„Skarpetki kontra nicość, czyli kosmiczna misja Otulistópek” – Justyna Bednarek
Już na samym początku autorka pamięta zarówno o tych, którzy znają poprzednią część, jak i o czytelnikach sięgających po serię po raz pierwszy. Nowym krótko wyjaśnia, co wydarzyło się wcześniej, a pozostałych z uśmiechem odsyła dalej. Bardzo podoba mi się taki zabieg — nie ma niepotrzebnego powtarzania, a jednocześnie nikt nie czuje się zagubiony.
Skarpetki ruszają na pomoc królewskiemu doradcy. Wybrana przez detektywa Pinkertona ekipa wyrusza w kosmos, jednak już na samym początku tej niezwykłej podróży pasażerowie sandała zaczynają się kłócić.
Autorka daje nam nawet możliwość zajrzenia do domu małej Bi i zobaczenia, co dzieje się tam w czasie, gdy załoga sandała przemierza kosmos.
Docierają do stalowych drzwi, za którymi czekają srebrzyste rakiety. Skarpetoludek zamawia dla całej ekipy kombinezony, jednak gdy tylko się oddala, dzieje się coś bardzo dziwnego. Mała myszka, córka Mysiej Mamy, nagle zaczyna zachowywać się zupełnie nie jak ona — robi się strasznie niegrzeczna i ucieka.
Kiedy Skarpetoludek wraca z kombinezonami, prawie wszyscy szybko się przebierają. Nagle pojawia się również mała myszka, ale coś się nie zgadza… Jej głos, oczy, a nawet rozmiar wydają się inne. Nie ma jednak czasu na długie zastanawianie się. W obawie, że królewski doradca zniknie, wszyscy przyjmują jej tłumaczenie, że po prostu rośnie. Pakują się do sandała i ruszają dalej.
Jednak już na Drodze Mlecznej czeka ich niespodziewany przystanek. Wpadają w poślizg, a chwilę później okazuje się, że przypadkiem zniszczyli sukienkę z czarnej materii. Jakby tego było mało, zostają pojmani przez białe karły.
Szybko okazuje się, że trafili w ręce Galaktycznej Śnieżki, która nakazuje im naprawić zniszczoną sukienkę.
Mysia Mama podejmuje się tego zadania, jednak zamiast naprawić sukienkę, wpada na zupełnie inny pomysł. Z czarnej materii tworzy pokrowiec na sandała, dzięki któremu staje się on niewidoczny. Korzystając z okazji, cała ekipa szybko odlatuje.
Niestety nie docierają daleko. Wpadają bowiem na rakietę Sławosza, odbijają się od niej i trafiają prosto na planetę, na której spotykają pięciu brodaczy. To właśnie oni opowiadają przybyszom, jak powstała czarna materia, a następnie wskazują im drogę na Planetę Nicości.
Zanim jednak bohaterowie ruszą dalej, mała myszka częstuje wszystkich ciasteczkami i… rozpętuje się kłótnia, jakiej jeszcze nie było.
Dzieci z niecierpliwością wyczekiwały, co wydarzy się dalej, a w przerwach debatowały nad tym, co bohaterowie powinni zrobić.
W książce nie ma miejsca na nudę. Fabuła jest pełna przygód, tajemnic i odrobiny humoru, dzięki czemu powstała prawdziwa mieszanka wybuchowa, trzymająca małego czytelnika w napięciu. Chociaż zdradzę Wam w sekrecie, że ja również z niecierpliwością czekałam, jak potoczą się losy bohaterów. Najbardziej interesowały nas losy kalesonów i mysiej córeczki. A dlaczego? Tego już Wam nie zdradzę. 😄🧦🐭🚀
Pisarka pokazuje swoim czytelnikom, że czasem podróż do celu nie jest łatwa, ale kiedy naprawdę chcemy do niego dotrzeć, nic nie jest w stanie nam przeszkodzić. Każdy kłopot i niepowodzenie może zamienić się w kosmiczną przygodę — ważne, by być wytrwałym i nie poddawać się od razu. Robi to w bardzo przystępny sposób, stawiając kosmiczną brygadę co chwilę przed kolejną przeszkodą.
Autorka ma bardzo lekkie pióro, dzięki czemu książkę praktycznie czyta się sama. Piękne, kolorowe ilustracje przykuwają uwagę dziecka, a tekst jest ciekawie rozmieszczony — na jednych stronach jest go więcej, na innych mniej. Taki układ sprawia, że dzieci, które mają problemy z czytaniem albo dopiero nabierają w nim pewności, nie są od razu przestraszone dużą ilością tekstu.
A co najważniejsze — tam, gdzie tekstu jest więcej, w jakiś magiczny sposób zawsze wypada moja albo Piotra kolej na czytanie.
Dzieciakom bardzo podobało się zakończenie — śmiały się przy nim strasznie. A z czego? Cóż… tego już musicie dowiedzieć się sami.
Polecam tę książkę rodzicom z małymi dziećmi — na pewno nie będziecie się przy niej nudzić, nawet czytając ją w kółko. Sprawdzi się również u starszych dzieci, które dzięki takim historiom mogą pokochać czytanie, a przy okazji dowiedzieć się trochę o przyjaźni, oddaniu i lojalności, a przede wszystkim o odpowiedzialności za innych.
A Wam, dorosłym, też ją polecam — przecież czasem każdy z nas powinien pozwolić sobie poczuć swoje wewnętrzne dziecko. ❤️📚🧦
Egzemplarz otrzymany w ramach współpracy recenzenckiej. ❤️

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz