„Tajemnica Tigusa” – M.C. Rajchel


 

W naszym domu zwierzęta odgrywają naprawdę dużą rolę. Basia szczególnie kocha psy, a ja mam wrażenie, że ta miłość działa w obie strony. One jakby instynktownie wyczuwały, kiedy najbardziej ich potrzebuje. Potrafią być blisko, dawać jej poczucie bezpieczeństwa i poprawiać humor samą swoją obecnością.


Dlatego kiedy przeczytałam opis „Tajemnicy Tigusa” autorstwa M.C. Rajchel, od razu wiedziałam, że chcę sięgnąć właśnie po tę książkę. Historie, w których zwierzęta odgrywają ważną rolę, są mi szczególnie bliskie, a ta od pierwszej chwili przyciągnęła moją uwagę.


Tiguś to ciekawski pies, który wraz ze swoim przyjacielem Agrestem i innymi zwierzętami mieszka w gospodarstwie, w którym trudno narzekać na nudę. Każdy dzień przynosi nowe wydarzenia, zabawne rozmowy i sytuacje, które zwierzęcy bohaterowie komentują na swój własny, niepowtarzalny sposób.


Kiedy nadchodzi zima, a wszystko wokół pokrywa śnieg, mieszkańcy gospodarstwa korzystają z jej uroków. Nie brakuje wspólnych zabaw, spotkań z innymi zwierzętami i drobnych nieporozumień. W domu natomiast rozpoczynają się przygotowania do świąt, a wraz z nimi pojawia się pomysł, który wywoła niemałe zamieszanie.


Tiguś postanawia bowiem sprawić swoim opiekunom, nazywanym Naszym i Naszą, wyjątkowy prezent. Chciałby, aby w gospodarstwie zamieszkały pawie! Przygotowuje więc wiadomość i ukrywa ją pod choinką. W realizacji tego planu pomaga mu Agrest, choć jego pomysłowość nie zawsze idzie w parze z dyskrecją.


Ku zaskoczeniu zwierzęcych mieszkańców pewnego dnia w gospodarstwie rzeczywiście pojawiają się trzy pawie. Ich przybycie wzbudza ogromną ciekawość, ale także mnóstwo pytań. Jak poradzą sobie z zimowym chłodem? Co jedzą? Czy odnajdą się w zupełnie nowym otoczeniu?


Opiekunowie starają się zapewnić nowym mieszkańcom odpowiednie warunki, a babcia koza Miza wykorzystuje okazję, by podzielić się wspomnieniami ze swojej młodości. Jej opowieści dodatkowo rozbudzają wyobraźnię pozostałych zwierząt.


Wszystkie te wydarzenia poznajemy z perspektywy Tigusia, który z ogromną ciekawością, humorem i charakterystycznymi dla siebie komentarzami przygląda się temu, co dzieje się wokół niego. Dzięki temu nawet zwyczajne sytuacje nabierają wyjątkowego charakteru, a codzienność gospodarstwa zamienia się w pełną niespodzianek przygodę.


A bohaterowie? Oj, tutaj naprawdę jest kogo polubić! Każdy z nich ma swój charakter, własne pomysły i potrafi nieźle namieszać. Na pierwszym planie mamy oczywiście Tigusia, który z humorem opowiada o swoich przygodach i komentuje wszystko, co dzieje się wokół niego. Ale nie sposób pominąć Agresta! Ten kociak jest równie ważną częścią całej historii. Towarzyszy Tigusiowi w jego pomysłach, pomaga mu realizować niecodzienne plany, a ich rozmowy i wzajemne przekomarzanie się nieraz doprowadzały nas do śmiechu.


No i jest jeszcze babcia koza Miza! To dopiero osobowość! Jej powiedzonka, wspomnienia i zachowanie dodają całej opowieści mnóstwo uroku. Ulubionymi bohaterami Basi byli właśnie Tiguś i babcia Miza. Pies i koza — duet idealny dla mojej córki! Pozostałe zwierzaki również mają swoje pięć minut, dzięki czemu cała ta gromadka tworzy naprawdę barwną i sympatyczną ekipę.


Muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się język, jakim posługuje się autorka. Jest barwny, pełen humoru, zabawnych powiedzonek i takich sformułowań, przy których nieraz uśmialiśmy się do łez! Uwielbiam, kiedy ktoś potrafi bawić się słowem, a tutaj zdecydowanie tego nie brakuje. Do tego te wszystkie komentarze Tigusia, jego przemyślenia i rozmowy z pozostałymi zwierzakami. Niektóre dialogi były tak pomysłowe, że jeszcze długo wspominaliśmy je po zakończeniu czytania. Szczególnie przypadły mi do gustu nieco staroświeckie zwroty i nietypowe powiedzonka, które dodają tej opowieści uroku. Wszystko razem tworzy świetny klimat i sprawia, że od książki naprawdę trudno się oderwać.


Podoba mi się również to, że za codziennymi perypetiami mieszkańców gospodarstwa kryje się coś więcej. Historia pokazuje też, jak ważna jest wrażliwość na potrzeby innych i reagowanie wtedy, gdy komuś dzieje się krzywda. Zwierzęta, choć same mają swoje małe i większe problemy, potrafią dostrzec tych, którzy potrzebują wsparcia. To piękny element tej historii, bo takie wartości nie są tutaj podawane dzieciom w formie pouczeń, lecz naturalnie wynikają z wydarzeń. I właśnie to bardzo sobie cenię.


Nie mogę też nie wspomnieć o samym wydaniu książki, bo naprawdę robi świetne wrażenie! Piękne ilustracje autorstwa Julii Jarży-Brataniec doskonale pasują do opisywanych przygód i sprawiają, że jeszcze przyjemniej zagłębia się w świat Tigusia i jego przyjaciół. Duży druk i przyjazna, czytelna czcionka to kolejny ogromny plus, szczególnie dla dzieci, które dopiero zaczynają swoją przygodę z samodzielnym czytaniem. Całość jest bardzo ładnie przygotowana i aż chce się przewracać kolejne strony, żeby zobaczyć, co czeka na nas dalej.


Najbardziej urzekła mnie atmosfera panująca w tym niezwykłym gospodarstwie. To miejsce rządzi się własnymi prawami, a jego mieszkańcy tworzą barwną społeczność pełną charakterystycznych osobowości. Każdy ma tutaj coś do powiedzenia, własne przyzwyczajenia i sposób patrzenia na świat. Z czasem człowiek zaczyna traktować tę niezwykłą gromadkę niemal jak dobrych znajomych i z ciekawością śledzi ich losy. Aż chciałoby się zajrzeć do tego gospodarstwa, usiąść gdzieś z boku i przez chwilę posłuchać, o czym tym razem rozprawiają Tiguś, Agrest i babcia Miza.


Co ciekawe, naszą przygodę z Tigusiem i jego zwariowaną gromadką rozpoczęliśmy od drugiej części! Teraz pora nadrobić zaległości i sięgnąć po „Psikusy Tigusa”, bo zdecydowanie mamy ochotę spędzić z tymi bohaterami jeszcze więcej czasu. A znając Basię, długo nie pozwoli mi odkładać tego spotkania!


A samo zakończenie? Pozostawiło mnie z nadzieją, że to jeszcze nie koniec przygód Tigusia i jego zwariowanej gromadki. Chętnie wróciłabym do tego gospodarstwa po raz kolejny!


A największą radość sprawia mi to, że Basia już tęskni za swoimi ulubionymi bohaterami. To chyba najpiękniejsza recenzja, jaką może otrzymać książka dla dzieci. Bo kiedy po zakończeniu lektury mały czytelnik nadal myśli o jej bohaterach i chciałby ponownie znaleźć się w ich świecie, to znaczy, że ta historia naprawdę trafiła do jego serca.


Polecam tę książkę wszystkim miłośnikom zwierzęcych historii, zarówno do rodzinnego czytania, jak i samodzielnego odkrywania przez młodszych czytelników. To opowieść, która pobudza wyobraźnię i pozwala spojrzeć na świat zwierząt z zupełnie innej perspektywy.


Reklama | Egzemplarz książki otrzymałam w ramach współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem Novae Res.

Brak komentarzy:

Copyright © 2016 po drugiej stronie książki-recenzje , Blogger