"Nie dotykać eksponatów” – Katarzyna Pyrz


Chodząc do muzeów, pałaców czy galerii, zawsze zachwycałam się tym, co widzę — pięknem wnętrz, ekspozycjami, historią zamkniętą w murach i przedmiotach. Nigdy jednak nie zastanawiałam się, ile pracy i ile niewidocznych rąk potrzeba, aby wszystko wyglądało tak, jakby magia działa się tam sama. Ludzie, których mijałam, pozostawali gdzieś na drugim planie. Dzięki tej książce wiem, że następnym razem spojrzę na takie miejsca zupełnie inaczej. Z większą ciekawością, uważnością i świadomością, że za zachwytem, który widzi odwiedzający, stoi cały niewidoczny świat ludzi dbających o każdy szczegół. I chyba właśnie to najbardziej lubię w książkach — że potrafią zmienić sposób, w jaki patrzymy na coś, co wcześniej wydawało nam się zupełnie zwyczajne.

Akcja książki przenosi nas do zabytkowego Pałacu Mieroszewskich, miejsca pełnego historii, wyjątkowych wnętrz i cennych eksponatów. Jednak za pięknem, które widzą odwiedzający, kryje się codzienna praca całego zespołu ludzi dbających o to, aby wszystko funkcjonowało tak, jak powinno.

Do tego świata dołącza Ewelina, nowa pracownica, która dopiero poznaje zasady panujące w Pałacu, jego zakamarki oraz swoich współpracowników. Szybko okazuje się, że pod spokojną powierzchnią codziennych obowiązków kryje się znacznie więcej — relacje, sympatie, konflikty, plotki i tajemnice.

Szczególną rolę odgrywa Justyna, która lubi wiedzieć, co dzieje się wokół niej. Uważnie obserwuje innych, zbiera informacje i chętnie przekazuje je dalej, przez co potrafi nieźle namieszać w życiu współpracowników.

W tym samym czasie Ewelina coraz bardziej interesuje się Leszkiem, a życie zawodowe zaczyna przeplatać się z prywatnymi emocjami. W Pałacu trwają również przygotowania do wernisażu, który angażuje pracowników i przynosi kolejne komplikacje. Za kulisami pojawiają się bowiem działania, które niekoniecznie powinny ujrzeć światło dzienne, a niektóre sekrety zaczynają powoli wychodzić na jaw.

Czytając tę książkę, bardzo dobrze się bawiłam. Pisarka potrafiła w jednej chwili oczarować mnie wnętrzami Pałacu, a za chwilę rozbawić do łez.

Autorka posługuje się prostym językiem, dzięki czemu książkę czyta się szybko i lekko. Nie znajdziecie w niej zbędnych opisów — jest za to dużo dobrego humoru, a momentami nawet łzy ze śmiechu.

Bardzo polubiłam bohaterów — z ich problemami, humorem, marzeniami i całą codziennością. Z każdą kolejną stroną stawali mi się coraz bliżsi, aż w pewnym momencie miałam wrażenie, jakbym naprawdę ich znała.

Justyny jest wszędzie pełno. Potrafi świetnie obserwować to, co dzieje się wokół niej, ale równie dobrze umie podsłuchiwać i pojawiać się znikąd dokładnie wtedy, kiedy coś się dzieje.

Ewelina marzy o mężu i bliskości drugiej osoby. Widać, że bardzo zależy jej na tym, by w końcu znaleźć kogoś, z kim mogłaby stworzyć prawdziwy związek.

Zosia ma w sobie dużo troski o innych. Zawsze potrafi zauważyć, kiedy ktoś potrzebuje wsparcia, i chętnie wyciąga pomocną dłoń.

Barbara to kierowniczka z krwi i kości — konkretna, zorganizowana i pilnująca, żeby wszystko było zrobione tak, jak należy.

Adam to spokojny i opanowany ochroniarz, który lubi mieć wszystko na oku, a gdy tylko trafia mu się chwila spokoju, najchętniej sięga po krzyżówkę.

Lesio to prawdziwa złota rączka i jednocześnie typ imprezowicza, który lubi dobrą zabawę. Z czasem jednak poznajemy też jego bardziej samotną stronę i dowiadujemy się, że mimo pozornej beztroski brakuje mu bliskości drugiej osoby.

Katarzyna Pyrz pokazuje, jak ważne w życiu człowieka są miłość, bliskość i potrzeba drugiej osoby. Przypomina, że nawet ci, którzy na co dzień sprawiają wrażenie silnych i samowystarczalnych, również potrzebują kogoś, z kim mogą dzielić swoje emocje, radości i codzienność.

Książka pokazuje również, że pod codziennym humorem, drobnymi konfliktami i zabawnymi sytuacjami kryją się bardzo ludzkie potrzeby — bycia zauważonym, akceptowanym i potrzebnym. Bohaterowie mają swoje słabości, marzenia i chwile zwątpienia, a niektórzy dopiero z czasem odkrywają, czego tak naprawdę brakuje im w życiu. Autorka przypomina też, że czasem wystarczy zmiana perspektywy, aby dostrzec w sobie możliwości, o których wcześniej nawet nie mieliśmy pojęcia.

Pałac Mieroszewskich nie jest tutaj jedynie tłem wydarzeń. Poznajemy go od środka — poprzez jego zabytkowe wnętrza, eksponaty, historię, codzienne obowiązki i ludzi, którzy każdego dnia dbają o to miejsce. Dzięki temu zaczyna żyć własnym rytmem i staje się jednym z najważniejszych elementów całej historii.

Bardzo podobało mi się również to, że książka ma tak wyraźny regionalny charakter i przybliża miejsce związane z Zagłębiem Dąbrowskim. Po lekturze naprawdę nabiera się ochoty, żeby zobaczyć Pałac Mieroszewskich na własne oczy.

Sam tytuł również bardzo dobrze wpisuje się w pałacową codzienność, bo dbanie o eksponaty i pilnowanie zasad jest przecież jednym z elementów pracy osób, które poznajemy na kartach książki.

Jedyne, czego żałuję, to że jeden z wątków pozostał niedokończony. Mam jednak wrażenie, że był to celowy zabieg autorki — taki, który zostawia czytelnika z lekkim niedosytem i jeszcze większą ciekawością.

Zakończenie książki bardzo mnie zaskoczyło, a czym — musicie sami sprawdzić.

Polecam tę książkę wszystkim, którzy lubią się pośmiać, cenią lekkie historie pełne barwnych bohaterów i chętnie zaglądają za kulisy miejsc, które na co dzień oglądamy tylko jako zwiedzający.

Jestem bardzo ciekawa, gdzie pisarka zabierze nas w kolejnej książce i co tym razem nam zaserwuje.

Współpraca recenzencka

Brak komentarzy:

Copyright © 2016 po drugiej stronie książki-recenzje , Blogger