Recenzja: „Sekretne życie słoneczników” – Marta Molnar 🌻

Recenzja: „Sekretne życie słoneczników” – Marta Molnar 🌻

 



Emsley poznajemy podczas odwiedzin u babci w domu opieki. Violet, malarka i artystka o barwnej przeszłości, jest po udarze, ale nadal wygląda jak prawdziwa diwa.

Violet informuje kobiety, że sprzedała dom i ufundowała stypendium. Wiadomość wyraźnie nie podoba się Anne, która martwi się, że jej mama może później żałować tej decyzji. Ponieważ Emsley jest jedyną spadkobierczynią Violet, to właśnie ona ma przejrzeć pozostawione rzeczy, wybrać to, co chce zatrzymać, a resztę oddać.

Przed pożegnaniem Violet przekazuje wnuczce niebieską skrzyneczkę. W środku znajdują się listy napisane po niderlandzku oraz pamiętnik po angielsku. Emsley ma przed sobą podróż samolotem i jedynie torbę na laptopa, dlatego za sugestią babci zabiera tylko pamiętnik, a skrzyneczkę z listami zostawia na miejscu.

Już w samolocie Anne nalega, aby to Emsley osobiście zajęła się rzeczami Violet. Obawia się, że w domu mogą znajdować się kompromitujące zdjęcia lub inne rzeczy związane z przeszłością jej mamy. Sama przyznaje, że Violet kiedyś była zupełnie inna, a ona nie zna nawet imienia własnego ojca.

Jakby tego było mało, po rozmowie z mamą Emsley otrzymuje kolejną złą wiadomość — Trey chce zamknąć dom aukcyjny. Ona jednak nie zamierza się poddać. O nie.

Szybko okazuje się, że pamiętnik wcale nie należał do Violet, lecz do Johanny. To właśnie za jego sprawą przenosimy się do Amsterdamu w 1887 roku i zaczynamy poznawać historię sprzed lat.

Johanna jest niezamężną dziewczyną, której serce należy do Eduarda. Kiedy mama próbuje zainteresować ją innym kandydatem, dziewczyna wyznaje, że złożyła dokumenty o pracę w szkole dla dziewcząt. Jej siostra Mien szybko zauważa, że znajduje się ona w tym samym miejscu, w którym Eduard studiuje na uniwersytecie.

W życiu Johanny pojawia się również Theo, kolega jej brata. Podczas wspólnego spaceru niespodziewanie prosi ją o rękę. Dziewczyna odrzuca oświadczyny, przyznając, że jej serce jest już zajęte. Po spacerze wracają do domu. Theo żegna się, a Johanna odprowadza go do drzwi. I właśnie wtedy poznajemy jego pełne nazwisko — Theo van Gogh.

Tymczasem Emsley wraca z Nowego Jorku do Los Angeles i konfrontuje się z Treyem. Były partner stawia jej ultimatum — ma 30 dni, aby spłacić go kwotą miliona dolarów, w przeciwnym razie to on wykupi jej udziały. Mało tego — osoba posiadająca 20% udziałów w domu aukcyjnym żąda kolejnych 500 tysięcy dolarów.

Sytuacja wydaje się niemal beznadziejna. Czy Emsley uda się ocalić to, co kocha? Czy odkryje, co kryje się w dzienniku Johanny? I jak historia z Amsterdamu z 1887 roku łączy się z tajemnicami Violet?

Pisarka mistrzowsko przeplata dwie linie czasowe — współczesność oraz czasy, w których żyła Johanna. Muszę przyznać, że nie zawsze taki zabieg mi się podoba, jednak w tym przypadku działa znakomicie. Autorka z każdym rozdziałem podsyca ciekawość i świetnie buduje napięcie.

Narracja jest pierwszoosobowa, dzięki czemu siedzimy w głowach obu bohaterek i poznajemy ich myśli. Zżyłam się z nimi wręcz tak bardzo, że poczułam, jakby istniała między nami prawdziwa więź.

Pisarka pokazuje nam, że każdy z nas ma swoją pasję — jedni kochają książki, inni sztukę, a jeszcze inni odnajdują radość w czymś zupełnie innym. To właśnie dzięki tym pasjom nasze życie staje się pełniejsze.

Sztuka przewija się przez całą książkę, pięknie dopełniając poszczególne wątki i nadając całej historii wyjątkowy klimat.

Na uwagę zasługuje również piękne wydanie książki, które świetnie współgra z jej artystycznym charakterem i jeszcze mocniej dopełnia całą historię.

A wszystko to przeplecione jest miłością — nie tą filmową, w której wszystko układa się jak po maśle, lecz prawdziwą. Taką, w której nawet gdy jest bardzo źle, gdzieś w sercu wciąż pozostaje nadzieja na lepsze jutro.

Bardzo dobrze widać również, jak różnią się od siebie dwie epoki, jakimi prawami się rządzą i jak postrzegane są w nich kobiety. Widzimy, z czym zmagały się na co dzień i z czym często musiały radzić sobie same.

Towarzysząc Johannie w jej życiu, niejednokrotnie czułam ogromne poruszenie. Jej świat był bardzo nieprzychylny kobietom. Światem rządzili mężczyźni, a kobiety musiały mierzyć się z ograniczeniami, które dziś trudno sobie nawet wyobrazić.

Jako matce i kobiecie trudno mi było czytać o trudach połogu, z jakimi musiały mierzyć się kobiety w tamtych czasach, a także o powikłaniach po porodzie, które potrafiono po prostu bagatelizować. Dziś wydaje się to wręcz nie do pomyślenia.

Emsley jest silną, niezależną kobietą, choć często czuje się samotna. Jest poukładana i systematyczna, a kiedy pojawia się problem, nie poddaje się i szuka rozwiązań. Od dziecka chce być jak babcia.

Widmo utraty ukochanego domu aukcyjnego boli ją chyba nawet bardziej niż porzucenie przez wspólnika i zdrada przyjaciółki. Emsley musi zmierzyć się również ze śmiercią ukochanej babci. Po jej śmierci porządkuje dom Violet i zaczyna odkrywać sekret, który babcia skrywała przez lata. Mimo kolejnych przeciwności potrafi wyjść ze swojej strefy komfortu, aby pomóc przyjaciołom. Nie boi się również zaczynać życia od nowa.

Czy odkryje tajemnicę skrywaną przez babcię? Jak wpłynie ona na jej życie? I czy uda jej się ocalić ukochany dom aukcyjny? Musicie sprawdzić sami.

Johanna żyje w czasach, gdy kobiety mają niewiele do powiedzenia. Oczekuje się od nich, że szybko znajdą męża — nieważne, czy go kochają — urodzą mu dzieci, a później poświęcą się ich wychowaniu.

Nasza bohaterka próbuje jednak żyć po swojemu. Chce samodzielności i wydaje jej się, że wie, kogo kocha. Kiedy jej plany nie układają się tak, jak sobie wyobrażała, szuka dla siebie innej drogi, choć ta okazuje się bardzo wyboista. Nawet kiedy dopada ją zmęczenie, często je lekceważy i mimo wszystko prze do przodu. Nie przywiązuje większej wagi do odmów, bo choć potrafią zaboleć, to tylko przez chwilę. Przecież w końcu ktoś może powiedzieć „tak”.

Violet poznajemy jako barwną, silną kobietę po udarze, która mimo wszystko nadal wygląda jak prawdziwa diwa. Nie przejmuje się opiniami innych i żyje po swojemu. Jest odważna, wspiera innych, zawsze pozostaje elegancka, a do tego potrafi bawić się jak nikt i przyciągać do siebie ludzi.

Z czasem odkrywamy też, że skrywa straszliwą tajemnicę, którą niesie na swoich barkach przez niemal całe życie. Dla Emsley jest kimś niezwykle ważnym — wnuczka kocha ją nad życie.

Poza głównymi postaciami przez całą książkę poznajemy także innych bohaterów, którzy wpływają na historię, uzupełniają ją i sprawiają, że cała opowieść staje się jeszcze bardziej żywa.

Autorka stworzyła niesamowitą fabułę i potrafiła połączyć dwa światy. Utkała tę historię tak, że poznajemy losy trzech kobiet. Każda z nich jest inna, żyje w innych czasach, ale wszystkie mierzą się z jednym — mężczyznami ze świata sztuki, którzy uważają, że nie jest to miejsce dla kobiet.

Każda z nich, mimo przeciwności, walczy o swoje. Każda, niczym słonecznik:

„Im gorsza ziemia, tym większe mają kwiaty. Są waleczne jak cholera, a do tego zawsze wyglądają jak gwiazdy.”

I chyba właśnie te słowa najlepiej oddają siłę kobiet, które poznajemy na kartach tej książki. 🌻

Muszę się Wam przyznać, że znam historię wielkiego malarza, który przewija się przez tę opowieść, ale spojrzenie na nią z tej perspektywy wywołało u mnie wiele emocji. Napięcie towarzyszyło mi przez całą książkę, a chęć odkrycia, jak potoczyły się losy bohaterek, mocno pchała mnie do przodu. Każda z nich stała mi się bliska i sama nie wiem, która wpłynęła na mnie bardziej.

Największym plusem książki jest to, jak autorka splata ze sobą wszystkie wątki, tworząc spójną całość, która potrafi zaskoczyć niejeden raz.

Zakończenie jest niebanalne i nieoczywiste, a jednocześnie dodaje odwagi i zostawia czytelnika z czymś więcej niż tylko zamkniętą historią.

Żałowałam, że książka dobiega końca. Chętnie zostałabym w tym misternie stworzonym świecie jeszcze trochę dłużej.

Polecam Wam tę powieść, która chwilami wzrusza, bawi, a jej bohaterowie zostają w sercu czytelnika, pozostawiając w nim ślad.

Reklama | Egzemplarz książki otrzymałam w ramach współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem Letra.

 „Skarpetki kontra nicość, czyli kosmiczna misja Otulistópek” – Justyna Bednarek

„Skarpetki kontra nicość, czyli kosmiczna misja Otulistópek” – Justyna Bednarek



Już na samym początku autorka pamięta zarówno o tych, którzy znają poprzednią część, jak i o czytelnikach sięgających po serię po raz pierwszy. Nowym krótko wyjaśnia, co wydarzyło się wcześniej, a pozostałych z uśmiechem odsyła dalej. Bardzo podoba mi się taki zabieg — nie ma niepotrzebnego powtarzania, a jednocześnie nikt nie czuje się zagubiony.

Skarpetki ruszają na pomoc królewskiemu doradcy. Wybrana przez detektywa Pinkertona ekipa wyrusza w kosmos, jednak już na samym początku tej niezwykłej podróży pasażerowie sandała zaczynają się kłócić.

Autorka daje nam nawet możliwość zajrzenia do domu małej Bi i zobaczenia, co dzieje się tam w czasie, gdy załoga sandała przemierza kosmos.

Docierają do stalowych drzwi, za którymi czekają srebrzyste rakiety. Skarpetoludek zamawia dla całej ekipy kombinezony, jednak gdy tylko się oddala, dzieje się coś bardzo dziwnego. Mała myszka, córka Mysiej Mamy, nagle zaczyna zachowywać się zupełnie nie jak ona — robi się strasznie niegrzeczna i ucieka.

Kiedy Skarpetoludek wraca z kombinezonami, prawie wszyscy szybko się przebierają. Nagle pojawia się również mała myszka, ale coś się nie zgadza… Jej głos, oczy, a nawet rozmiar wydają się inne. Nie ma jednak czasu na długie zastanawianie się. W obawie, że królewski doradca zniknie, wszyscy przyjmują jej tłumaczenie, że po prostu rośnie. Pakują się do sandała i ruszają dalej.

Jednak już na Drodze Mlecznej czeka ich niespodziewany przystanek. Wpadają w poślizg, a chwilę później okazuje się, że przypadkiem zniszczyli sukienkę z czarnej materii. Jakby tego było mało, zostają pojmani przez białe karły.

Szybko okazuje się, że trafili w ręce Galaktycznej Śnieżki, która nakazuje im naprawić zniszczoną sukienkę.

Mysia Mama podejmuje się tego zadania, jednak zamiast naprawić sukienkę, wpada na zupełnie inny pomysł. Z czarnej materii tworzy pokrowiec na sandała, dzięki któremu staje się on niewidoczny. Korzystając z okazji, cała ekipa szybko odlatuje.

Niestety nie docierają daleko. Wpadają bowiem na rakietę Sławosza, odbijają się od niej i trafiają prosto na planetę, na której spotykają pięciu brodaczy. To właśnie oni opowiadają przybyszom, jak powstała czarna materia, a następnie wskazują im drogę na Planetę Nicości.

Zanim jednak bohaterowie ruszą dalej, mała myszka częstuje wszystkich ciasteczkami i… rozpętuje się kłótnia, jakiej jeszcze nie było.

Dzieci z niecierpliwością wyczekiwały, co wydarzy się dalej, a w przerwach debatowały nad tym, co bohaterowie powinni zrobić. 

W książce nie ma miejsca na nudę. Fabuła jest pełna przygód, tajemnic i odrobiny humoru, dzięki czemu powstała prawdziwa mieszanka wybuchowa, trzymająca małego czytelnika w napięciu. Chociaż zdradzę Wam w sekrecie, że ja również z niecierpliwością czekałam, jak potoczą się losy bohaterów. Najbardziej interesowały nas losy kalesonów i mysiej córeczki. A dlaczego? Tego już Wam nie zdradzę. 😄🧦🐭🚀

Pisarka pokazuje swoim czytelnikom, że czasem podróż do celu nie jest łatwa, ale kiedy naprawdę chcemy do niego dotrzeć, nic nie jest w stanie nam przeszkodzić. Każdy kłopot i niepowodzenie może zamienić się w kosmiczną przygodę — ważne, by być wytrwałym i nie poddawać się od razu. Robi to w bardzo przystępny sposób, stawiając kosmiczną brygadę co chwilę przed kolejną przeszkodą.

Autorka ma bardzo lekkie pióro, dzięki czemu książkę praktycznie czyta się sama. Piękne, kolorowe ilustracje przykuwają uwagę dziecka, a tekst jest ciekawie rozmieszczony — na jednych stronach jest go więcej, na innych mniej. Taki układ sprawia, że dzieci, które mają problemy z czytaniem albo dopiero nabierają w nim pewności, nie są od razu przestraszone dużą ilością tekstu.

A co najważniejsze — tam, gdzie tekstu jest więcej, w jakiś magiczny sposób zawsze wypada moja albo Piotra kolej na czytanie. 

Dzieciakom bardzo podobało się zakończenie — śmiały się przy nim strasznie. A z czego? Cóż… tego już musicie dowiedzieć się sami. 

Polecam tę książkę rodzicom z małymi dziećmi — na pewno nie będziecie się przy niej nudzić, nawet czytając ją w kółko. Sprawdzi się również u starszych dzieci, które dzięki takim historiom mogą pokochać czytanie, a przy okazji dowiedzieć się trochę o przyjaźni, oddaniu i lojalności, a przede wszystkim o odpowiedzialności za innych.

A Wam, dorosłym, też ją polecam — przecież czasem każdy z nas powinien pozwolić sobie poczuć swoje wewnętrzne dziecko. ❤️📚🧦

Egzemplarz otrzymany w ramach współpracy recenzenckiej. ❤️

„Sandałem w Czarną Dziurę, czyli kosmiczne urodziny skarpetek” – Justyna Bednarek

„Sandałem w Czarną Dziurę, czyli kosmiczne urodziny skarpetek” – Justyna Bednarek

 


Zielona Skarpetka, detektyw Pinkerton, organizuje przyjęcie, i to nie byle jakie, bo swoje urodzinowe. Obchodzi bowiem 10. urodziny! Z pomocą Ekspresowej Moli zaprosił wszystkich, udekorował wszystko, przygotował przystawki oraz tort i z niecierpliwością czekał na swoich gości.

Powoli zaczęli się zjawiać, jeden po drugim, przechodząc przez wszystkim dobrze znaną dziurę pod pralką. Każdy z gości opowiadał o swoim życiu i przygodach, których Wam oczywiście nie zdradzę…

Po rozmowach i śmiechach nastała kolej na tańce. I właśnie wtedy pojawił się srebrny skarpetkoludek, który przybył z przyszłości i zaczął opowiadać historię czwartej skarpetki i Czarnej Dziury… Cóż to była za przygoda!

Wszystko robi się jeszcze ciekawsze, gdy nagle pojawia się złowroga skarpetka odpowiedzialna za wszystkie nieszczęścia i chce… No właśnie. Czy uda jej się wcielić w życie swój okrutny plan?

Justyna Bednarek porusza w książce ważne kwestie, przemycając je subtelnie między wierszami. Pokazuje, że nieważne, jak źle bywa, trzeba wierzyć, że wszystko może się udać. Bez tej wiary trudno cokolwiek osiągnąć, ale jeśli naprawdę mocno wierzymy i się nie poddajemy, może się okazać, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Kolejnym pięknym przesłaniem jest przyjaźń. Jeśli mamy obok siebie kogoś, na kogo możemy liczyć, sytuacja nigdy nie jest do końca przegrana. Zawsze może znaleźć się ktoś, kto wyciągnie do nas pomocną dłoń i pomoże wtedy, gdy najbardziej tego potrzebujemy.

Pisarka już od pierwszych stron wzbudziła ciekawość moich małych czytelników, dzięki czemu słuchali i czytali jak zaczarowani. Dużym plusem jest również język, jakim posługuje się Justyna Bednarek. Jest prosty i zrozumiały, a jeśli pojawiają się trudniejsze słowa, od razu zostają wyjaśnione. Dzięki temu dziecko nie ma problemu ze zrozumieniem treści i może bez przeszkód skupić się na samej historii.

Na uwagę zasługuje również samo wydanie. Książka jest piękna i kolorowa. Po przeczytaniu każdej strony dzieciaki zatrzymywały się, oglądały ilustracje i opowiadały, co na nich widzą. Widziałam, jak ich wyobraźnia zaczyna pracować, a niedokończona jeszcze historia powoli ożywa w ich głowach.

Poza pięknymi ilustracjami muszę wspomnieć o czymś bardzo istotnym – czcionka i wielkość liter są naprawdę przyjazne dziecku. Nasza Basia, która zazwyczaj nie przepada za samodzielnym czytaniem i zdecydowanie woli słuchać, tym razem z niecierpliwością czekała na swoją kolej, żeby przeczytać fragment na głos.

I największa niespodzianka czeka na końcu – miejsce na narysowanie własnej skarpetki i napisanie o niej najważniejszych rzeczy. U nas na razie trwają sprzeczki o to, kto zajmie którą stronę – dzieci jest dwoje, a strony są trzy. 

Polecam Wam serdecznie tę historię, która wciąga małego czytelnika do swojego świata, oczarowuje go i zachęca do tworzenia własnej małej opowieści. A jak wiemy, nie ma nic lepszego niż kreatywna zabawa, która przy okazji pobudza dziecięcą wyobraźnię. 


Egzemplarz otrzymany w ramach współpracy recenzenckiej. ❤️

„Dziadek naszego kota”- Regina Golińska-Barancewicz

„Dziadek naszego kota”- Regina Golińska-Barancewicz

 



Dziesięcioletni Krzysiek wprowadza nas do swojego świata. Opowiada o swojej wakacyjnej wolności, nudnych i całkiem zwyczajnych wakacjach, o siostrze, mamie oraz babci od zadań specjalnych, która potrafiła właściwie wszystko.


Potem przychodzi czas na dziadka, który był leśnikiem. Kochał rośliny, zwierzęta, książki i morze, no i oczywiście swoje wnuki. Był poczciwym człowiekiem.


Na samym końcu poznajemy kota Diego — nie byle jakiego kota: rasowego, puchatego i skutecznie ignorującego wszystkich. Każdy nazywał futrzaka inaczej, gdy ten pojawił się w życiu babci i dziadka. Babunia się nim zajmowała, dziadek natomiast go ignorował, bo kto to słyszał, żeby tłumić kocią naturę.


Wszystko zmieniło się, gdy babcia wyruszyła rozpieszczać swoje wnuki już nie na odległość, a dziadek — pomimo obaw reszty rodziny — został sam z kotem.


Gdy zostali przyjaciółmi, stworzyli własne rytuały — zarówno w dzień, jak i w nocy. Nagle okazało się, że kot je w nocy, nie lubi sąsiada, a jedzenie musi być przygotowywane na jego oczach. To jednak tylko kilka z dziwactw tego sierściucha.


I tu zaczyna się nasza akcja, gdy babcia dzwoni z propozycją — dziadkowie mają jechać nad morze i trzeba zająć się kotem. Mama od razu zgadza się przyjąć Diego do siebie, ale szybko okazuje się, że nie będzie to takie proste.


Kot nie lubi jeździć samochodem, musi mieć balkon, bo tylko tam je śniadanie, potrzebuje też szafy, żeby odreagować nieprzyjemności, oraz pościelonego łóżka. Ale to jeszcze nie wszystko! Kota trzeba położyć na zaścielonym kawałku, a rano posłanie sprzątnąć, bo Diego nie lubi spać na czymś, co leży przygotowane przez całą dobę.


Mama słuchała tych wszystkich instrukcji i nie dowierzała.


Rodzicielka bierze więc urlop i razem z Krzysiem oraz Ulą rusza na przygodę ich życia — z kotem i jego 15-stronicową instrukcją obsługi, przygotowaną specjalnie przez dziadka.


Więcej Wam z fabuły nie zdradzę, choć kusi mnie niezmiernie.


Muszę Wam powiedzieć, że dawno mnie nic tak nie ubawiło. Śmialiśmy się do łez całą trójką. Książka jest po prostu nieziemska! Autorka napisała prawdziwą komedię i sama nie wiem, kto śmiał się głośniej — ja czy dzieci. Podczas czytania musiałam robić przerwy, bo dzieciaki przez śmiech nie rozumiały, co czytam.


Muszę zostawić kilka słów o dziadku, który jako pierwszy, dzięki obserwacji, zrozumiał, czego tak naprawdę potrzebuje kot — a mianowicie służby i spełniania jego zachcianek. Co lepsze, dziadek poszedł w tym prawie na całego.


Mama Krzysia początkowo mocno walczyła z „zasadami i potrzebami kota”, ale w końcu zrozumiała, że donikąd jej to nie doprowadzi. Była tylko niewyspana, zmęczona i znerwicowana, więc dostosowała się do kota. A nawet poszła o krok dalej — przy niej dziadek to pikuś!


Diego to niezależny terrorysta z zasadami, który potrafi wychowywać ludzi jak nikt inny. Ale jak to robi? To już musicie sprawdzić sami — i znowu się śmieję, kiedy o tym myślę.


Krzysiek opowiada nam całą historię i przejmuje się nawet wtedy, gdy mama nie chce spełniać zachcianek kota. Ula, najmłodsza w rodzinie, przez Diego nie może oglądać „Świnki Peppy”, a mimo to dalej go uwielbia. Babcia… no cóż. Mieszka w domu opanowanym przez kota. Współczuję jej serdecznie. Dlaczego? Tego też musicie dowiedzieć się sami.


O poszczególnych bohaterach już trochę Wam powiedziałam, ale muszę jeszcze dodać, że są bardzo realistyczni. Dzieci, które odpoczywają od szkoły, mama zakładająca blokadę rodzicielską i dziadkowie rozpieszczający swoje wnuki — kto z nas tego nie zna?


Pisarka zastosowała narrację pierwszoosobową, prowadzoną na zmianę przez Krzysia i kota. I muszę Wam się przyznać, że najbardziej czekałam właśnie na fragmenty opowiadane z perspektywy kota.


Regina Golińska-Barancewicz użyła ciekawego, ale jednocześnie zrozumiałego słownictwa i dodała do historii dużą dawkę humoru. Dzięki temu książka skończyła nam się zdecydowanie szybciej, niż byśmy tego chcieli.


Tak się rozbawiłam, że zapomniałabym powiedzieć, że bardzo podobały nam się również ilustracje Huberta Grajczaka. Doskonale uzupełniają tekst i świetnie pasują do charakteru całej historii.


Pisarka stworzyła niesamowitą historię. W niektórych momentach w Diego widziałam swoje koty, ale teraz chyba zaczynam je bardziej doceniać. Miauczenie pod drzwiami, żeby mogły wejść i spać, już nie wydaje mi się takie straszne. I tu znowu śmieję się sama do siebie, a Basia pyta, czy czytam już drugą część — o której marzymy wszyscy.


A nasza babcia już wie, że czeka na nią książka do przeczytania.


Polecam wszystkim tę pełną humoru i ciepła historię, opowiadającą o niezwykłej relacji człowieka i kota — nie tylko dzieciom, ale również dorosłym. Każdemu z nas potrzeba czasem odpowiedniej dawki śmiechu, nieważne, czy macie w domu takiego tygrysa, czy nie.

Egzemplarz otrzymany w ramach współpracy recenzenckiej. ❤️

„Zły wybór” – Sylvia Wyka

„Zły wybór” – Sylvia Wyka



Każdego dnia podejmujemy dziesiątki decyzji. Każda z nich może okazać się błędna, a jej konsekwencje czasem ciągną się za nami znacznie dłużej, niż moglibyśmy przypuszczać.


„Zły wybór” od samego początku narzuca szybkie tempo. Wszystko zaczyna się od wypadku samochodowego, w którym uczestniczą Lothar i Gabriel. Obaj zostają ciężko ranni, a Lothar za wszelką cenę próbuje ocalić kolegę. Niestety Gabriel, młodszy brat jego przyjaciela, umiera na jego oczach.


Po wyjściu ze szpitala Lothar bierze udział w pogrzebie, ale tragiczny wypadek nie daje mu o sobie zapomnieć. Wraca do niego w snach i mocno odbija się na jego psychice. Do tego dochodzi zniknięcie Weroniki, z którą łączyła go szczególna więź. Podczas jego pobytu w szpitalu dziewczyna po prostu znika. Lothar próbuje dowiedzieć się, co się z nią stało, jednak udaje mu się ustalić jedynie, że jej rodzice mieli wypadek, a rodzinny dom został sprzedany. Po Weronice nie ma żadnego śladu.


Chwilę później poznajemy samą Weronikę. Dziewczyna leży obolała na łóżku, a kiedy wstaje, zastanawia się, jak ktoś tak sprawnie zdołał wyczyścić jej krew z dywanu. Szybko poznajemy również jej męża, Marco, który za „nieposłuszeństwo” wymierzył jej bolesną karę.


Dowiadujemy się, że rodzice Weroniki nie żyją, a Marco odciął ją także od młodszej siostry, Ageli. Grozi, że jeśli Weronika nie będzie „grzeczna”, jej siostra trafi w miejsce znacznie gorsze od tego, w którym sama obecnie się znajduje. To właśnie strach o siostrę staje się jednym ze sposobów, dzięki którym mężczyzna ją kontroluje.


W pewnym momencie Marco nakazuje Weronice odebrać paczkę. Kiedy dziewczyna otwiera drzwi, staje w nich Lothar. Chłopak z jej przeszłości. Ten, który kiedyś zniknął bez słowa.


Niestety autorka dość szybko przenosi nas półtora roku wstecz i zaczynamy poznawać początki znajomości Lothara i Weroniki. Przyznam, że po tak mocnym początku i spotkaniu po latach miałam ochotę zostać jeszcze trochę w teraźniejszości i od razu dowiedzieć się, co wydarzy się dalej.


Szybko jednak okazało się, że nawet w przeszłości akcja nie zamierza zwalniać. Już podczas pierwszego spotkania Lothara i Weroniki trafiamy w sam środek nielegalnych wyścigów, a chwilę później razem z bohaterami uciekamy przed policją.


Od tego momentu obserwujemy, jak krok po kroku zaczyna tworzyć się między nimi relacja — od pierwszej fascynacji i wzajemnego przyciągania, przez coraz większą bliskość i pragnienie. Czy uda im się poskładać swoje życie na nowo i dokonać tym razem właściwych wyborów? Cóż… to musicie sprawdzić sami.


Autorka bardzo sprawnie bawi się czasem — najpierw pokazuje nam teraźniejszość, by za chwilę cofnąć się do przeszłości i stopniowo odsłaniać wydarzenia, które doprowadziły bohaterów do miejsca, w którym są obecnie. Wszystko obserwujemy z perspektywy Lothara i Weroniki. Dzięki narracji pierwszoosobowej możemy właściwie „wejść im do głowy”, poznać ich myśli, pragnienia, obawy i spojrzeć na wydarzenia z dwóch różnych stron.


Lothar to 26-letni mężczyzna, który po stracie mamy zostaje sam z ojcem. Ich sytuacja materialna jest bardzo trudna, dlatego jego ojciec decyduje się na współpracę z półświatkiem. Mimo życia w tak niebezpiecznym otoczeniu wychowuje syna na człowieka z zasadami — silnego, lojalnego i takiego, który właściwie niczego się nie boi. No dobrze… prawie niczego. Czego? Tego Wam już nie zdradzę.


Weronika ma zaledwie 19 lat. Jest dziewczyną z dobrego domu, a całe życie wydaje się stać przed nią otworem. Czekają ją studia, ma kochających rodziców i młodszą siostrę. Mówi, co myśli, jest odważna, silna i potrafi postawić na swoim. Niestety… tylko do czasu.


Jedna niewłaściwa decyzja sprawia, że jej życie zmienia się nie do poznania. Czy uda jej się wyrwać z sytuacji, w której się znalazła? Uciec i zacząć wszystko od nowa?


Autorka pokazuje nam, jak łatwo podjąć złą decyzję i jak jeden niewłaściwy wybór może skomplikować całe życie. Jak bardzo jego konsekwencje potrafią niszczyć człowieka od środka i jak jedno kłamstwo może pociągnąć za sobą kolejne, coraz trudniejsze do udźwignięcia.


Z drugiej strony pokazuje również, jak ogromną siłę może mieć jedna dobra myśl, jedno wspomnienie czy iskierka nadziei. Czasem właśnie to wystarcza, by przetrwać najgorsze chwile i utrzymać się na powierzchni. Bo nawet kiedy wszystko wokół się rozpada, nadzieja na lepsze jutro potrafi trzymać człowieka przy życiu do samego końca.


Autorka porusza również temat manipulacji i zastraszania. Pokazuje, jak łatwo można dać sobą manipulować i podporządkować się komuś, kiedy w rękach oprawcy znajduje się osoba, na której naprawdę nam zależy. W takiej sytuacji strach potrafi odebrać siłę, rozsądek i poczucie, że w ogóle mamy jakikolwiek wybór.


Kolejną mocną stroną tej książki jest chemia między bohaterami. Autorce naprawdę dobrze udało się pokazać wzajemne przyciąganie Lothara i Weroniki — napięcie między nimi czuć właściwie od początku. Ich relacja nie potrzebuje wielkich deklaracji, bo dużo dzieje się w spojrzeniach, gestach, bliskości i tym, jak na siebie reagują.


Równie mocno wypada napięcie i sposób, w jaki autorka buduje ciekawość czytelnika. Początkowo zastanawiałam się, czy uda jej się utrzymać je przez całą powieść — i wiecie co? Nie tylko je utrzymała, ale z każdym kolejnym rozdziałem potrafiła podsycać je jeszcze bardziej. Książka naprawdę trzyma przy sobie, a kiedy byłam zmuszona ją odłożyć, cały czas zastanawiałam się, co wydarzy się za chwilę. Niepokój o bohaterów towarzyszył mi właściwie od pierwszych stron aż do samego końca. W głowie cały czas pojawia się jedno pytanie: czy bohaterom uda się wyrwać z tego, co ich otacza, czy jednak mrok ostatecznie ich pochłonie?


Autorka pisze ciekawym i lekkim językiem, a fabuła szybko wciąga czytelnika w stworzony przez nią świat. Dzięki dynamice wydarzeń książkę właściwie czyta się sama — kolejne strony znikają jedna za drugą, a tempo nie pozwala się nudzić.


Samo zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło i zostawiło z ogromną ciekawością, co dalej spotka bohaterów. Nadal pozostaje kilka niewiadomych, przez co czuję niedosyt — ale taki, który sprawia, że po prostu chciałabym więcej. Chętnie jeszcze raz wróciłabym do Lothara i Weroniki, żeby przekonać się, dokąd zaprowadzi ich dalsza historia.


Polecam Wam tę historię, bo myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie — pożądanie i chemię między bohaterami, mroczne oblicze człowieka, trochę gangsterki, niebezpieczeństwa i pytanie, czy z raz obranej drogi naprawdę można jeszcze uciec. To historia o wyborach, ich konsekwencjach, strachu, nadziei i próbie zawalczenia o siebie, kiedy wszystko wydaje się już stracone.


Współpraca barterowa

„Sekrety domu Wintera” Alicji Czarneckiej-Suls

„Sekrety domu Wintera” Alicji Czarneckiej-Suls



Gdy zaczynamy czytać kolejną część książki, która bardzo nam się podobała, w głowie od razu pojawiają się pytania: czy będzie równie dobra, a może nawet lepsza? Oczekiwania rosną, a wraz z nimi ciekawość. Czasem niestety zdarza się, że dostajemy coś zupełnie innego, niż się spodziewaliśmy. A jak jest tym razem? Dowiecie się na końcu mojej recenzji.

Lula pędzi taksówką do wynajętego domu w Morro Jable na Fuerteventurze. Jej żołądek właśnie odmówił współpracy, więc kierowca gna na złamanie karku, a za nimi rusza policja. Gdy taksówkarz na migi wyjaśnia funkcjonariuszom sytuację, ci… eskortują Ludwikę na sygnale. Ta przygoda sporo ją kosztuje, ale najważniejsze — udaje jej się dotrzeć na czas.

Chwilę później Lula zauważa na sąsiednim podwórku starszego mężczyznę, który do niej macha. Kiedy nagle upada, rusza mu z pomocą i właśnie wtedy poznaje Dolores. Kobieta opowiada jej trochę o sobie i Ottonie, jednak atmosfera zmienia się, gdy Ludwika zdradza, że przyjechała na Fuerteventurę pisać książkę o Gustavie Winterze. Dolores momentalnie staje się chłodniejsza i bardziej zdystansowana.

Lula wykorzystuje fakt, że dojechali już Gabryś, Kris i Ada, i wraca do wynajętego domu. Po tym, jak wszyscy się rozgościli i odpoczęli, następnego dnia cała czwórka wybiera się do miasteczka. Przypadkiem trafiają do antykwariatu, gdzie wśród starych dokumentów pojawia się nazwisko Winter, a Ludwika kupuje tajemniczy notes ze zdjęciami, który należał do Ricarda Alemana.

Po powrocie, na zaproszenie Ottona, bohaterowie odwiedzają go w jego domu. Tam poznają również Jorge, syna Dolores, a gospodarz opowiada im o swoim życiu i Gustavie Winterze. Kiedy Ada wspomina o zakupionym notesie, sytuacja robi się dziwna. Jorge najpierw chce go pożyczyć, a później proponuje za niego niemal trzykrotnie wyższą cenę. Bohaterowie nie zamierzają się z nim rozstawać, więc mężczyzna ostatecznie się wycofuje.

Wydawałoby się, że wieczór zakończy się spokojnie, jednak w środku nocy Gabrysia budzi przeraźliwy krzyk. Na zewnątrz stoi Lula, a obok niej krzyczy gosposia. Na płocie wisi martwy mężczyzna. Po przybyciu policji okazuje się, że zmarły był bezdomny. Sprawa robi się jeszcze bardziej zagadkowa, gdy w jego kieszeni zostaje znaleziona wizytówka Jorge.

Dlaczego Jorge tak bardzo zależy na starym notesie? Co tak naprawdę kryją znalezione dokumenty i zdjęcia? Co bohaterowie odkryją w dzienniku Ricarda Alemana? I co łączy martwego mężczyznę z synem Dolores?

Autorka po raz kolejny stworzyła niebanalną fabułę. Tym razem bohaterowie szukają powiązań Wintera z nazistami, próbują odkryć tajemnice jego domu i dowiedzieć się, co działo się w jego podziemiach. Ich przygody przeplatane są zapisami ze starego notesu niemieckiego marynarza, które obejmują okres sprzed II wojny światowej, czas jej trwania oraz lata powojenne.

Jednym z dużych plusów książki jest to, jak autorka potrafi wpleść swoją fabułę w wydarzenia historyczne. Robi to tak naturalnie, że momentami można odnieść wrażenie, jakby opisywane wydarzenia naprawdę miały miejsce. Dzięki temu cała historia zyskuje na autentyczności, a przeszłość świetnie łączy się ze współczesną fabułą.

Akcja nie zwalnia, a autorka stopniowo buduje napięcie i podsyca ciekawość czytelnika. Podsuwa coraz więcej informacji, ale nie daje od razu odpowiedzi na najważniejsze pytania. Im więcej pytań zadają bohaterowie, tym więcej pojawia się nieboszczyków, a akcja nabiera coraz większego rozpędu. Kłopoty ich nie omijają — co rusz lądują na policji, a protokoły z ich przesłuchań… no cóż, musicie sami sprawdzić. 😄

Do tego wszystkiego autorka dokłada szczyptę humoru, co tworzy naprawdę wybuchową mieszankę. Dzięki temu, nawet kiedy robi się poważnie, historia nie traci charakterystycznej lekkości.

Kolejną rzeczą, która bardzo mi się podoba, jest to, że widać rozwój bohaterów. Autorka nie powiela ich zachowań z pierwszej części. Nadal mają swoje charakterystyczne cechy, ale widać, że wcześniejsze wydarzenia trochę ich zmieniły i wpłynęły na ich zachowanie. A warto dodać, że nasi bohaterowie mają już ponad 60 lat, a ich przygód, energii i werwy mógłby im pozazdrościć niejeden dwudziestolatek. 😄

Bardzo imponuje mi również to, jak autorka stworzyła bohaterów, pokazując ich z różnych stron i wplatając w historię także ich rodziny. Tym razem poznajemy córkę Luli oraz jej wnuczkę, a dzięki wątkowi rodzinnemu widzimy też, na kogo naprawdę można liczyć w trudnych momentach. Bohaterowie mają swoje wady i zalety, dzięki czemu stają się bliscy czytelnikowi. Popełniają błędy, wspierają się nawzajem, podejmują nie zawsze właściwe decyzje i ponoszą konsekwencje swoich wyborów.

Pisarka pokazuje również, jak jeden sekret z przeszłości może zmienić życie kilku osób, przerodzić się w obsesję i wywołać potrzebę odkrycia prawdy za wszelką cenę.

Widzimy również, jak łatwo czasem manipulować ludźmi — raz przez to, że patrzą na coś przez różowe okulary, innym razem wykorzystując ich potrzebę dotarcia do prawdy. Widać, ile szkody może to wyrządzić i jak poważne, czasem nieodwracalne, mogą być tego konsekwencje.

Z drugiej strony możemy obserwować, jak ludzie nie chcą dostrzec prawdy, pozwalają się okłamywać i prowadzić za nos, nawet kiedy wszyscy wokół próbują zwrócić im na to uwagę.

Fabuła jest ciekawa, a różne wątki w odpowiednim momencie sprytnie się łączą, tworząc spójną całość, od której ciężko było mi się oderwać. Nawet gdy musiałam odłożyć książkę, moje myśli wędrowały do świata stworzonego przez autorkę. Zastanawiałam się, co wydarzy się za chwilę — czy pojawi się kolejne ciało, a może w końcu jakieś odpowiedzi na pytania nurtujące bohaterów.

Muszę Wam jednak powiedzieć, że Alicja Czarnecka-Suls naprawdę zaskoczyła mnie końcówką. Nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń, a już na pewno nie spodziewałam się pojawienia… ale tego Wam nie zdradzę. 😄

Należy się Wam odpowiedź na pytanie postawione na początku. Autorka zachwyciła mnie drugą częścią — moim zdaniem była jeszcze lepsza niż pierwsza. Wplotła w nią romanse, rodzinne sekrety i historyczne zagadki, tworząc historię, która naprawdę mnie porwała. Co ważne, książkę można czytać również bez znajomości poprzedniej części, bo ta historia stanowi odrębną całość.

Zdecydowanie polecam ją wszystkim, którzy lubią tajemnice, rodzinne sekrety, zagadki z historią w tle i fabułę, od której trudno się oderwać. Ja bawiłam się przy niej świetnie i już jestem ciekawa, czym autorka zaskoczy mnie następnym razem. 📚❤️

Współpraca recenzencka 

„Dziewięciokolatek. Troya” – Alicja Czarnecka-Suls

„Dziewięciokolatek. Troya” – Alicja Czarnecka-Suls


Już na pierwszych stronach autorka przedstawia czytelnikowi bohaterów, co bardzo mi się spodobało. To świetne rozwiązanie – w każdej chwili podczas lektury można wrócić do tego spisu i szybko sprawdzić, kim jest dana postać. Dzięki temu łatwiej odnaleźć się w historii i nie pogubić się wśród bohaterów.

Następnie autorka wprowadza czytelnika w historię, rozpoczynając ją wydarzeniami z 1939 roku. Poznajemy fragment przeszłości związany z tajemniczą Antabą Głową Lwa, po czym fabuła przenosi nas do czasów współczesnych. Tam poznajemy głównych bohaterów w bardzo niepokojącej sytuacji. W bazylice w Czerwińsku znajdują leżącego na posadzce mnicha. Żyje, ale jest w ciężkim stanie, dlatego natychmiast wzywają pogotowie i policję. Napięcie rośnie, a wraz z nim ciekawość, co właściwie się wydarzyło. Po chwili autorka cofa się do wydarzeń sprzed tego zdarzenia, pokazując czytelnikowi, co sprowadziło bohaterów w to miejsce i jak doszło do tej sytuacji.

Luna jest reżyserką i pisarką. Otrzymuje od mnicha propozycję nagrania filmu z okazji setnej rocznicy wprowadzenia się salezjanów do klasztoru i bazyliki w Czerwińsku. Od razu się zgadza i zabiera ze sobą swojego partnera Gabriela oraz przyjaciół – Adę i Krisa. Na miejscu spotykają Petrusa, który wprowadza ich w historię klasztoru i bazyliki. Podczas oprowadzania bohaterowie poznają również fragment historii tajemniczej Antaby Głowy Lwa.

Podczas zwiedzania podziemi razem z mnichem nagle włącza się alarm. Gdy próbują wyjść, okazuje się, że drzwi są zamknięte. Wszystko wygląda tak, jakby ktoś przekręcił klucz od drugiej strony i celowo ich tam uwięził. Szybko wychodzi na jaw, że nie jest to jedyna dziwna rzecz, jaka wydarzyła się w klasztorze. Atmosfera staje się coraz bardziej tajemnicza i niepokojąca. To właśnie podczas tej wizyty dochodzi również do zdarzenia z udziałem mnicha. Czy rzeczywiście był to wypadek, a może ktoś zepchnął go z rusztowania? Po wypadku bohaterowie wchodzą w posiadanie średniowiecznego klucza, którego znaczenie dopiero przyjdzie im odkryć.

Cała czwórka wybiera się również do domu opieki, gdzie poznaje niezwykle sympatycznego zakonnika Mariana. Mężczyzna zaczyna zdradzać im historię kołatki, jednak nie zdąża opowiedzieć wszystkiego, ponieważ rozmowę przerywa pielęgniarz. Przyjaciele liczą na to, że za chwilę poznają dalszy ciąg tej opowieści, ale sytuacja nagle się komplikuje – Marian umiera. Tym samym historia pozostaje niedokończona. Gdy bohaterowie mają już wracać, zatrzymuje ich opiekunka Mariana i przekazuje Gabrysiowi tajemniczą kopertę. Dlaczego to właśnie Gabryś otrzymał kopertę? I co znajdowało się w jej środku? Tego Wam oczywiście nie zdradzę…

Autorka mistrzowsko bawi się czasem, co jakiś czas przenosząc czytelnika raz do przodu, raz do tyłu. Kilka razy złapałam się na tym, że jeszcze przed rozpoczęciem kolejnego rozdziału sprawdzałam, dokąd tym razem przerzuci mnie pisarka. Czy znów trafię do listów Dagoberta – nazisty, który podczas II wojny światowej kradł zabytki? Czy zajrzę do pamiętnika Ady? A może autorka zaskoczy mnie czymś zupełnie nowym? Muszę Wam powiedzieć, że nie zawsze takie zabiegi narracyjne dodają książce uroku, ale sposób, w jaki robi to Alicja Czarnecka-Suls, naprawdę mnie urzekł. Z każdym kolejnym rozdziałem chciałam więcej i więcej.

Kolejną rzeczą, która skradła moje serce, jest tempo akcji. W tej książce naprawdę nie ma miejsca na nudę – cały czas coś się dzieje. Fabuła przenosi nas z Polski do Niemiec, by po chwili znów wrócić do naszej ojczyzny. Autorka pokazuje historię z różnych perspektyw, dzięki czemu krok po kroku poznajemy motywy Troya – zarówno poprzez listy i wydarzenia z czasów wojennych, jak i jego późniejsze losy. Dowiadujemy się, jak potoczyło się jego życie, a nawet poznajemy historię jego wnuków. Wszystko to nadaje fabule wyjątkowego smaku i stopniowo odsłania przed czytelnikiem coraz więcej.

Na duży plus zasługuje również wplecenie w fabułę prawdziwych wydarzeń historycznych i związanych z nimi ciekawostek. Dzięki temu powieść nie tylko wciąga, ale też pozwala dowiedzieć się czegoś nowego. Fakty z przeszłości nie są jedynie tłem – świetnie współgrają z zagadką i współczesnymi losami bohaterów.

Autorka stworzyła niesamowitą sieć tajemnic. Czytelnik co chwilę ma wrażenie, że już wie, co za moment się wydarzy, ale wtedy pojawia się kolejny sekret i znów zaczynamy błądzić pośród tropów i domysłów. Poszczególne elementy układanki łączą się dopiero na samym końcu, tworząc pełny obraz wydarzeń i prowadząc nas do zakonu… ale tego Wam już nie zdradzę.

Muszę Wam się przyznać, że bardzo polubiłam bohaterów, których z każdym kolejnym rozdziałem poznajemy coraz lepiej. To czworo przyjaciół po sześćdziesiątce, którzy nadal mają w sobie ogromną ciekawość świata i chcą zostawić po sobie coś więcej. Każde z nich jest inne, ma własny charakter i sposób patrzenia na rzeczywistość, a jednocześnie świetnie się uzupełniają.

Autorka bardzo dobrze pokazuje również relacje między nimi. Czasem się sprzeczają, innym razem współpracują, wspierają się i stają za sobą murem. Mają swoje mocne strony, ale także słabości, dzięki czemu stają się prawdziwi, naturalni i bliscy czytelnikowi. Łatwo dostrzec w nich cząstkę nas samych. Ja już teraz wiem, że będę za nimi tęsknić i chętnie wybrałabym się z nimi na kolejną przygodę.

W powieści dostajemy jednak coś więcej niż tylko przygody tej czwórki. Poznajemy również ich rodziny, bliskich i kolejne osoby pojawiające się na drodze bohaterów. Postaci jest naprawdę sporo, ale wcale nie utrudnia to czytania. Autorka bardzo płynnie łączy wszystkich bohaterów i poszczególne wątki, dzięki czemu historia pozostaje przejrzysta i spójna. Dla mnie to zdecydowanie jeden z dużych plusów tej książki.

Misternie utkana przez pisarkę fabuła wciąga od pierwszych stron i sprawia, że naprawdę trudno oderwać się od książki.

Bardzo chciałabym zobaczyć ekranizację tej powieści. Jestem przekonana, że taka historia mogłaby przyciągnąć do kin naprawdę wiele osób. Podczas czytania momentami miałam wręcz wrażenie, że oglądam film – wszystko jest tak plastyczne, dynamiczne i dopracowane, że trudno uwierzyć, iż to „tylko” książka.

Wszystko jest tu dopracowane – od zwrotów akcji po drobiazgi, które z czasem zaczynają układać się w większą całość. Mam wrażenie, że nawet Dan Brown, autor „Kodu Leonarda da Vinci”, mógłby pozazdrościć Alicji Czarneckiej-Suls pomysłu, dopracowania szczegółów i sposobu, w jaki tchnęła życie w tę historię.

Polecam tę książkę przede wszystkim miłośnikom tajemnic, sekretów, zagadek i wartkiej akcji, ale tak naprawdę nie tylko im. Jestem przekonana, że każdy może znaleźć w tej historii coś dla siebie. A ja już sięgam po kolejną powieść autorki z ekscytacją i ogromną ciekawością, co tym razem dla mnie naszykowała.


Współpraca recenzencka 

„Szczęście pachnące wanilią” – Magdalena Witkiewicz

„Szczęście pachnące wanilią” – Magdalena Witkiewicz


Już na samym początku powieści Magdalena Witkiewicz przedstawia bohaterów, dając czytelnikowi możliwość spokojnego poznania ich i wejścia w świat tej historii.

Ada ledwo wiąże koniec z końcem. Prowadzi kawiarnię, która nie przynosi zbyt dużych dochodów. Samotnie wychowuje małego synka, Michała, a mężczyzna, którego kochała, okazał się oszustem i ją zostawił. W opiece nad chłopcem pomaga jej niania. Czy Adzie uda się ocalić ukochaną kawiarnię i wyjść na prostą?

Poznajemy również Magdę – mamę dwójki dzieci i żonę Adama, która stara się otworzyć gabinet dentystyczny w lokalu obok kawiarni Ady. Niestety, wszechobecna biurokracja skutecznie utrudnia jej realizację marzeń. W tym samym czasie jej mąż przeżywa kryzys wieku średniego. Kupuje nowe auto, które bardzo szybko staje się dla niego ważniejsze niż własna rodzina. Kiedy Magda nie wytrzymuje jego zachowania, zabiera dzieci i wyjeżdża do swojej mamy na wieś. Czy uda jej się otworzyć wymarzony gabinet i uratować małżeństwo? A może modlitwy Krystyny okażą się zaskakująco skuteczne?

Jej mama, Krystyna, to niezwykle barwna i pełna humoru postać. Przez długi czas gorliwie modli się o rozwód córki, jednak po rozmowie z proboszczem zmienia swoje intencje i od tej pory prosi już tylko o separację. Ten wątek wnosi do powieści sporą dawkę humoru i pokazuje jej nietuzinkowe podejście do życia.

Wśród bohaterek poznajemy również Karolinę – doktor psychologii. To pracowita, uporządkowana i ambitna kobieta, która mieszka jedynie z kotem. Pracuje od rana do wieczora, aby spłacić mieszkanie. Marzy o tym, by wkroczyć w swoją czterdziestkę u boku mężczyzny, który będzie ją rozumiał. Niestety, jak dotąd nie spotkała jeszcze odpowiedniej osoby. Czy Karolina w końcu znajdzie mężczyznę, który nie będzie kwalifikował się na terapię?

Nie sposób pominąć Natalii – mamy dwójki dzieci, w tym zaledwie tygodniowej córeczki. Niewyspana i zmęczona codziennymi obowiązkami chciałaby, aby mąż bardziej angażował się w opiekę nad dzieckiem. Coraz bardziej doskwiera jej także ciągłe przebywanie w domu i brak kontaktu z dorosłymi.

Kolejną bohaterką jest dziewięcioletnia Zuzanna – prawdziwa mała rewolucjonistka. Dziewczynka bardzo przeżywa to, że jej ukochana Milenka może trafić do piekła. Dlaczego tak uważa? Tego Wam nie zdradzę. Mogę jedynie powiedzieć, że razem z Zosieńką, ciocią Milenki, zrobią wszystko, aby temu zapobiec. Zosieńka marzy również o tym, by Milenka w końcu wyszła za mąż, dlatego postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Czy jej plan się powiedzie? O tym musicie przekonać się sami.

W powieści pojawia się także Jacek – tata Zuzanny, który samotnie wychowuje córkę. Zarówno Jacek, jak i Zuzanna oraz Zosieńka są bohaterami znanymi czytelnikom z poprzednich części serii. Mimo to autorka wprowadza ich w taki sposób, że również nowi czytelnicy bez problemu odnajdą się w tej historii.

Autorka po raz kolejny stanęła na wysokości zadania, tworząc niezwykle realistycznych bohaterów. Pokazuje ich codzienne problemy, rozterki, marzenia oraz chwile szczęścia, dzięki czemu łatwo uwierzyć w ich historie i się z nimi utożsamić.

Magdalena Witkiewicz mistrzowsko splata losy kobiet, pokazując, że w grupie siła. Bohaterki różnią się od siebie charakterami, doświadczeniami i podejściem do życia, a mimo to doskonale się uzupełniają, wspierając się nawzajem i pomagając sobie przetrwać najtrudniejsze chwile.

W tej powieści nie ma miejsca na nudę. Akcja toczy się dynamicznie, wciąga czytelnika, bawi, wzrusza i niejednokrotnie wywołuje niepokój o losy bohaterów. Nie zabrakło również momentów, podczas których dosłownie popłakałam się ze śmiechu. Siadając do lektury wieczorem, gdy w domu zrobiło się cicho, nawet nie zauważyłam, kiedy minęły kolejne godziny. Książkę odłożyłam dopiero o trzeciej nad ranem – nie dlatego, że zmorzył mnie sen, ale dlatego, że dotarłam do ostatniej strony. Już teraz odczuwam tęsknotę za bohaterami, którzy skradli moje serce, i jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się ich dalsze losy.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o tym, jak pięknie została wydana ta powieść. Okładka przyciąga wzrok i idealnie oddaje klimat całej historii, a barwione brzegi pięknie łączą się z resztą książek z tej serii. Jestem pewna, że cała seria zagości na mojej półce. Marzę o tym, aby jeszcze lepiej poznać bohaterów, sięgając po wcześniejsze części i odkrywając ich losy.

Jeśli szukacie powieści pełnej emocji, ciepła, humoru i postaci, których po prostu nie da się nie polubić, zdecydowanie polecam Wam tę historię. A ja... już czekam na kolejną część. 💜📚

📅 Premiera: 15.08.2026

🤝 Współpraca recenzencka


 „Gosia i Janek. Tajemnicze kamienie” Małgorzata Rogala

„Gosia i Janek. Tajemnicze kamienie” Małgorzata Rogala





Dziś razem z Basią zaczęłyśmy nową czytelniczą przygodę — „Gosia i Janek. Tajemnicze kamienie” Małgorzaty Rogali.

Muszę Wam przyznać, że byłam bardzo ciekawa tej książki. Znam już kilka powieści Małgorzaty Rogali dla dorosłych, dlatego tym bardziej zastanawiało mnie, jak autorka poradzi sobie z historią skierowaną do młodszych czytelników.
Gosia i Janek mają spędzić miesiąc nad morzem razem z dziadkami, ponieważ ich rodzice, którzy są policjantami, w tym czasie pracują. Bliźnięta nie mogą się już doczekać wyjazdu, jednak jak to czasem w życiu bywa, plany niespodziewanie ulegają zmianie. Zamiast na wymarzone wakacje nad morzem jadą nad jezioro do cioci Moniki.
Początkowo Gosia i Janek są zrezygnowani i rozczarowani zmianą planów, jednak szybko odkrywają, że nowe miejsce wcale nie musi być takie złe. Poznają nastoletnią Ninę i jej mamę Monikę, która – podobnie jak rodzice bliźniaków – pracuje w policji.
Pewnego deszczowego dnia bliźnięta wchodzą na strych, gdzie zauważają dwóch kręcących się w pobliżu mężczyzn. Bardzo szybko uznają, że nieznajomi zachowują się podejrzanie. „Łysy” i „Tyczka” – bo właśnie takie pseudonimy nadają im dzieci – na ich szczęście zatrzymują się osobno w pensjonacie, w którym pracuje Nina, a Gosia i Janek jadają śniadania oraz obiadokolacje.
To właśnie w tym miejscu poznają również Helę i Piotrka. Nowi znajomi szybko dołączają do Gosi i Janka i wspólnie rozpoczynają własne dochodzenie.
Podczas jednej ze swoich akcji w lesie znajdują… A tego już Wam nie zdradzę!  Jeśli chcecie dowiedzieć się, na jaki trop wpadła młoda ekipa detektywów, musicie sprawdzić sami.
Pomimo że książka skierowana jest do dzieci, podczas czytania bawiłam się naprawdę świetnie, a jeszcze większą radość sprawiało mi słyszane co chwilę: „Mamo, jeszcze jeden rozdział!” 
Autorka w bardzo fajny sposób pokazuje nam świat Gosi i Janka. Wciąga nas w ich dziecięce marzenia, emocje i codzienne przygody. Sama złapałam się na tym, że mocno kibicowałam bohaterom, aby rodzice w końcu zgodzili się na ich wymarzonego psa. 
Postacie są bardzo naturalne i prawdziwe, a momentami przypominały mi moje własne dzieci. Każde z nich jest inne, ma swój charakter, mocne strony i własny sposób patrzenia na świat. Autorka pokazuje przy tym coś bardzo ważnego – że każdy z nas jest inny, ale nie oznacza to, że jest gorszy. Wręcz przeciwnie, właśnie dzięki tym różnicom możemy się wzajemnie uzupełniać.
Na uwagę zasługuje również przystępny i zrozumiały dla dzieci język. Jeśli pojawiają się trudniejsze słowa lub wyrażenia, są one w ciekawy i naturalny sposób wyjaśniane przez dorosłych bohaterów. Dzięki temu dziecko może nie tylko śledzić losy Gosi i Janka, ale również przy okazji poznawać nowe pojęcia.
Książka jest pięknie ilustrowana, co dodatkowo przyciąga uwagę najmłodszych. My przy każdej ilustracji musiałyśmy zrobić mały postój, żeby Basia mogła dokładnie ją obejrzeć. 
Muszę również pochwalić czcionkę, która jest duża i przyjazna dla dziecka. Tekstu na poszczególnych stronach nie ma zbyt dużo, dzięki czemu młody czytelnik nie czuje się nim przytłoczony i nie zniechęca się do samodzielnego czytania.
My z Basią czytamy na zmianę i muszę Wam powiedzieć, że tym razem naprawdę chętnie czekała na swoją kolej.  A uwierzcie mi – nie przy każdej książce tak jest! 
Sama końcówka dostarczyła nam sporo emocji. Przyznam, że w pewnym momencie naprawdę zaczęłam obawiać się o dzieci i z zapartym tchem śledziłam rozwój wydarzeń.
Basi bardzo spodobało się zakończenie i już od razu zaczęła dopytywać, kiedy sięgniemy po drugi tom. Jest ogromnie ciekawa, jaką kolejną zagadkę będą musieli rozwiązać Gosia i Janek.
To była naprawdę udana, pełna emocji lektura, która dostarczyła nam wielu wrażeń, a wspólne czytanie okazało się prawdziwą przyjemnością. Jeśli szukacie książki, która zachęci dziecko do czytania, rozbudzi jego wyobraźnię i jednocześnie zapewni świetną zabawę, „Gosia i Janek. Tajemnicze kamienie” będzie doskonałym wyborem. My z pewnością sięgniemy po kolejną część. 
Copyright © 2016 po drugiej stronie książki-recenzje , Blogger