„Dzieci ostatnich żniw” – K.T. Galloway
Napięcie czuć od pierwszych stron, a z każdym rozdziałem autorka podsyca je jeszcze bardziej. Kiedy myślałam, że już bardziej się nie da, pisarka szybko wyprowadzała mnie z błędu. Rzadko podczas czytania wszystko aż tak kołacze mi się w środku, tutaj jednak to uczucie prawie nie ustępowało. Może dlatego, że chodzi o porwane dziewczynki.
Klimat książki bardzo wpisał się w moje upodobania — mroczna historia z wieloma wątkami. Pozornie wydaje się czytelnikowi, że wie, dokąd to wszystko prowadzi, ale z każdą chwilą okazuje się, że wszystko jest o wiele bardziej zagmatwane.
Poznajemy zmęczoną Maggie, będącą w zaawansowanej ciąży, która bawi się ze swoją czteroletnią córeczką Orlą w chowanego. Niewinna zabawa zmienia się jednak w scenę z horroru. Mama nigdzie nie może znaleźć dziecka. Z każdą minutą jej przerażenie rośnie, a wraz z nim irytacja na ojca dziewczynki, który dwa miesiące wcześniej zniknął bez słowa.
Maggie zauważa otwartą furtkę, a świadomość, że niedaleko domu znajduje się bagno, tylko potęguje jej przerażenie. Wychodzi, aby sprawdzić, czy Orli nie ma gdzieś w pobliżu. Kiedy wraca, znajduje na drzwiach uplecioną z kukurydzy laleczkę.
Następnie poznajemy Annie podczas sesji z uzależnionym mężczyzną, który niedawno wyszedł z więzienia. Szybko dowiadujemy się, że sama nie jest szczęśliwa. Mieszka w swoim gabinecie, a wszystkie pieniądze wydaje na detektywa, który poszukuje jej zaginionej siostry.
W pewnym momencie zauważa artykuł o zaginionej dziewczynce i szybko rozpoznaje poszukiwanego ojca dziecka — okazuje się, że to jej pacjent.
Następnego dnia zjawia się na policji na przesłuchaniu. Pod koniec rozmowy Swift oznajmia, że chce wciągnąć ją do swojego zespołu, ponieważ potrzebuje kogoś, kto pomoże mu dotrzeć do matki dziewczynki.
W drodze do mamy Orli na jaw wychodzi mroczny sekret z życia Annie. Jesteście ciekawi, jaki?
Rozmowa z Maggie nie przynosi jednak żadnych nowych informacji. Wtedy dzwoni telefon komisarza i okazuje się, że…
A pytań jest znacznie więcej… Co stało się z Orlą? Dlaczego jej ojciec zniknął bez słowa? Co wydarzyło się z siostrą Annie? I dokąd zaprowadzi psycholożkę sprawa, w którą właśnie została wciągnięta?
Kiedy musiałam odłożyć książkę na bok, czułam poddenerwowanie. Bardzo chciałam wiedzieć, dokąd prowadzi nowy trop, jak wszystko wiąże się z porwaniem, co dzieje się z dziewczynkami, czy żyją, a może już szukają tylko ciał. Autorka nie pokazuje odpowiedzi — mnoży pytania, które ciągle dudnią w głowie.
Muszę Wam wspomnieć o samych bohaterach. Annie to młoda psychoterapeutka, trochę znudzona swoją dotychczasową pracą. Przebyta trauma z dzieciństwa kładzie się cieniem na jej życiu. Podczas dochodzenia poznajemy jej wnikliwy umysł, który potrafi łączyć wszystkie kropki w całość. Jest zaangażowana i nawet pomimo ogromnego zmęczenia nie odpuszcza. Uparta, zdeterminowana i gotowa drążyć temat tak długo, aż znajdzie odpowiedzi. Nie lubi pytań, które pozostają bez odpowiedzi.
Komisarz Swift jest bardzo zagadkową osobą. Widać, że lubi psycholożkę, ale wiemy też, że ma żonę, która z dnia na dzień zniknęła. Nie mówi zbyt wiele o sobie, a jednocześnie daje Annie poczucie bezpieczeństwa. Ona z kolei staje się go coraz bardziej ciekawa. Swift jest prawdziwym przywódcą zespołu i za wszelką cenę stara się rozwiązać sprawę porwań.
Bardzo podoba mi się ten duet — detektyw i psycholog — a wszystko dopełniają pozostali członkowie zespołu.
Muszę jeszcze wspomnieć o narratorze. Opowiadał o bohaterce i jej emocjach, wprowadzał czytelnika w jej świat i sprawiał, że coraz bardziej się do niej przywiązywał. Postacie i świat wydawały się tak rzeczywiste, że finał uderzył we mnie z ogromną siłą i jeszcze długo nie dawał mi o sobie zapomnieć.
Książka jest napisana lekkim językiem, dzięki czemu czytelnik znika w wykreowanym świecie i nie chce z niego wychodzić.
Akcja książki toczyła się szybko. Nie znajdziecie w niej zbędnych opisów — wszystko dzieje się w mgnieniu oka. Z jednej strony jest to dużym plusem, ale z drugiej czytelnik chce więcej. Mam nadzieję, że będzie to seria i że będzie mi dane lepiej poznać bohaterów, bo czuję po tej historii spory niedosyt.
Zakończenie bardzo mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw i nie udało mi się zgadnąć, kto jest porywaczem. Autorka bardzo sprawnie dopina wszystkie wątki i łączy pajęczynę zdarzeń w jedną, zaskakującą całość. Jestem pod dużym wrażeniem.
Jeśli lubicie mroczne, niepokojące historie, które od pierwszych stron zaciskają pętlę napięcia i nie pozwalają spokojnie odłożyć książki, „Dzieci ostatnich żniw” zdecydowanie powinny trafić na Waszą listę. Tylko ostrzegam — to lektura dla osób o naprawdę mocnych nerwach.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz