy i ściągnęłam ją z mężczyzny.
– Co się z tobą dzieje, Lily? Nie możesz się tak zachowywać. Któregoś dnia źle to się dla ciebie skończy. – Wielu mężczyzn nie rozumiało, że prowokacyjne ciuchy i czyny nie oznaczały, iż kobieta tego chciała.
Romero usiadł prosto.
– Nie skrzywdzi mnie. Luca mu zabronił, prawda?
– Mógłby skraść twoją cnotę, a następnie poderżnąć ci gardło, żebyś nikomu się nie wygadała – oznajmiła bezceremonialnie Gianna.
Spiorunowałam ją wzrokiem.
Lily szeroko otworzyła oczy.
– Nie zrobiłbym tego – zapewnił Romero. Odrobinę się przestraszyłyśmy, gdy nagle się odezwał.
– Mogłeś tego nie mówić – mruknęła Gianna. – Teraz będzie się umizgiwać do ciebie.
– Idź spać, Lily – rozkazałam. Siostra postąpiła, jak poleciłam, ale głośno narzekała.
– Przepraszam – powiedziałam. – Nie wie, co robi.
Romero kiwnął głową.
– Nie martw się. Mam siostrę w jej wieku.
– Ile masz lat?
– Dwadzieścia.
– A od kiedy pracujesz dla Luki? – Gianna wyłączyła telewizor, by w pełni skupić się na przesłuchaniu.
Oparłam się na sofie.
– Od czterech lat, ale oficjalnie należę do rodziny od sześciu.
– Musisz być dobry, skoro Luca powierzył ci ochronę Arii.
Romero wzruszył ramionami.
– Nie chodzi tylko o to, że umiem walczyć. Luca wie, że jestem lojalny.
– Co znaczy, że nie będziesz przystawiał się do Arii.
Przewróciłam oczami. Romero zapewne żałował opuszczenia swojego posterunku przy drzwiach.
– Luca wie, że może mi zaufać w kwestii bezpieczeństwa tego, co należy do niego.
Gianna zacisnęła usta. Byłoby lepiej, gdyby tego nie powiedział.
– Zatem gdyby naga Aria wyszła ze swojego pokoju, a tobie by stanął, bo nic nie możesz na to poradzić, Luca nie uciąłby ci fiuta?
Romero zatkało, po czym zaczął się we mnie wpatrywać, jakby naprawdę obawiał się, że mogłabym zrobić coś takiego.
– Zignoruj ją. Do niczego takiego nie dojdzie.
– Dokąd Luca i pozostali wybierają się na wieczór kawalerski?
Romero nie odpowiedział.
– Zapewne do klubu ze striptizem, a później do jednego z burdeli należących do rodziny – mruknęła Gianna. – Dlaczego mężczyźni sypiają z kim popadnie, a my musimy zachować dziewictwo do nocy poślubnej? I dlaczego Luce wolno bzykać każdą laskę, podczas gdy Aria nie może nawet pocałować żadnego chłopaka?
– Nie ja ustalam zasady – odparł Romero.
– Ale pilnujesz, abyśmy ich przestrzegały. Nie jesteś naszym stróżem, jesteś naszym strażnikiem, jak w więzieniu.
– Przyszło ci kiedykolwiek do głowy, że strzegę bezpieczeństwa chłopców, którzy nie wiedzą, kim jest Aria? – zapytał.
Na moim czole pojawiła się bruzda.
– Luca zabiłby każdego, kto chciałby cię dotknąć. Oczywiście, możesz wyjść na miasto, poflirtować z jakimś chłopakiem i żyć dalej, bo to nie tobie Luca wypruje flaki.
– Luca nie jest moim narzeczonym – zauważyła Gianna.
– Twój ojciec zabiłby każdego, aby tylko nie stracić tego, co najcenniejsze.
Po raz pierwszy dotarło do mnie, że oddanie mnie Luce wcale nie oznaczało, iż Gianny nie spotka podobny los. Nagle dopadło mnie straszne zmęczenie.
– Idę się położyć.
Przez większość nocy leżałam i zastanawiałam się, jak mogłabym wyplątać się z tego małżeństwa. Jedyną możliwością wydawała się ucieczka. Gianna na pewno zwiałaby ze mną, ale co z Lilianą? Nie mogłabym zapewnić im obu bezpieczeństwa. A Fabiano? I moja matka? Nie mogłam wszystkiego zostawić za sobą. Takie było moje życie. Innego nie znałam. Może byłam tchórzem, a może poślubienie mężczyzny pokroju Luki wymagało więcej odwagi niż ucieczka.

„Morderstwo w sądzie”- Ann H. Gabhert

„Morderstwo w sądzie”- Ann H. Gabhert




A oto słów kilka o książce „Morderstwo w sądzie”- Ann H. Gabhert, książka przyciągnęła mnie opisem. Od razu chciałam poznać to małe miasteczko, na pierwszy rzut oka spokojne, wręcz nudne, ale nie zawsze wszystko jest takie, jak nam się wydaje i tym razem nie było inaczej. Ciekawa, jakie sekrety się w nim kryją, ruszyłam na poszukiwania. Od samego początku obiecywałam sobie po tej książce bardzo dużo, bo jak wiecie uwielbiam kryminały,towarzyszące im tajemnice i tropienie mordercy. I wiecie co? Nie zawiodłam się, dostałam wszystko to, na co czekałam. Dodatkowo autorka pokazała, jak ważna jest rola rodziny, która nas kocha, pomaga, motywuje do działania, 
a przede wszystkim wspiera i jak wygląda życie, gdy tego wszystkiego zabraknie.

Po kilku latach służby w policji w Chicago, Michael Keane bez problemów potrafi zrelaksować się w dużo mniej stresującej pracy zastępcy szeryfa 
w rodzinnym mieście. W Hidden Springs w stanie Kentucky nic się przecież nie dzieje. Całkiem nic aż do momentu, gdy na schodach budynku sądu zostaje znaleziony martwy mężczyzna. Społeczność zaczyna czuć się nieswojo, aczkolwiek nikt nie jest śmiertelnie przerażony. W końcu mężczyzna był obcy. Wszystko się jednak zmienia, gdy na Main Street zostaje zamordowany jeden z miejscowych.

Michael próbuje rozwikłać zagadkę, a niemal każdy wścibski mieszkaniec zdaje się mieć własną teorię. Kiedy szeryf nalega, aby sprawdzić jedną z tych niedorzecznych hipotez, zaskakujące odkrycie zmusza go do szaleńczych poszukiwań tajemniczego mordercy. Niestety, musi przyznać, że jego wyobrażenie o życiu w Hidden Springs bardzo odbiega od rzeczywistości.

Autorka stworzyła ciekawą, przemyślana fabułę, która płynie własnym tempem, nie znajdziecie tu pospiechu, ale nie będziecie się też nudzić, ponieważ pisarce udało się stworzyć złożoną zagadkę. Co jakiś czas podsuwa nam nowe tropy, prowadząc do finału, który zaskakuje i daje do myślenia. Ann H. Gabhart przeplata intrygę wątkiem miłosnym 
i momentami, które bawią. Powieść została napisana prostym językiem, a zarazem wzbogacającym klimat utworu. Dialogi są naturalne 
i niewymuszone, to wszystko powoduje, że powieść czyta się szybko 
i przyjemnie. Muszę wspomnieć, że autorka uchwyciła w tej historii klimat małych miasteczek, życie toczy się tu wolno, wszyscy wiedzą wszystko o sobie nawzajem. Obok tego pokazała również, co dzieje się z ludźmi, gdy nagle w ich życie zakrada się strach, jak działa ich wyobraźnia i jak radzą sobie w nowej sytuacji, kiedy okazuje się, że jedna z tak dobrze znanych im osób ukrywa swoją mroczną twarz... Kolejnym atutem książki są postacie, każdy z bohaterów ma niepowtarzalny charakter, miejsce w społeczności, co wpływa na charakter miasta i przebieg wydarzeń .
Micheal to nasz główny bohater, młody policjant. Ucieka z pracy 
w dużym mieście, gdzie przytłacza go niemoc zmiany rzeczywistości, wraca do rodzinnego miasteczka, które zostało założone przez jego przodków, z nadzieją na spokojną służbę oraz z myślą, że tu w końcu będzie miał wpływ na bezpieczeństwo, uda mu się zmienić życie innych na lepsze . Po tym, jak jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a on ledwo przeżył, opiekę nad nim przejmuje ciotka. Nauczyła go, że nie ma rzeczy niemożliwych, trzeba tylko walczyć o to, w co się wierzy, tak jak ona walczyła o jego życie. Wszystko ulega zmianie, gdy zostaje znaleziony martwy mężczyzna, którego nikt nie rozpoznaje. Miejscowi wiedzeni ciekawością gromadzą się, aby obejrzeć niecodzienną sytuację, próbują wymyślić, co tak naprawdę się wydarzyło, lecz nie obawiają się o swoje życie, do momentu, gdy ginie miejscowy fryzjer. Mike podejrzewa, że coś widział tak samo jak miejscowy rozrabiaka Anthony- którego skreślili wszyscy poza nim. Zaczyna się walka 
z czasem. Czy pomimo braku dowodów uda mu się znaleźć trop 
i mordercę zanim życie straci kolejna osoba? Musicie sprawdzić sami, bo ja więcej już nie zdradzę.

Polecam książkę wszystkim miłośnikom klasycznych kryminałów, nie znajdziecie tu bowiem technologii, która rozwiąże zagadkę, zamiast śledczych. Jedyne, co może pomóc Michealowi, to spostrzegawczość, dedukcja oraz intuicja. Ja czekam już na kontynuację, jestem ciekawa, jak potoczą się losy bohatera, ale także losy mieszkańców, z którymi się zżyłam, jestem również ciekawa innych powieści napisanych przez Ann H. Gabhart, po które na pewno sięgnę.



Za możliwość przeczytania dziękuję WYDAWNICTWU DREAMS
"Mimo wszystko kochaj"- Agnieszka Rusin

"Mimo wszystko kochaj"- Agnieszka Rusin





Mam dziś dla Was recenzję książki, która zaskakuje swoją nieprzewidywalnością i w której wszystko jest możliwe, a mowa o „Mimo wszystko kochaj”- Agnieszki Rusin. Książka urzekła mnie swoją delikatną a zarazem znaczącą okładką. Natomiast po przeczytaniu opisu zapragnęłam poznać historię czterech sióstr, sprawdzić, co na nie czyha, odkryć ich sekrety, a przede wszystkim dowiedzieć się, czy znajdą w sobie oparcie.

Cztery siostry nie mogłyby być bardziej różne: Joanna to wiecznie zabiegana i zapracowana matka dwóch córeczek, Gosia wiedzie beztroskie życie przy zamożnym mężu, Majka goni za karierą, a Julia wciąż szuka swojego miejsca na świecie i właśnie postanowiła rzucić studia. 
Choroba matki sprawia, że wszystkie spotykają się w rodzinnym domu 
w malowniczym Karpaczu. Przywożą ze sobą złamane serca i sekrety. To jednak jeszcze nie koniec dramatycznych wydarzeń… Czy siostry będą umiały przezwyciężyć to, co je dzieli? Czy nauczą się kochać… mimo wszystko?

Autorka pisze językiem prostym. Do tego cały czas coś się dzieje, w tej historii nie ma chwili na nudę, bowiem Agnieszka Rusin nie daje odpocząć siostrom, rzucając im kolejne wyzwania i przeszkody do pokonania, dzięki czemu książka wciąga w trudny i zagmatwany świat kobiet. Autorce udało się wywołać we mnie cały wachlarz emocji, odczuwałam złość na los, który zsyła na swoje bohaterki, zastanawiając się, ile jeszcze wytrzymają? Współczucie, ale też radość, że w końcu coś zmienia się na lepsze … czekając w niepewności, co teraz trafi 
w siostry. Pisarce ukazuje, jak ludzie wychowani przez jedną osobę, zrodzeni z jednej matki, mogą się kłócić, ale, kiedy jest naprawdę źle, to wszystko nie ma znaczenia, bo zwierają szyki i pomagają sobie nawzajem, troszczą się, a przede wszystkim motywują do działania 
i zmian w życiu, spełniania zapomnianych marzeń. Każda ze stworzonych postaci jest bardzo wyrazista albo się je lubi, albo wręcz nienawidzi.

Autorka pozwala nam najpierw poznać każdą z kobiet, ukazując ich życie po kolei. Poznajemy ich problemy, sekrety, dylematy oraz przede wszystkim charaktery. Każda trafia z innego powodu na rozdroża swojego życia, wówczas okazuje się, że mama jest chora i trafia nieprzytomna do szpitala… bohaterki postanawiają zostawić wszystko 
i ruszają do domu na wzgórzu. Szybko okazuje się, że nie potrafią ze sobą rozmawiać i powiedzieć, co im leży na sercu, później już wszystko toczy się błyskawicznie, jeden kataklizm za drugim... Więcej Wam nie zdradzę, sami musicie odkryć, co spotyka siostry na drodze do szczęścia i czy uda im się je w końcu odnaleźć.
Polecam książkę wszystkim, którzy mają ochotę poznać siostry 
i sprawdzić, jakie wyzwania stawia przed nimi przewrotny los, czy będą potrafiły na nowo zaufać sobie oraz innym, a to, co je dzieli, zacznie je łączyć i stanie się ich siłą . Historia ta jest niekonwencjonalna i zdarzyć może się wszystko.                                      


Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU LUCKY
"Ucieczka przed życiem"- Ewa Bauer

"Ucieczka przed życiem"- Ewa Bauer




Dziś chcę Wam napisać kilka słów o książce, którą przeczytałam już jakiś czas temu, ale wówczas nie potrafiłam o niej pisać i nie dlatego, że mi się nie podobała- o co to- to nie, zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, wstrząsnęła mną i zmusiła do myślenia, a mowa tu 
o „Ucieczka przed życiem”- Ewy Bauer.
Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, jak małe zgoła rzeczy mogą wpłynąć na życie moich dzieci, jak niewinne słowa mogą je skrzywdzić- znowu się pobrudziłeś, nie rusz, bo stłuczesz, zobacz, co zrobiłaś z tą kurtką – znowu trzeba prać… Od kiedy przeczytałam książkę, unikam tego typu sformułowań… czemu ? O tym za chwilę...

„Matka i córka. Dwa różne światy. Cecylia nie potrafi sprostać oczekiwaniom rodzicielki. Ucieka od życia, zamykając się w wyimaginowanej rzeczywistości. Czy przyjaźń, która – zdaniem matki – nigdy nie powinna się zdarzyć, pozwoli okiełznać lęki? Najnowsza książka Ewy Bauer to niezwykła opowieść o tym, jak ważne jest okazywanie rodzicielskiej miłości, akceptacja odmienności 
i wzajemny szacunek.”

Pisarka porusza bardzo trudny temat, a mianowicie relacji mamy z córką 
i bierności ojca w całej sytuacji, pokazuje, jak miłość, która jest źle ukierunkowana potrafi zamiast dać dziecku skrzydła, aby mogło latać , przycina je , mało tego paraliżuje przed jakimkolwiek krokiem. Ewa Bauer pisze prostym językiem i pomimo tego że zajmuje się trudną problematyką, książkę czyta się bardzo szybko, wręcz się ją pochłania. Nie potrafiłam się od niej oderwać, wręcz zjadała mnie ciekawość, jak potoczy się dalsze życie Cecylii, która była silniejsza nawet od snu. Autorce udało się mnie kilka razy doprowadzić do płaczu, tak bardzo chciałam wskoczyć do książki, potrząsnąć mamą Cecylii, a ją samą po prostu przytulić- dać to, co dziecku, a później nastolatce tak bardzo jest potrzebne- czułość, oparcie i akceptację, zamiast ciągłego osądu i wytykania, że wszystko co robi, jest złe.
Pisarka zaczyna swoją historię, kiedy dziewczynka idzie do szkoły, a kończy 
w momencie, kiedy jest dorosłą kobietą. Mamy możliwość poznać ją 
i obserwować na różnych etapach rozwoju, zajrzeć głęboko w nią i sprawdzić jak z wiekiem wycofuję się z życia, a strach nie pozwala jej na szczęśliwe dzieciństwo i młodość.

Cecylia jest małą dziewczynką, która pragnie uwagi i miłości rodziców, jest nieśmiała i niepewna siebie, nie umie przeciwstawić się matce, staje się lękliwa, boi się, że kolejny raz zawiedzie mamę. Strach zaczyna przejmować nad nią kontrolę, a z wiekiem zamyka się w swoim świecie, wpuszcza do niego tylko Bożenkę- koleżankę, która je wszystko, na co ma ochotę, nie przejmując się, czy jest okrągła, czy nie, nie martwi się również tym, że się pobrudzi, bo przecież tak naprawdę- to nic wielkiego, ma kochającą dużą rodzinę. Niestety matka Cecylii nie toleruje jej przyjaciółki, nie pozwala dziewczynkom się spotykać, aż w końcu dzięki swojej pozycji zmusza rodziców, aby zmienili Bożence szkołę. Cecylia zostaje sama, a lęki się nasilają. Przestaje w kpńcu chodzić do szkoły, uczy się w domu i tak wszystko płynie do liceum, gdzie ponownie spotyka Bożenę, a na jaw wychodzi, że mama jest ciężko chora. Więcej Wam nie zdradzę jeśli chcecie dowiedzieć się, jak potoczyły się dalsze losy bohaterki czy w końcu uda jej się zacząć żyć i pokonać własne demony, musicie sprawdzić sami.


Polecam Wam tę książkę z całego serca, uważam, że każdy rodzic powinien ją przeczytać i spojrzeć na niektóre sprawy oczami swego dziecka, dzięki czemu udałoby się nam uniknąć wielu błędów popełnianych codziennie. We mnie ta historia pozostanie na zawsze i czekam z niecierpliwością na kolejne książki Ewy Bauer -ciekawa jestem, o czym napisze tym razem i czy uda jej się kolejny raz zrobić na mnie tak wielkie wrażenie, poprzeczkę postawiła sobie wysoko.



Za możliwość przecytania dziękuję WYDAWNICTWU SZARA GODZINA
"Wybacz mi"- Karolina Klimkiewicz

"Wybacz mi"- Karolina Klimkiewicz




Są książki, które ciężko nam się czyta i takie, które nie pozwalają się odłożyć, a jeśli już to uczynimy, nie pozwalają nam przestać myśleć 
o tym, co dalej? Co czeka na mnie na kolejnej stronie? Co spotka mojego bohatera? „Wybacz mi” pióra Karoliny Klimkiewicz należy do tej drugiej grupy i owładnęła mną bez reszty. W moim życiu zawsze była 
i jest mama, nie wyobrażam sobie, jakby wyglądało moje życie bez niej, bez jej wsparcia i motywacji, i miłości, którą mnie otula, nawet teraz, kiedy mam swoje dzieci. Akceptuje mnie taką, jaka jestem, chodź na pewno byłoby kilka rzeczy… Mam wszystko to, czego pragnie główna bohaterka, a co gorsze- nie wie, czemu została porzucona przez osobę, która powinna ją kochać bezwarunkowo, dlaczego ojciec nie chce zdradzić, co tak naprawdę się stało. Muszę Wam zdradzić, że autorce udało się sprawić, iż po moich policzkach płynęły łzy, serce waliło jak szalone ze strachu o Emilkę, a wszystko to w oczekiwaniu na rozwiązanie zagadki zniknięcia jej mamy...

W dniu urodzin Emilia otrzymuje zagadkowy list od swojej matki. Kobieta porzuciła córkę, gdy ta miała niespełna dwa latka. Od tego czasu dziewczyna żyje w przeświadczeniu, że była niekochana. Ciężar, jaki nosi w sercu, wypalił głębokie piętno. Gdy otrzymuje prośbę o spotkanie, nie waha się, by rozliczyć matkę, która zabrała jej to, co najcenniejsze – poczucie miłości. Bieszczady jednak skrywają więcej tajemnic, niż Emilia mogła przypuszczać. Okazuje się, że nic nie jest oczywiste. Czy będzie w stanie wybaczyć mamie oraz… sobie?

Autorka podjęła bardzo trudny temat, a mianowicie, co czuje dziecko po porzuceniu przez najbliższą osobę i jak to wpływa na całe życie małej istoty, jak ją to kształtuje, a przede wszystkim na co stać dorosłą kobietę, aby odkryć prawdę o matce i o poszukiwaniu samej siebie. Karolina Klimkiewicz stworzyła powieść trzymającą w napięciu, zaskakującą, a przede wszystkim wzbudzającą emocje. Książka wciąga i nie sposób ją odłożyć. Pisarce udało się przenieść mnie do stworzonego przez nią świata i poruszyła mnie dogłębnie- niejednokrotnie czułam się wzburzona zachowaniem niektórych postaci, płakałam nad niesprawiedliwością, która spotkała główną bohaterkę 
i dopingowałam ją, aby w końcu rozliczyła się z przeszłością, uwierzyła w siebie i zaczęła żyć, odnajdując siebie. Za sprawą wprowadzenia kilku narratorów pisarka pozwala nam spojrzeć na tę historię z różnych punktów widzenia oraz pozwala zagłębić się w myślach swoich bohaterów, dzięki temu wszystko łączy się w spójną całość. Tak więc poznajemy Matyldę- mamę Emilki oraz odkrywamy tajemnicę, która niszczyła wiele osób. Jestem pod dużym wrażeniem bohaterów stworzonych przez autorkę, wszystkie postaci są wyraziste, wzbudzają emocje zarówno te dobre jak i negatywne. Postacie różnią się od siebie wszystkim, a jedyne co ich łączy to... Matylda.

Emilka w swoje 25 urodziny dostaje list od mamy, która porzuciła ją, gdy miała dwa latka, od razu postanawia ruszyć w podróż w Bieszczady, gdzie ma nadzieję znaleźć odpowiedzi na nurtujące ją pytania i odkryć część siebie. Gdy dociera na miejsce, boi się spotkania osoby, która ją zostawiła, ma chęć wycofać się i wtedy okazuje się, że jej mama…

Nasza główna bohaterka jest zagubioną, młodą kobietą, która nie potrafi znaleźć swojego własnego miejsca w świecie. Nie poszła na studia, bo nie potrafiła zdecydować się na jeden kierunek, a pracę zmieniała co parę miesięcy. Niepewna siebie, nie wierzy w miłość, wzrasta 
z poczuciem porzucenia, braku akceptacji. Ma młodszą siostrę 
z drugiego małżeństwa swego ojca, która ją często ocenia, pomimo tego Emilka kocha ją i czuje się przy niej bezpieczna, macochę starającą się zastąpić jej matkę i ojca, który jej zdaniem nigdy jej nie wspierał, był oszczędny w okazywaniu uczuć, a co gorsze nie chciał rozmawiać 
o mamie. W momencie kiedy przychodzi list, podejmuje szybką decyzję, nie pozwala nikomu wpłynąć na nią i rusza w podróż, aby odkryć, kim była jej rodzicielka oraz kim jest ona sama. Trafia do pensjonatu, gdzie poznaje ludzi ciepłych i potrafiących ją zaakceptować oraz tych, którzy marzą o pozbyciu się jej i zachowaniu tajemnic na zawsze. Czy wystarczy jej sił i zaparcia, aby poznać swoją matkę i odkryć skrywaną przeszłość o niej ? Czy uda jej się w tym wszystkim odnaleźć samą siebie? Cóż musicie sprawdzić to sami...


Polecam książkę wszystkim, którzy kochają piękne i wzruszające historie, a przy tym uwielbiają odkrywać sekrety. Cała historia napisana jest w mistrzowskim stylu. Jestem pewna, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie i uda jej się poruszyć wasze serca i umysły, zostając tam na długo. Ja już nie mogę doczekać się kontynuacji powieści, aby sprawdzić, jak potoczyły się dalsze losy Emilki.

Za możliwość przeczytania dziękuję WYDAWNICTWU SZARA GODZINA


"Powiększenie"- Andrew Mayne

"Powiększenie"- Andrew Mayne




Tym razem udałam się na poszukiwania seryjnego mordercy za sprawą nowej powieści Andrew Mayne’a pt.„ Powiększenie”. Biorąc książkę do rąk, miałam bardzo duże oczekiwania wobec niej i wiecie co... ? Otóż okazało się, że wybrałam książkę, która poruszyła mnie do głębi. Autor opisuje realia życia dzieci z biednych rodzin. Pokazuje, jak łatwym łupem są dla potwora, który grasuje i wykorzystuje ich trudną sytuację. Pierwszy raz od dawna czułam dreszcze na plecach, moje serce waliło jak szalone, kiedy przez palce uciekał czas, podkreślam bardzo cenny czas potrzebny, by ocalić kolejnego, niewinnego, małego chłopca.
„Aby schwytać drapieżnika, musisz myśleć tak jak on. A żeby to zrobić – musisz odnaleźć go w sobie... Doktor Theo Cray powraca!
Życie Theo Craya po konfrontacji ze śmiertelnie niebezpiecznym mordercą nie wraca już na poprzednie tory. Karierę uniwersytecką zastąpiła praca dla amerykańskiego wywiadu, a dotychczasową anonimowość – medialny szum wokół jego osoby. Nie ma dnia, by ktoś nie prosił go o pomoc w poszukiwaniu zaginionych bliskich. Historia Williama Bostroma, zrozpaczonego ojca, którego syn zaginął dziewięć lat temu, na pozór nie różni się od innych. Craya jednak zaskakuje bierność policji w tej sprawie. Okazuje się też, że syn Bostroma to bynajmniej nie jedyny porwany chłopiec w okolicach Los Angeles. Czyżby kolejny zbrodniarz działał na peryferiach systemu? Theo Cray rusza jego tropem. Jednak czy jego naukowa wiedza i systemy komputerowe wystarczą, by zmierzyć się ze światem miejskich legend i mrocznych wierzeń?”
Andrew Mayne- „Pisarz, iluzjonista, gwiazda programu telewizyjnego Don’t Trust Andrew Mayne. Pracował m.in. z Davidem Blaine’em i Davidem Copperfieldem. Zasłynął cyklem powieściowym o agentce FBI Jessice Blackwood, który Twentieth Century Fox i Temple Hill Entertainment zamierzają zekranizować. Za ostatnią powieść z tego cyklu, Black Fall (2017), Mayne był nominowany do Nagrody im. Edgara Allana Poego. Naturalista (2017) jest pierwszym tomem nowej serii thrillerów autora. W 2019 roku nakładem W.A.B. ukaże się tom drugi, Looking Glass (2018). "
Pisarz trzyma nas od pierwszej strony w napięciu, które po upływie czasu tylko narasta, książka wciąga czytelnika i nie chce wypuścić ze swych objęć, bardzo ciężko było mi się od niej oderwać i wrócić do codziennych obowiązków. Akcja jest wartka, pojawią się nowe tropy, które prowadzą do rozwiązania tajemnicy. Fabuła jest przemyślana i konsekwentnie realizowana, bohater krok po kroku zbliża się do przestępcy, przypominając trochę ćmę lecącą do światła. Nie zważa na swoje życie, liczy się tylko polowanie na seryjnego mordercę i ocalenie niewinnej istoty. Autor umiejętnie wplata różnego rodzaju ciekawostki np. o bakteriach, dzięki czemu możemy się czegoś nauczyć. Przybliża nam również postacie innych seryjnych morderców, którzy grasowali w przeszłości. Wszystko to łączy się ze sobą w spójną całość. 
Narratorem jest Theo, dzięki czemu mamy możliwość poznać go. Na każdym etapie dochodzenia wiemy, co dzieje się w jego głowie, a dzieje się dużo… Nie czytałam pierwszej części, ale dzięki wzmiankom na temat przeszłości bohatera nie było to dla mnie żadnym problemem. Każda z postaci stworzonych przez Andrew Mayne’a wywołuje inne emocje- od tych pozytywnych poprzez bardzo negatywne.

Nasz główny bohater jest naukowcem, który potrafi zmieniać genetycznie bakterię i za pomocą programów komputerowych odczytać ze zdjęć najmniejszy szczegół, dzięki czemu nie ma dla niego rzeczy niemożliwych. Pracuje dla rządu, pomaga jako konsultant w walce 
z terrorystami. Postać Theo Crayn’a , głównego bohatera, jest wyrazista i pomimo tego że momentami jest arogancki, a także sądzi, iż tylko on może stawić czoła bestii, nie da się go nie lubić. Pewny siebie, inteligenty, 
a przede wszystkim spostrzegawczy. Ma naturę tropiciela, a presja czasu powoduje, że działa na najwyższych obrotach. Gdy trafia na przeszkodę szybko znajduje rozwiązanie. Ma serdeczną przyjaciółkę, która wspiera go, łączy ich wiele- przeżyli atak Joego Vika seryjnego mordercy. Theo nie jest jednak pewny swych uczuć. Więcej Wam nie zdradzę , abyście mogli sami go dobrze poznać.
Pewnego dnia na jego werandzie pojawia się mężczyzna, który prosi profesora o pomoc w odnalezieniu mordercy swego syna, ten jednak po wysłuchaniu go – odmawia. Lecz wszystko się zmienia po awanturze z szefem- musi zniknąć. Rusza do Los Angeles i zaczyna badać sprawę, szybko odkrywa, że chłopiec może być jedną z wielu ofiar, a miejska legenda prowadzi go do…sprawdzcie sami.
Polecam książkę osobom kochającym kryminały oraz książki sensacyjne, mającym silne nerwy, bowiem pisarz zabiera nas do mrocznego świata, 
w którym dzieci stają się zwierzyną dla drapieżnika żądnego krwi, poznajemy również mroki świata ezoterycznego, ruszając w pogoń za bystrym 
i nieuchwytnym przeciwnikiem. Do tego wszystkiego zaskakujące zakończenie, które daje do myślenia. Ja jestem pewna, że sięgnę nie tylko po pierwszą cześć powieści, ale też i następne książki Andrew Mayne’a.

Książka ukaże się 04.04.2019 roku

Za możliwość przeczytania- dziękuję GRUPIE WYDAWNICZEJ FOKSAL.


Copyright © 2016 po drugiej stronie książki-recenzje , Blogger