„Skarpetki kontra nicość, czyli kosmiczna misja Otulistópek” – Justyna Bednarek

„Skarpetki kontra nicość, czyli kosmiczna misja Otulistópek” – Justyna Bednarek



Już na samym początku autorka pamięta zarówno o tych, którzy znają poprzednią część, jak i o czytelnikach sięgających po serię po raz pierwszy. Nowym krótko wyjaśnia, co wydarzyło się wcześniej, a pozostałych z uśmiechem odsyła dalej. Bardzo podoba mi się taki zabieg — nie ma niepotrzebnego powtarzania, a jednocześnie nikt nie czuje się zagubiony.

Skarpetki ruszają na pomoc królewskiemu doradcy. Wybrana przez detektywa Pinkertona ekipa wyrusza w kosmos, jednak już na samym początku tej niezwykłej podróży pasażerowie sandała zaczynają się kłócić.

Autorka daje nam nawet możliwość zajrzenia do domu małej Bi i zobaczenia, co dzieje się tam w czasie, gdy załoga sandała przemierza kosmos.

Docierają do stalowych drzwi, za którymi czekają srebrzyste rakiety. Skarpetoludek zamawia dla całej ekipy kombinezony, jednak gdy tylko się oddala, dzieje się coś bardzo dziwnego. Mała myszka, córka Mysiej Mamy, nagle zaczyna zachowywać się zupełnie nie jak ona — robi się strasznie niegrzeczna i ucieka.

Kiedy Skarpetoludek wraca z kombinezonami, prawie wszyscy szybko się przebierają. Nagle pojawia się również mała myszka, ale coś się nie zgadza… Jej głos, oczy, a nawet rozmiar wydają się inne. Nie ma jednak czasu na długie zastanawianie się. W obawie, że królewski doradca zniknie, wszyscy przyjmują jej tłumaczenie, że po prostu rośnie. Pakują się do sandała i ruszają dalej.

Jednak już na Drodze Mlecznej czeka ich niespodziewany przystanek. Wpadają w poślizg, a chwilę później okazuje się, że przypadkiem zniszczyli sukienkę z czarnej materii. Jakby tego było mało, zostają pojmani przez białe karły.

Szybko okazuje się, że trafili w ręce Galaktycznej Śnieżki, która nakazuje im naprawić zniszczoną sukienkę.

Mysia Mama podejmuje się tego zadania, jednak zamiast naprawić sukienkę, wpada na zupełnie inny pomysł. Z czarnej materii tworzy pokrowiec na sandała, dzięki któremu staje się on niewidoczny. Korzystając z okazji, cała ekipa szybko odlatuje.

Niestety nie docierają daleko. Wpadają bowiem na rakietę Sławosza, odbijają się od niej i trafiają prosto na planetę, na której spotykają pięciu brodaczy. To właśnie oni opowiadają przybyszom, jak powstała czarna materia, a następnie wskazują im drogę na Planetę Nicości.

Zanim jednak bohaterowie ruszą dalej, mała myszka częstuje wszystkich ciasteczkami i… rozpętuje się kłótnia, jakiej jeszcze nie było.

Dzieci z niecierpliwością wyczekiwały, co wydarzy się dalej, a w przerwach debatowały nad tym, co bohaterowie powinni zrobić. 

W książce nie ma miejsca na nudę. Fabuła jest pełna przygód, tajemnic i odrobiny humoru, dzięki czemu powstała prawdziwa mieszanka wybuchowa, trzymająca małego czytelnika w napięciu. Chociaż zdradzę Wam w sekrecie, że ja również z niecierpliwością czekałam, jak potoczą się losy bohaterów. Najbardziej interesowały nas losy kalesonów i mysiej córeczki. A dlaczego? Tego już Wam nie zdradzę. 😄🧦🐭🚀

Pisarka pokazuje swoim czytelnikom, że czasem podróż do celu nie jest łatwa, ale kiedy naprawdę chcemy do niego dotrzeć, nic nie jest w stanie nam przeszkodzić. Każdy kłopot i niepowodzenie może zamienić się w kosmiczną przygodę — ważne, by być wytrwałym i nie poddawać się od razu. Robi to w bardzo przystępny sposób, stawiając kosmiczną brygadę co chwilę przed kolejną przeszkodą.

Autorka ma bardzo lekkie pióro, dzięki czemu książkę praktycznie czyta się sama. Piękne, kolorowe ilustracje przykuwają uwagę dziecka, a tekst jest ciekawie rozmieszczony — na jednych stronach jest go więcej, na innych mniej. Taki układ sprawia, że dzieci, które mają problemy z czytaniem albo dopiero nabierają w nim pewności, nie są od razu przestraszone dużą ilością tekstu.

A co najważniejsze — tam, gdzie tekstu jest więcej, w jakiś magiczny sposób zawsze wypada moja albo Piotra kolej na czytanie. 

Dzieciakom bardzo podobało się zakończenie — śmiały się przy nim strasznie. A z czego? Cóż… tego już musicie dowiedzieć się sami. 

Polecam tę książkę rodzicom z małymi dziećmi — na pewno nie będziecie się przy niej nudzić, nawet czytając ją w kółko. Sprawdzi się również u starszych dzieci, które dzięki takim historiom mogą pokochać czytanie, a przy okazji dowiedzieć się trochę o przyjaźni, oddaniu i lojalności, a przede wszystkim o odpowiedzialności za innych.

A Wam, dorosłym, też ją polecam — przecież czasem każdy z nas powinien pozwolić sobie poczuć swoje wewnętrzne dziecko. ❤️📚🧦

Egzemplarz otrzymany w ramach współpracy recenzenckiej. ❤️

„Sandałem w Czarną Dziurę, czyli kosmiczne urodziny skarpetek” – Justyna Bednarek

„Sandałem w Czarną Dziurę, czyli kosmiczne urodziny skarpetek” – Justyna Bednarek

 


Zielona Skarpetka, detektyw Pinkerton, organizuje przyjęcie, i to nie byle jakie, bo swoje urodzinowe. Obchodzi bowiem 10. urodziny! Z pomocą Ekspresowej Moli zaprosił wszystkich, udekorował wszystko, przygotował przystawki oraz tort i z niecierpliwością czekał na swoich gości.

Powoli zaczęli się zjawiać, jeden po drugim, przechodząc przez wszystkim dobrze znaną dziurę pod pralką. Każdy z gości opowiadał o swoim życiu i przygodach, których Wam oczywiście nie zdradzę…

Po rozmowach i śmiechach nastała kolej na tańce. I właśnie wtedy pojawił się srebrny skarpetkoludek, który przybył z przyszłości i zaczął opowiadać historię czwartej skarpetki i Czarnej Dziury… Cóż to była za przygoda!

Wszystko robi się jeszcze ciekawsze, gdy nagle pojawia się złowroga skarpetka odpowiedzialna za wszystkie nieszczęścia i chce… No właśnie. Czy uda jej się wcielić w życie swój okrutny plan?

Justyna Bednarek porusza w książce ważne kwestie, przemycając je subtelnie między wierszami. Pokazuje, że nieważne, jak źle bywa, trzeba wierzyć, że wszystko może się udać. Bez tej wiary trudno cokolwiek osiągnąć, ale jeśli naprawdę mocno wierzymy i się nie poddajemy, może się okazać, że nie ma rzeczy niemożliwych.

Kolejnym pięknym przesłaniem jest przyjaźń. Jeśli mamy obok siebie kogoś, na kogo możemy liczyć, sytuacja nigdy nie jest do końca przegrana. Zawsze może znaleźć się ktoś, kto wyciągnie do nas pomocną dłoń i pomoże wtedy, gdy najbardziej tego potrzebujemy.

Pisarka już od pierwszych stron wzbudziła ciekawość moich małych czytelników, dzięki czemu słuchali i czytali jak zaczarowani. Dużym plusem jest również język, jakim posługuje się Justyna Bednarek. Jest prosty i zrozumiały, a jeśli pojawiają się trudniejsze słowa, od razu zostają wyjaśnione. Dzięki temu dziecko nie ma problemu ze zrozumieniem treści i może bez przeszkód skupić się na samej historii.

Na uwagę zasługuje również samo wydanie. Książka jest piękna i kolorowa. Po przeczytaniu każdej strony dzieciaki zatrzymywały się, oglądały ilustracje i opowiadały, co na nich widzą. Widziałam, jak ich wyobraźnia zaczyna pracować, a niedokończona jeszcze historia powoli ożywa w ich głowach.

Poza pięknymi ilustracjami muszę wspomnieć o czymś bardzo istotnym – czcionka i wielkość liter są naprawdę przyjazne dziecku. Nasza Basia, która zazwyczaj nie przepada za samodzielnym czytaniem i zdecydowanie woli słuchać, tym razem z niecierpliwością czekała na swoją kolej, żeby przeczytać fragment na głos.

I największa niespodzianka czeka na końcu – miejsce na narysowanie własnej skarpetki i napisanie o niej najważniejszych rzeczy. U nas na razie trwają sprzeczki o to, kto zajmie którą stronę – dzieci jest dwoje, a strony są trzy. 

Polecam Wam serdecznie tę historię, która wciąga małego czytelnika do swojego świata, oczarowuje go i zachęca do tworzenia własnej małej opowieści. A jak wiemy, nie ma nic lepszego niż kreatywna zabawa, która przy okazji pobudza dziecięcą wyobraźnię. 


Egzemplarz otrzymany w ramach współpracy recenzenckiej. ❤️

„Dziadek naszego kota”- Regina Golińska-Barancewicz

„Dziadek naszego kota”- Regina Golińska-Barancewicz

 



Dziesięcioletni Krzysiek wprowadza nas do swojego świata. Opowiada o swojej wakacyjnej wolności, nudnych i całkiem zwyczajnych wakacjach, o siostrze, mamie oraz babci od zadań specjalnych, która potrafiła właściwie wszystko.


Potem przychodzi czas na dziadka, który był leśnikiem. Kochał rośliny, zwierzęta, książki i morze, no i oczywiście swoje wnuki. Był poczciwym człowiekiem.


Na samym końcu poznajemy kota Diego — nie byle jakiego kota: rasowego, puchatego i skutecznie ignorującego wszystkich. Każdy nazywał futrzaka inaczej, gdy ten pojawił się w życiu babci i dziadka. Babunia się nim zajmowała, dziadek natomiast go ignorował, bo kto to słyszał, żeby tłumić kocią naturę.


Wszystko zmieniło się, gdy babcia wyruszyła rozpieszczać swoje wnuki już nie na odległość, a dziadek — pomimo obaw reszty rodziny — został sam z kotem.


Gdy zostali przyjaciółmi, stworzyli własne rytuały — zarówno w dzień, jak i w nocy. Nagle okazało się, że kot je w nocy, nie lubi sąsiada, a jedzenie musi być przygotowywane na jego oczach. To jednak tylko kilka z dziwactw tego sierściucha.


I tu zaczyna się nasza akcja, gdy babcia dzwoni z propozycją — dziadkowie mają jechać nad morze i trzeba zająć się kotem. Mama od razu zgadza się przyjąć Diego do siebie, ale szybko okazuje się, że nie będzie to takie proste.


Kot nie lubi jeździć samochodem, musi mieć balkon, bo tylko tam je śniadanie, potrzebuje też szafy, żeby odreagować nieprzyjemności, oraz pościelonego łóżka. Ale to jeszcze nie wszystko! Kota trzeba położyć na zaścielonym kawałku, a rano posłanie sprzątnąć, bo Diego nie lubi spać na czymś, co leży przygotowane przez całą dobę.


Mama słuchała tych wszystkich instrukcji i nie dowierzała.


Rodzicielka bierze więc urlop i razem z Krzysiem oraz Ulą rusza na przygodę ich życia — z kotem i jego 15-stronicową instrukcją obsługi, przygotowaną specjalnie przez dziadka.


Więcej Wam z fabuły nie zdradzę, choć kusi mnie niezmiernie.


Muszę Wam powiedzieć, że dawno mnie nic tak nie ubawiło. Śmialiśmy się do łez całą trójką. Książka jest po prostu nieziemska! Autorka napisała prawdziwą komedię i sama nie wiem, kto śmiał się głośniej — ja czy dzieci. Podczas czytania musiałam robić przerwy, bo dzieciaki przez śmiech nie rozumiały, co czytam.


Muszę zostawić kilka słów o dziadku, który jako pierwszy, dzięki obserwacji, zrozumiał, czego tak naprawdę potrzebuje kot — a mianowicie służby i spełniania jego zachcianek. Co lepsze, dziadek poszedł w tym prawie na całego.


Mama Krzysia początkowo mocno walczyła z „zasadami i potrzebami kota”, ale w końcu zrozumiała, że donikąd jej to nie doprowadzi. Była tylko niewyspana, zmęczona i znerwicowana, więc dostosowała się do kota. A nawet poszła o krok dalej — przy niej dziadek to pikuś!


Diego to niezależny terrorysta z zasadami, który potrafi wychowywać ludzi jak nikt inny. Ale jak to robi? To już musicie sprawdzić sami — i znowu się śmieję, kiedy o tym myślę.


Krzysiek opowiada nam całą historię i przejmuje się nawet wtedy, gdy mama nie chce spełniać zachcianek kota. Ula, najmłodsza w rodzinie, przez Diego nie może oglądać „Świnki Peppy”, a mimo to dalej go uwielbia. Babcia… no cóż. Mieszka w domu opanowanym przez kota. Współczuję jej serdecznie. Dlaczego? Tego też musicie dowiedzieć się sami.


O poszczególnych bohaterach już trochę Wam powiedziałam, ale muszę jeszcze dodać, że są bardzo realistyczni. Dzieci, które odpoczywają od szkoły, mama zakładająca blokadę rodzicielską i dziadkowie rozpieszczający swoje wnuki — kto z nas tego nie zna?


Pisarka zastosowała narrację pierwszoosobową, prowadzoną na zmianę przez Krzysia i kota. I muszę Wam się przyznać, że najbardziej czekałam właśnie na fragmenty opowiadane z perspektywy kota.


Regina Golińska-Barancewicz użyła ciekawego, ale jednocześnie zrozumiałego słownictwa i dodała do historii dużą dawkę humoru. Dzięki temu książka skończyła nam się zdecydowanie szybciej, niż byśmy tego chcieli.


Tak się rozbawiłam, że zapomniałabym powiedzieć, że bardzo podobały nam się również ilustracje Huberta Grajczaka. Doskonale uzupełniają tekst i świetnie pasują do charakteru całej historii.


Pisarka stworzyła niesamowitą historię. W niektórych momentach w Diego widziałam swoje koty, ale teraz chyba zaczynam je bardziej doceniać. Miauczenie pod drzwiami, żeby mogły wejść i spać, już nie wydaje mi się takie straszne. I tu znowu śmieję się sama do siebie, a Basia pyta, czy czytam już drugą część — o której marzymy wszyscy.


A nasza babcia już wie, że czeka na nią książka do przeczytania.


Polecam wszystkim tę pełną humoru i ciepła historię, opowiadającą o niezwykłej relacji człowieka i kota — nie tylko dzieciom, ale również dorosłym. Każdemu z nas potrzeba czasem odpowiedniej dawki śmiechu, nieważne, czy macie w domu takiego tygrysa, czy nie.

Egzemplarz otrzymany w ramach współpracy recenzenckiej. ❤️

„Zły wybór” – Sylvia Wyka

„Zły wybór” – Sylvia Wyka



Każdego dnia podejmujemy dziesiątki decyzji. Każda z nich może okazać się błędna, a jej konsekwencje czasem ciągną się za nami znacznie dłużej, niż moglibyśmy przypuszczać.


„Zły wybór” od samego początku narzuca szybkie tempo. Wszystko zaczyna się od wypadku samochodowego, w którym uczestniczą Lothar i Gabriel. Obaj zostają ciężko ranni, a Lothar za wszelką cenę próbuje ocalić kolegę. Niestety Gabriel, młodszy brat jego przyjaciela, umiera na jego oczach.


Po wyjściu ze szpitala Lothar bierze udział w pogrzebie, ale tragiczny wypadek nie daje mu o sobie zapomnieć. Wraca do niego w snach i mocno odbija się na jego psychice. Do tego dochodzi zniknięcie Weroniki, z którą łączyła go szczególna więź. Podczas jego pobytu w szpitalu dziewczyna po prostu znika. Lothar próbuje dowiedzieć się, co się z nią stało, jednak udaje mu się ustalić jedynie, że jej rodzice mieli wypadek, a rodzinny dom został sprzedany. Po Weronice nie ma żadnego śladu.


Chwilę później poznajemy samą Weronikę. Dziewczyna leży obolała na łóżku, a kiedy wstaje, zastanawia się, jak ktoś tak sprawnie zdołał wyczyścić jej krew z dywanu. Szybko poznajemy również jej męża, Marco, który za „nieposłuszeństwo” wymierzył jej bolesną karę.


Dowiadujemy się, że rodzice Weroniki nie żyją, a Marco odciął ją także od młodszej siostry, Ageli. Grozi, że jeśli Weronika nie będzie „grzeczna”, jej siostra trafi w miejsce znacznie gorsze od tego, w którym sama obecnie się znajduje. To właśnie strach o siostrę staje się jednym ze sposobów, dzięki którym mężczyzna ją kontroluje.


W pewnym momencie Marco nakazuje Weronice odebrać paczkę. Kiedy dziewczyna otwiera drzwi, staje w nich Lothar. Chłopak z jej przeszłości. Ten, który kiedyś zniknął bez słowa.


Niestety autorka dość szybko przenosi nas półtora roku wstecz i zaczynamy poznawać początki znajomości Lothara i Weroniki. Przyznam, że po tak mocnym początku i spotkaniu po latach miałam ochotę zostać jeszcze trochę w teraźniejszości i od razu dowiedzieć się, co wydarzy się dalej.


Szybko jednak okazało się, że nawet w przeszłości akcja nie zamierza zwalniać. Już podczas pierwszego spotkania Lothara i Weroniki trafiamy w sam środek nielegalnych wyścigów, a chwilę później razem z bohaterami uciekamy przed policją.


Od tego momentu obserwujemy, jak krok po kroku zaczyna tworzyć się między nimi relacja — od pierwszej fascynacji i wzajemnego przyciągania, przez coraz większą bliskość i pragnienie. Czy uda im się poskładać swoje życie na nowo i dokonać tym razem właściwych wyborów? Cóż… to musicie sprawdzić sami.


Autorka bardzo sprawnie bawi się czasem — najpierw pokazuje nam teraźniejszość, by za chwilę cofnąć się do przeszłości i stopniowo odsłaniać wydarzenia, które doprowadziły bohaterów do miejsca, w którym są obecnie. Wszystko obserwujemy z perspektywy Lothara i Weroniki. Dzięki narracji pierwszoosobowej możemy właściwie „wejść im do głowy”, poznać ich myśli, pragnienia, obawy i spojrzeć na wydarzenia z dwóch różnych stron.


Lothar to 26-letni mężczyzna, który po stracie mamy zostaje sam z ojcem. Ich sytuacja materialna jest bardzo trudna, dlatego jego ojciec decyduje się na współpracę z półświatkiem. Mimo życia w tak niebezpiecznym otoczeniu wychowuje syna na człowieka z zasadami — silnego, lojalnego i takiego, który właściwie niczego się nie boi. No dobrze… prawie niczego. Czego? Tego Wam już nie zdradzę.


Weronika ma zaledwie 19 lat. Jest dziewczyną z dobrego domu, a całe życie wydaje się stać przed nią otworem. Czekają ją studia, ma kochających rodziców i młodszą siostrę. Mówi, co myśli, jest odważna, silna i potrafi postawić na swoim. Niestety… tylko do czasu.


Jedna niewłaściwa decyzja sprawia, że jej życie zmienia się nie do poznania. Czy uda jej się wyrwać z sytuacji, w której się znalazła? Uciec i zacząć wszystko od nowa?


Autorka pokazuje nam, jak łatwo podjąć złą decyzję i jak jeden niewłaściwy wybór może skomplikować całe życie. Jak bardzo jego konsekwencje potrafią niszczyć człowieka od środka i jak jedno kłamstwo może pociągnąć za sobą kolejne, coraz trudniejsze do udźwignięcia.


Z drugiej strony pokazuje również, jak ogromną siłę może mieć jedna dobra myśl, jedno wspomnienie czy iskierka nadziei. Czasem właśnie to wystarcza, by przetrwać najgorsze chwile i utrzymać się na powierzchni. Bo nawet kiedy wszystko wokół się rozpada, nadzieja na lepsze jutro potrafi trzymać człowieka przy życiu do samego końca.


Autorka porusza również temat manipulacji i zastraszania. Pokazuje, jak łatwo można dać sobą manipulować i podporządkować się komuś, kiedy w rękach oprawcy znajduje się osoba, na której naprawdę nam zależy. W takiej sytuacji strach potrafi odebrać siłę, rozsądek i poczucie, że w ogóle mamy jakikolwiek wybór.


Kolejną mocną stroną tej książki jest chemia między bohaterami. Autorce naprawdę dobrze udało się pokazać wzajemne przyciąganie Lothara i Weroniki — napięcie między nimi czuć właściwie od początku. Ich relacja nie potrzebuje wielkich deklaracji, bo dużo dzieje się w spojrzeniach, gestach, bliskości i tym, jak na siebie reagują.


Równie mocno wypada napięcie i sposób, w jaki autorka buduje ciekawość czytelnika. Początkowo zastanawiałam się, czy uda jej się utrzymać je przez całą powieść — i wiecie co? Nie tylko je utrzymała, ale z każdym kolejnym rozdziałem potrafiła podsycać je jeszcze bardziej. Książka naprawdę trzyma przy sobie, a kiedy byłam zmuszona ją odłożyć, cały czas zastanawiałam się, co wydarzy się za chwilę. Niepokój o bohaterów towarzyszył mi właściwie od pierwszych stron aż do samego końca. W głowie cały czas pojawia się jedno pytanie: czy bohaterom uda się wyrwać z tego, co ich otacza, czy jednak mrok ostatecznie ich pochłonie?


Autorka pisze ciekawym i lekkim językiem, a fabuła szybko wciąga czytelnika w stworzony przez nią świat. Dzięki dynamice wydarzeń książkę właściwie czyta się sama — kolejne strony znikają jedna za drugą, a tempo nie pozwala się nudzić.


Samo zakończenie naprawdę mnie zaskoczyło i zostawiło z ogromną ciekawością, co dalej spotka bohaterów. Nadal pozostaje kilka niewiadomych, przez co czuję niedosyt — ale taki, który sprawia, że po prostu chciałabym więcej. Chętnie jeszcze raz wróciłabym do Lothara i Weroniki, żeby przekonać się, dokąd zaprowadzi ich dalsza historia.


Polecam Wam tę historię, bo myślę, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie — pożądanie i chemię między bohaterami, mroczne oblicze człowieka, trochę gangsterki, niebezpieczeństwa i pytanie, czy z raz obranej drogi naprawdę można jeszcze uciec. To historia o wyborach, ich konsekwencjach, strachu, nadziei i próbie zawalczenia o siebie, kiedy wszystko wydaje się już stracone.


Współpraca barterowa

„Sekrety domu Wintera” Alicji Czarneckiej-Suls

„Sekrety domu Wintera” Alicji Czarneckiej-Suls



Gdy zaczynamy czytać kolejną część książki, która bardzo nam się podobała, w głowie od razu pojawiają się pytania: czy będzie równie dobra, a może nawet lepsza? Oczekiwania rosną, a wraz z nimi ciekawość. Czasem niestety zdarza się, że dostajemy coś zupełnie innego, niż się spodziewaliśmy. A jak jest tym razem? Dowiecie się na końcu mojej recenzji.

Lula pędzi taksówką do wynajętego domu w Morro Jable na Fuerteventurze. Jej żołądek właśnie odmówił współpracy, więc kierowca gna na złamanie karku, a za nimi rusza policja. Gdy taksówkarz na migi wyjaśnia funkcjonariuszom sytuację, ci… eskortują Ludwikę na sygnale. Ta przygoda sporo ją kosztuje, ale najważniejsze — udaje jej się dotrzeć na czas.

Chwilę później Lula zauważa na sąsiednim podwórku starszego mężczyznę, który do niej macha. Kiedy nagle upada, rusza mu z pomocą i właśnie wtedy poznaje Dolores. Kobieta opowiada jej trochę o sobie i Ottonie, jednak atmosfera zmienia się, gdy Ludwika zdradza, że przyjechała na Fuerteventurę pisać książkę o Gustavie Winterze. Dolores momentalnie staje się chłodniejsza i bardziej zdystansowana.

Lula wykorzystuje fakt, że dojechali już Gabryś, Kris i Ada, i wraca do wynajętego domu. Po tym, jak wszyscy się rozgościli i odpoczęli, następnego dnia cała czwórka wybiera się do miasteczka. Przypadkiem trafiają do antykwariatu, gdzie wśród starych dokumentów pojawia się nazwisko Winter, a Ludwika kupuje tajemniczy notes ze zdjęciami, który należał do Ricarda Alemana.

Po powrocie, na zaproszenie Ottona, bohaterowie odwiedzają go w jego domu. Tam poznają również Jorge, syna Dolores, a gospodarz opowiada im o swoim życiu i Gustavie Winterze. Kiedy Ada wspomina o zakupionym notesie, sytuacja robi się dziwna. Jorge najpierw chce go pożyczyć, a później proponuje za niego niemal trzykrotnie wyższą cenę. Bohaterowie nie zamierzają się z nim rozstawać, więc mężczyzna ostatecznie się wycofuje.

Wydawałoby się, że wieczór zakończy się spokojnie, jednak w środku nocy Gabrysia budzi przeraźliwy krzyk. Na zewnątrz stoi Lula, a obok niej krzyczy gosposia. Na płocie wisi martwy mężczyzna. Po przybyciu policji okazuje się, że zmarły był bezdomny. Sprawa robi się jeszcze bardziej zagadkowa, gdy w jego kieszeni zostaje znaleziona wizytówka Jorge.

Dlaczego Jorge tak bardzo zależy na starym notesie? Co tak naprawdę kryją znalezione dokumenty i zdjęcia? Co bohaterowie odkryją w dzienniku Ricarda Alemana? I co łączy martwego mężczyznę z synem Dolores?

Autorka po raz kolejny stworzyła niebanalną fabułę. Tym razem bohaterowie szukają powiązań Wintera z nazistami, próbują odkryć tajemnice jego domu i dowiedzieć się, co działo się w jego podziemiach. Ich przygody przeplatane są zapisami ze starego notesu niemieckiego marynarza, które obejmują okres sprzed II wojny światowej, czas jej trwania oraz lata powojenne.

Jednym z dużych plusów książki jest to, jak autorka potrafi wpleść swoją fabułę w wydarzenia historyczne. Robi to tak naturalnie, że momentami można odnieść wrażenie, jakby opisywane wydarzenia naprawdę miały miejsce. Dzięki temu cała historia zyskuje na autentyczności, a przeszłość świetnie łączy się ze współczesną fabułą.

Akcja nie zwalnia, a autorka stopniowo buduje napięcie i podsyca ciekawość czytelnika. Podsuwa coraz więcej informacji, ale nie daje od razu odpowiedzi na najważniejsze pytania. Im więcej pytań zadają bohaterowie, tym więcej pojawia się nieboszczyków, a akcja nabiera coraz większego rozpędu. Kłopoty ich nie omijają — co rusz lądują na policji, a protokoły z ich przesłuchań… no cóż, musicie sami sprawdzić. 😄

Do tego wszystkiego autorka dokłada szczyptę humoru, co tworzy naprawdę wybuchową mieszankę. Dzięki temu, nawet kiedy robi się poważnie, historia nie traci charakterystycznej lekkości.

Kolejną rzeczą, która bardzo mi się podoba, jest to, że widać rozwój bohaterów. Autorka nie powiela ich zachowań z pierwszej części. Nadal mają swoje charakterystyczne cechy, ale widać, że wcześniejsze wydarzenia trochę ich zmieniły i wpłynęły na ich zachowanie. A warto dodać, że nasi bohaterowie mają już ponad 60 lat, a ich przygód, energii i werwy mógłby im pozazdrościć niejeden dwudziestolatek. 😄

Bardzo imponuje mi również to, jak autorka stworzyła bohaterów, pokazując ich z różnych stron i wplatając w historię także ich rodziny. Tym razem poznajemy córkę Luli oraz jej wnuczkę, a dzięki wątkowi rodzinnemu widzimy też, na kogo naprawdę można liczyć w trudnych momentach. Bohaterowie mają swoje wady i zalety, dzięki czemu stają się bliscy czytelnikowi. Popełniają błędy, wspierają się nawzajem, podejmują nie zawsze właściwe decyzje i ponoszą konsekwencje swoich wyborów.

Pisarka pokazuje również, jak jeden sekret z przeszłości może zmienić życie kilku osób, przerodzić się w obsesję i wywołać potrzebę odkrycia prawdy za wszelką cenę.

Widzimy również, jak łatwo czasem manipulować ludźmi — raz przez to, że patrzą na coś przez różowe okulary, innym razem wykorzystując ich potrzebę dotarcia do prawdy. Widać, ile szkody może to wyrządzić i jak poważne, czasem nieodwracalne, mogą być tego konsekwencje.

Z drugiej strony możemy obserwować, jak ludzie nie chcą dostrzec prawdy, pozwalają się okłamywać i prowadzić za nos, nawet kiedy wszyscy wokół próbują zwrócić im na to uwagę.

Fabuła jest ciekawa, a różne wątki w odpowiednim momencie sprytnie się łączą, tworząc spójną całość, od której ciężko było mi się oderwać. Nawet gdy musiałam odłożyć książkę, moje myśli wędrowały do świata stworzonego przez autorkę. Zastanawiałam się, co wydarzy się za chwilę — czy pojawi się kolejne ciało, a może w końcu jakieś odpowiedzi na pytania nurtujące bohaterów.

Muszę Wam jednak powiedzieć, że Alicja Czarnecka-Suls naprawdę zaskoczyła mnie końcówką. Nie spodziewałam się takiego obrotu wydarzeń, a już na pewno nie spodziewałam się pojawienia… ale tego Wam nie zdradzę. 😄

Należy się Wam odpowiedź na pytanie postawione na początku. Autorka zachwyciła mnie drugą częścią — moim zdaniem była jeszcze lepsza niż pierwsza. Wplotła w nią romanse, rodzinne sekrety i historyczne zagadki, tworząc historię, która naprawdę mnie porwała. Co ważne, książkę można czytać również bez znajomości poprzedniej części, bo ta historia stanowi odrębną całość.

Zdecydowanie polecam ją wszystkim, którzy lubią tajemnice, rodzinne sekrety, zagadki z historią w tle i fabułę, od której trudno się oderwać. Ja bawiłam się przy niej świetnie i już jestem ciekawa, czym autorka zaskoczy mnie następnym razem. 📚❤️

Współpraca recenzencka 

„Dziewięciokolatek. Troya” – Alicja Czarnecka-Suls

„Dziewięciokolatek. Troya” – Alicja Czarnecka-Suls


Już na pierwszych stronach autorka przedstawia czytelnikowi bohaterów, co bardzo mi się spodobało. To świetne rozwiązanie – w każdej chwili podczas lektury można wrócić do tego spisu i szybko sprawdzić, kim jest dana postać. Dzięki temu łatwiej odnaleźć się w historii i nie pogubić się wśród bohaterów.

Następnie autorka wprowadza czytelnika w historię, rozpoczynając ją wydarzeniami z 1939 roku. Poznajemy fragment przeszłości związany z tajemniczą Antabą Głową Lwa, po czym fabuła przenosi nas do czasów współczesnych. Tam poznajemy głównych bohaterów w bardzo niepokojącej sytuacji. W bazylice w Czerwińsku znajdują leżącego na posadzce mnicha. Żyje, ale jest w ciężkim stanie, dlatego natychmiast wzywają pogotowie i policję. Napięcie rośnie, a wraz z nim ciekawość, co właściwie się wydarzyło. Po chwili autorka cofa się do wydarzeń sprzed tego zdarzenia, pokazując czytelnikowi, co sprowadziło bohaterów w to miejsce i jak doszło do tej sytuacji.

Luna jest reżyserką i pisarką. Otrzymuje od mnicha propozycję nagrania filmu z okazji setnej rocznicy wprowadzenia się salezjanów do klasztoru i bazyliki w Czerwińsku. Od razu się zgadza i zabiera ze sobą swojego partnera Gabriela oraz przyjaciół – Adę i Krisa. Na miejscu spotykają Petrusa, który wprowadza ich w historię klasztoru i bazyliki. Podczas oprowadzania bohaterowie poznają również fragment historii tajemniczej Antaby Głowy Lwa.

Podczas zwiedzania podziemi razem z mnichem nagle włącza się alarm. Gdy próbują wyjść, okazuje się, że drzwi są zamknięte. Wszystko wygląda tak, jakby ktoś przekręcił klucz od drugiej strony i celowo ich tam uwięził. Szybko wychodzi na jaw, że nie jest to jedyna dziwna rzecz, jaka wydarzyła się w klasztorze. Atmosfera staje się coraz bardziej tajemnicza i niepokojąca. To właśnie podczas tej wizyty dochodzi również do zdarzenia z udziałem mnicha. Czy rzeczywiście był to wypadek, a może ktoś zepchnął go z rusztowania? Po wypadku bohaterowie wchodzą w posiadanie średniowiecznego klucza, którego znaczenie dopiero przyjdzie im odkryć.

Cała czwórka wybiera się również do domu opieki, gdzie poznaje niezwykle sympatycznego zakonnika Mariana. Mężczyzna zaczyna zdradzać im historię kołatki, jednak nie zdąża opowiedzieć wszystkiego, ponieważ rozmowę przerywa pielęgniarz. Przyjaciele liczą na to, że za chwilę poznają dalszy ciąg tej opowieści, ale sytuacja nagle się komplikuje – Marian umiera. Tym samym historia pozostaje niedokończona. Gdy bohaterowie mają już wracać, zatrzymuje ich opiekunka Mariana i przekazuje Gabrysiowi tajemniczą kopertę. Dlaczego to właśnie Gabryś otrzymał kopertę? I co znajdowało się w jej środku? Tego Wam oczywiście nie zdradzę…

Autorka mistrzowsko bawi się czasem, co jakiś czas przenosząc czytelnika raz do przodu, raz do tyłu. Kilka razy złapałam się na tym, że jeszcze przed rozpoczęciem kolejnego rozdziału sprawdzałam, dokąd tym razem przerzuci mnie pisarka. Czy znów trafię do listów Dagoberta – nazisty, który podczas II wojny światowej kradł zabytki? Czy zajrzę do pamiętnika Ady? A może autorka zaskoczy mnie czymś zupełnie nowym? Muszę Wam powiedzieć, że nie zawsze takie zabiegi narracyjne dodają książce uroku, ale sposób, w jaki robi to Alicja Czarnecka-Suls, naprawdę mnie urzekł. Z każdym kolejnym rozdziałem chciałam więcej i więcej.

Kolejną rzeczą, która skradła moje serce, jest tempo akcji. W tej książce naprawdę nie ma miejsca na nudę – cały czas coś się dzieje. Fabuła przenosi nas z Polski do Niemiec, by po chwili znów wrócić do naszej ojczyzny. Autorka pokazuje historię z różnych perspektyw, dzięki czemu krok po kroku poznajemy motywy Troya – zarówno poprzez listy i wydarzenia z czasów wojennych, jak i jego późniejsze losy. Dowiadujemy się, jak potoczyło się jego życie, a nawet poznajemy historię jego wnuków. Wszystko to nadaje fabule wyjątkowego smaku i stopniowo odsłania przed czytelnikiem coraz więcej.

Na duży plus zasługuje również wplecenie w fabułę prawdziwych wydarzeń historycznych i związanych z nimi ciekawostek. Dzięki temu powieść nie tylko wciąga, ale też pozwala dowiedzieć się czegoś nowego. Fakty z przeszłości nie są jedynie tłem – świetnie współgrają z zagadką i współczesnymi losami bohaterów.

Autorka stworzyła niesamowitą sieć tajemnic. Czytelnik co chwilę ma wrażenie, że już wie, co za moment się wydarzy, ale wtedy pojawia się kolejny sekret i znów zaczynamy błądzić pośród tropów i domysłów. Poszczególne elementy układanki łączą się dopiero na samym końcu, tworząc pełny obraz wydarzeń i prowadząc nas do zakonu… ale tego Wam już nie zdradzę.

Muszę Wam się przyznać, że bardzo polubiłam bohaterów, których z każdym kolejnym rozdziałem poznajemy coraz lepiej. To czworo przyjaciół po sześćdziesiątce, którzy nadal mają w sobie ogromną ciekawość świata i chcą zostawić po sobie coś więcej. Każde z nich jest inne, ma własny charakter i sposób patrzenia na rzeczywistość, a jednocześnie świetnie się uzupełniają.

Autorka bardzo dobrze pokazuje również relacje między nimi. Czasem się sprzeczają, innym razem współpracują, wspierają się i stają za sobą murem. Mają swoje mocne strony, ale także słabości, dzięki czemu stają się prawdziwi, naturalni i bliscy czytelnikowi. Łatwo dostrzec w nich cząstkę nas samych. Ja już teraz wiem, że będę za nimi tęsknić i chętnie wybrałabym się z nimi na kolejną przygodę.

W powieści dostajemy jednak coś więcej niż tylko przygody tej czwórki. Poznajemy również ich rodziny, bliskich i kolejne osoby pojawiające się na drodze bohaterów. Postaci jest naprawdę sporo, ale wcale nie utrudnia to czytania. Autorka bardzo płynnie łączy wszystkich bohaterów i poszczególne wątki, dzięki czemu historia pozostaje przejrzysta i spójna. Dla mnie to zdecydowanie jeden z dużych plusów tej książki.

Misternie utkana przez pisarkę fabuła wciąga od pierwszych stron i sprawia, że naprawdę trudno oderwać się od książki.

Bardzo chciałabym zobaczyć ekranizację tej powieści. Jestem przekonana, że taka historia mogłaby przyciągnąć do kin naprawdę wiele osób. Podczas czytania momentami miałam wręcz wrażenie, że oglądam film – wszystko jest tak plastyczne, dynamiczne i dopracowane, że trudno uwierzyć, iż to „tylko” książka.

Wszystko jest tu dopracowane – od zwrotów akcji po drobiazgi, które z czasem zaczynają układać się w większą całość. Mam wrażenie, że nawet Dan Brown, autor „Kodu Leonarda da Vinci”, mógłby pozazdrościć Alicji Czarneckiej-Suls pomysłu, dopracowania szczegółów i sposobu, w jaki tchnęła życie w tę historię.

Polecam tę książkę przede wszystkim miłośnikom tajemnic, sekretów, zagadek i wartkiej akcji, ale tak naprawdę nie tylko im. Jestem przekonana, że każdy może znaleźć w tej historii coś dla siebie. A ja już sięgam po kolejną powieść autorki z ekscytacją i ogromną ciekawością, co tym razem dla mnie naszykowała.


Współpraca recenzencka 

„Szczęście pachnące wanilią” – Magdalena Witkiewicz

„Szczęście pachnące wanilią” – Magdalena Witkiewicz


Już na samym początku powieści Magdalena Witkiewicz przedstawia bohaterów, dając czytelnikowi możliwość spokojnego poznania ich i wejścia w świat tej historii.

Ada ledwo wiąże koniec z końcem. Prowadzi kawiarnię, która nie przynosi zbyt dużych dochodów. Samotnie wychowuje małego synka, Michała, a mężczyzna, którego kochała, okazał się oszustem i ją zostawił. W opiece nad chłopcem pomaga jej niania. Czy Adzie uda się ocalić ukochaną kawiarnię i wyjść na prostą?

Poznajemy również Magdę – mamę dwójki dzieci i żonę Adama, która stara się otworzyć gabinet dentystyczny w lokalu obok kawiarni Ady. Niestety, wszechobecna biurokracja skutecznie utrudnia jej realizację marzeń. W tym samym czasie jej mąż przeżywa kryzys wieku średniego. Kupuje nowe auto, które bardzo szybko staje się dla niego ważniejsze niż własna rodzina. Kiedy Magda nie wytrzymuje jego zachowania, zabiera dzieci i wyjeżdża do swojej mamy na wieś. Czy uda jej się otworzyć wymarzony gabinet i uratować małżeństwo? A może modlitwy Krystyny okażą się zaskakująco skuteczne?

Jej mama, Krystyna, to niezwykle barwna i pełna humoru postać. Przez długi czas gorliwie modli się o rozwód córki, jednak po rozmowie z proboszczem zmienia swoje intencje i od tej pory prosi już tylko o separację. Ten wątek wnosi do powieści sporą dawkę humoru i pokazuje jej nietuzinkowe podejście do życia.

Wśród bohaterek poznajemy również Karolinę – doktor psychologii. To pracowita, uporządkowana i ambitna kobieta, która mieszka jedynie z kotem. Pracuje od rana do wieczora, aby spłacić mieszkanie. Marzy o tym, by wkroczyć w swoją czterdziestkę u boku mężczyzny, który będzie ją rozumiał. Niestety, jak dotąd nie spotkała jeszcze odpowiedniej osoby. Czy Karolina w końcu znajdzie mężczyznę, który nie będzie kwalifikował się na terapię?

Nie sposób pominąć Natalii – mamy dwójki dzieci, w tym zaledwie tygodniowej córeczki. Niewyspana i zmęczona codziennymi obowiązkami chciałaby, aby mąż bardziej angażował się w opiekę nad dzieckiem. Coraz bardziej doskwiera jej także ciągłe przebywanie w domu i brak kontaktu z dorosłymi.

Kolejną bohaterką jest dziewięcioletnia Zuzanna – prawdziwa mała rewolucjonistka. Dziewczynka bardzo przeżywa to, że jej ukochana Milenka może trafić do piekła. Dlaczego tak uważa? Tego Wam nie zdradzę. Mogę jedynie powiedzieć, że razem z Zosieńką, ciocią Milenki, zrobią wszystko, aby temu zapobiec. Zosieńka marzy również o tym, by Milenka w końcu wyszła za mąż, dlatego postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Czy jej plan się powiedzie? O tym musicie przekonać się sami.

W powieści pojawia się także Jacek – tata Zuzanny, który samotnie wychowuje córkę. Zarówno Jacek, jak i Zuzanna oraz Zosieńka są bohaterami znanymi czytelnikom z poprzednich części serii. Mimo to autorka wprowadza ich w taki sposób, że również nowi czytelnicy bez problemu odnajdą się w tej historii.

Autorka po raz kolejny stanęła na wysokości zadania, tworząc niezwykle realistycznych bohaterów. Pokazuje ich codzienne problemy, rozterki, marzenia oraz chwile szczęścia, dzięki czemu łatwo uwierzyć w ich historie i się z nimi utożsamić.

Magdalena Witkiewicz mistrzowsko splata losy kobiet, pokazując, że w grupie siła. Bohaterki różnią się od siebie charakterami, doświadczeniami i podejściem do życia, a mimo to doskonale się uzupełniają, wspierając się nawzajem i pomagając sobie przetrwać najtrudniejsze chwile.

W tej powieści nie ma miejsca na nudę. Akcja toczy się dynamicznie, wciąga czytelnika, bawi, wzrusza i niejednokrotnie wywołuje niepokój o losy bohaterów. Nie zabrakło również momentów, podczas których dosłownie popłakałam się ze śmiechu. Siadając do lektury wieczorem, gdy w domu zrobiło się cicho, nawet nie zauważyłam, kiedy minęły kolejne godziny. Książkę odłożyłam dopiero o trzeciej nad ranem – nie dlatego, że zmorzył mnie sen, ale dlatego, że dotarłam do ostatniej strony. Już teraz odczuwam tęsknotę za bohaterami, którzy skradli moje serce, i jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się ich dalsze losy.

Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała o tym, jak pięknie została wydana ta powieść. Okładka przyciąga wzrok i idealnie oddaje klimat całej historii, a barwione brzegi pięknie łączą się z resztą książek z tej serii. Jestem pewna, że cała seria zagości na mojej półce. Marzę o tym, aby jeszcze lepiej poznać bohaterów, sięgając po wcześniejsze części i odkrywając ich losy.

Jeśli szukacie powieści pełnej emocji, ciepła, humoru i postaci, których po prostu nie da się nie polubić, zdecydowanie polecam Wam tę historię. A ja... już czekam na kolejną część. 💜📚

📅 Premiera: 15.08.2026

🤝 Współpraca recenzencka


 „Gosia i Janek. Tajemnicze kamienie” Małgorzata Rogala

„Gosia i Janek. Tajemnicze kamienie” Małgorzata Rogala





Dziś razem z Basią zaczęłyśmy nową czytelniczą przygodę — „Gosia i Janek. Tajemnicze kamienie” Małgorzaty Rogali.

Muszę Wam przyznać, że byłam bardzo ciekawa tej książki. Znam już kilka powieści Małgorzaty Rogali dla dorosłych, dlatego tym bardziej zastanawiało mnie, jak autorka poradzi sobie z historią skierowaną do młodszych czytelników.
Gosia i Janek mają spędzić miesiąc nad morzem razem z dziadkami, ponieważ ich rodzice, którzy są policjantami, w tym czasie pracują. Bliźnięta nie mogą się już doczekać wyjazdu, jednak jak to czasem w życiu bywa, plany niespodziewanie ulegają zmianie. Zamiast na wymarzone wakacje nad morzem jadą nad jezioro do cioci Moniki.
Początkowo Gosia i Janek są zrezygnowani i rozczarowani zmianą planów, jednak szybko odkrywają, że nowe miejsce wcale nie musi być takie złe. Poznają nastoletnią Ninę i jej mamę Monikę, która – podobnie jak rodzice bliźniaków – pracuje w policji.
Pewnego deszczowego dnia bliźnięta wchodzą na strych, gdzie zauważają dwóch kręcących się w pobliżu mężczyzn. Bardzo szybko uznają, że nieznajomi zachowują się podejrzanie. „Łysy” i „Tyczka” – bo właśnie takie pseudonimy nadają im dzieci – na ich szczęście zatrzymują się osobno w pensjonacie, w którym pracuje Nina, a Gosia i Janek jadają śniadania oraz obiadokolacje.
To właśnie w tym miejscu poznają również Helę i Piotrka. Nowi znajomi szybko dołączają do Gosi i Janka i wspólnie rozpoczynają własne dochodzenie.
Podczas jednej ze swoich akcji w lesie znajdują… A tego już Wam nie zdradzę!  Jeśli chcecie dowiedzieć się, na jaki trop wpadła młoda ekipa detektywów, musicie sprawdzić sami.
Pomimo że książka skierowana jest do dzieci, podczas czytania bawiłam się naprawdę świetnie, a jeszcze większą radość sprawiało mi słyszane co chwilę: „Mamo, jeszcze jeden rozdział!” 
Autorka w bardzo fajny sposób pokazuje nam świat Gosi i Janka. Wciąga nas w ich dziecięce marzenia, emocje i codzienne przygody. Sama złapałam się na tym, że mocno kibicowałam bohaterom, aby rodzice w końcu zgodzili się na ich wymarzonego psa. 
Postacie są bardzo naturalne i prawdziwe, a momentami przypominały mi moje własne dzieci. Każde z nich jest inne, ma swój charakter, mocne strony i własny sposób patrzenia na świat. Autorka pokazuje przy tym coś bardzo ważnego – że każdy z nas jest inny, ale nie oznacza to, że jest gorszy. Wręcz przeciwnie, właśnie dzięki tym różnicom możemy się wzajemnie uzupełniać.
Na uwagę zasługuje również przystępny i zrozumiały dla dzieci język. Jeśli pojawiają się trudniejsze słowa lub wyrażenia, są one w ciekawy i naturalny sposób wyjaśniane przez dorosłych bohaterów. Dzięki temu dziecko może nie tylko śledzić losy Gosi i Janka, ale również przy okazji poznawać nowe pojęcia.
Książka jest pięknie ilustrowana, co dodatkowo przyciąga uwagę najmłodszych. My przy każdej ilustracji musiałyśmy zrobić mały postój, żeby Basia mogła dokładnie ją obejrzeć. 
Muszę również pochwalić czcionkę, która jest duża i przyjazna dla dziecka. Tekstu na poszczególnych stronach nie ma zbyt dużo, dzięki czemu młody czytelnik nie czuje się nim przytłoczony i nie zniechęca się do samodzielnego czytania.
My z Basią czytamy na zmianę i muszę Wam powiedzieć, że tym razem naprawdę chętnie czekała na swoją kolej.  A uwierzcie mi – nie przy każdej książce tak jest! 
Sama końcówka dostarczyła nam sporo emocji. Przyznam, że w pewnym momencie naprawdę zaczęłam obawiać się o dzieci i z zapartym tchem śledziłam rozwój wydarzeń.
Basi bardzo spodobało się zakończenie i już od razu zaczęła dopytywać, kiedy sięgniemy po drugi tom. Jest ogromnie ciekawa, jaką kolejną zagadkę będą musieli rozwiązać Gosia i Janek.
To była naprawdę udana, pełna emocji lektura, która dostarczyła nam wielu wrażeń, a wspólne czytanie okazało się prawdziwą przyjemnością. Jeśli szukacie książki, która zachęci dziecko do czytania, rozbudzi jego wyobraźnię i jednocześnie zapewni świetną zabawę, „Gosia i Janek. Tajemnicze kamienie” będzie doskonałym wyborem. My z pewnością sięgniemy po kolejną część. 
 „Dyptyk” – Justyna Mietlicka

„Dyptyk” – Justyna Mietlicka


Od pierwszych stron autorka trzyma nas w niepewności i stopniowo buduje napięcie. Zdradza, że coś się wydarzyło, ale nie podaje szczegółów, skutecznie rozbudzając ciekawość czytelnika.

Na początku książki poznajemy Ritę, do której przychodzą tajemnicze listy. Ktoś ją szantażuje i żąda pieniędzy. Wiemy jedynie, że ma to związek z wydarzeniami sprzed kilku miesięcy w Marsylii. Szczegóły pozostają jednak tajemnicą, a szczątkowe informacje pobudzają wyobraźnię i sprawiają, że chcemy jak najszybciej przewracać kolejne strony.

Tam poznajemy Marcela, złodzieja dzieł sztuki, który po kilkunastu latach ponownie spotyka Ritę. Otrzymuje zlecenie odnalezienia obrazu, jednak nikt nie chce z nim współpracować. Przebywa w Poznaniu, a jednocześnie próbuje wrócić do życia Rity.

W tym samym czasie Rita odkrywa, że ktoś ją śledzi. Sama jeszcze nie wie, kim są tajemniczy mężczyźni, ale czytelnik po chwili poznaje prawdę – to ci sami ludzie, którzy dali zlecenie Marcelowi. Poszczególne wątki zaczynają się ze sobą łączyć, choć wciąż pozostaje wiele niewiadomych.

Kiedy Rita ponownie wpuszcza złodziejaszka do swojego życia, Marcel musi wyjechać do Włoch. Tym razem nie chce jednak znów zniknąć bez słowa, dlatego proponuje jej wspólny wyjazd, po cichu licząc na odmowę.

Rita, przytłoczona problemami finansowymi galerii sztuki oraz firmą, którą musi prowadzić po śmierci męża, ostatecznie się zgadza. Chce mieć Marcela na oku, ponieważ podejrzewa, że może mieć coś wspólnego z szantażem i zwyczajnie mu nie ufa.

Marcel jedzie do Włoch, aby odnaleźć przemytnika, do którego namiary dostał od osoby, która wiele nauczyła go w złodziejskim fachu. Podczas gdy on próbuje trafić na jego ślad, Rita wykorzystuje ten czas na zwiedzanie małego włoskiego miasteczka.

Czy Marcelowi uda się odnaleźć mężczyznę? Czy obecność Rity nie utrudni mu zadania? Czy Rita dowie się, kim są mężczyźni, którzy ją śledzą? I dokąd zaprowadzi Marcela ten trop? Tego już Wam nie zdradzę… 😉

Ogromnym atutem książki jest świat sztuki. Razem z bohaterami odwiedzamy galerie, muzea i antykwariaty, a wszystko zostało przedstawione w ciekawy i przystępny sposób. Dzięki temu sztuka nie jest jedynie tłem wydarzeń, ale staje się ważnym elementem całej historii.

Bardzo spodobał mi się również sposób prowadzenia narracji. Mimo że nie jest pierwszoosobowa, doskonale poznajemy myśli i emocje bohaterów. Każde z nich skrywa własne sekrety, co jeszcze bardziej podsyca ciekawość.

Fabułę obserwujemy z różnych perspektyw. W jednym rozdziale śledzimy losy Rity, w kolejnym Marcela, a później ich wspólne wydarzenia. Dzięki temu historia jest dynamiczna, a bohaterów poznajemy stopniowo i coraz lepiej.

Autorka nie odkrywa wszystkich kart od razu. Umiejętnie dawkuje informacje, pozostawiając czytelnika w niepewności i sprawiając, że przez cały czas chce się czytać dalej.

Na uwagę zasługują również sami bohaterowie. Są bardzo prawdziwi – mają swoje problemy, słabości, sekrety skrywane przed światem i chwile, w których najchętniej by się poddali. Szczególnie podobało mi się to, że w najtrudniejszych momentach potrafią być dla siebie wsparciem. Kiedy jedno z nich traci siłę, drugie pomaga mu się podnieść i nie pozwala się poddać.

Rita jest kobietą zranioną przez przeszłość, dlatego trudno jej zaufać innym. Zachowuje dystans i ostrożność, jakby w ten sposób próbowała uchronić się przed kolejnym rozczarowaniem.

Marcel natomiast to najlepszy z najlepszych w swoim fachu. Jest doskonałym kłamcą, z łatwością uczy się języków i potrafi wcielać się w różne role. Umiejętnie zmienia swoją tożsamość i dostosowuje się do sytuacji, co w jego profesji okazuje się niezwykle przydatne.

Autorce udało się kilkakrotnie skutecznie mnie zmylić i dostarczyć wielu emocji. Niejednokrotnie łapałam się na tym, że szczerze martwiłam się o bohaterów i z przejęciem czekałam na to, co wydarzy się za chwilę. Książka jest pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, które utrzymują napięcie aż do ostatnich stron.

Muszę przyznać, że autorka zaskoczyła mnie zakończeniem. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw, a ostatnie strony pozostawiły we mnie ogromny niedosyt.

Mam ogromną nadzieję, że już niedługo pojawi się kolejna część tej historii, bo zdążyłam zatęsknić za Ritą i Marcelem. Bardzo chciałabym poznać ich dalsze losy i przekonać się, co jeszcze przygotowała dla nich autorka.

Jeśli lubicie thrillery pełne tajemnic, dobrze wykreowanych bohaterów i klimatu świata sztuki, zdecydowanie polecam sięgnąć po „Dyptyk”. To historia, która trzyma w napięciu, stopniowo odsłania kolejne sekrety i pozostawia ogromny niedosyt, sprawiając, że z niecierpliwością czekam na dalsze losy bohaterów.

Współpraca recenzencka 

„Dotyk śmierci” Lisa Regan

„Dotyk śmierci” Lisa Regan


 

Akcja rozpoczyna się od rozmowy dzieci tuż przed wejściem do szkolnego autobusu. Chwilę później przenosimy się do teraźniejszości, gdzie poznajemy Josie oraz fragmenty jej historii.

Szybko pojawia się pierwsza ofiara — Krystal, matka jednego z dzieci, które zginęły w tragicznym wypadku. Do morderstwa dochodzi tuż przed powrotem Josie do pracy po zawieszeniu i tragicznej śmierci jej babci. Na ramieniu zamordowanej zostaje znalezione słowo, które prowadzi śledczych do kolejnego dziecka związanego z wypadkiem, a w jej ustach odkryty zostaje wosk ze świecy.

Josie wraz z Palmer rozpoczyna śledztwo. Z każdym kolejnym tropem detektywi coraz wyraźniej dostrzegają, że obecna sprawa może mieć związek z wydarzeniami sprzed dwóch lat oraz grupą wsparcia dla rodziców dzieci, które zginęły w katastrofie autobusu. Sytuacja staje się jeszcze bardziej niepokojąca, gdy ginie kolejna matka jednej z ofiar. Na jaw zaczynają wychodzić tajemnice skrywane przez rodziców i szybko okazuje się, że tragiczne wydarzenia sprzed lat mogą mieć znacznie więcej wspólnego z obecnymi zbrodniami, niż początkowo przypuszczano.

Opis książki skusił mnie, aby po nią sięgnąć. Trochę obawiałam się, że będzie mi ciężko odnaleźć się w fabule, ponieważ jest to już dwunasty tom serii. Jak się jednak okazało, mój strach był zupełnie bezzasadny. Lisa Regan w bardzo naturalny sposób przybliża wydarzenia z życia Josie, dzięki czemu nie odczuwa się dyskomfortu związanego z nieznajomością wcześniejszych części. Jednocześnie potrafi na tyle zaciekawić czytelnika główną bohaterką i jej historią, że sama nabrałam ochoty, aby sięgnąć po poprzednie tomy i poznać ją dużo lepiej.

Autorka stworzyła niezwykle dopracowany świat, a bohaterowie są bardzo realistyczni. Mają swoje wady, problemy i zmagają się z trudnościami, które mogą spotkać każdego z nas.

Jednym z mocniejszych motywów powieści jest dla mnie żałoba. Lisa Regan pokazuje z wielu różnych perspektyw, jak człowiek reaguje na śmierć najbliższej osoby i jak różne oblicza może mieć strata. Jedni próbują wrócić do codzienności, inni zamykają się w swoim bólu, a jeszcze inni szukają własnego sposobu, by nauczyć się z nim żyć. Nie istnieje tutaj jeden właściwy sposób przeżywania żałoby — każdy z bohaterów radzi sobie z nią inaczej.

Dotyczy to również Josie, która mierzy się ze śmiercią babci i nie zawsze potrafi poradzić sobie z emocjami, które czasami wręcz ją paraliżują. W trudniejszych chwilach pewnego rodzaju oparciem staje się dla niej różaniec otrzymany od komendanta. Choć nie jest osobą wierzącą, przedmiot pomaga jej się uspokoić, gdy powracają bolesne wspomnienia. Co ciekawe, przekazując jej różaniec, komendant zaznaczył, że kiedyś ma mu go oddać. Na pytanie, kiedy ma to zrobić, odpowiedział jedynie, że sama będzie wiedziała.

Ten niewielki szczegół bardzo zapadł mi w pamięć i podczas dalszego czytania zaczęłam się zastanawiać, czy różaniec pozostanie z Josie, czy jednak przyjdzie moment, w którym wróci do właściciela.

Mimo własnego bólu bohaterka prowadzi sprawę morderstwa z niezwykłą starannością i dociekliwością. Nie jest przedstawiona jako niezniszczalna detektywka, lecz jako kobieta, która ma swoje słabości, przeżywa stratę, a jednocześnie próbuje jak najlepiej wykonywać swoją pracę.

Narracja pozwala nam spojrzeć na wydarzenia z jej perspektywy. Poznajemy nie tylko to, co widzi i co dzieje się wokół niej, ale również jej myśli, emocje i wewnętrzne zmagania. Dzięki temu możemy jeszcze lepiej poznać główną bohaterkę i poczuć się bliżej rozgrywających się wydarzeń.

Bardzo spodobał mi się również sposób, w jaki Lisa Regan przeplata teraźniejszość i prowadzone śledztwo z fragmentami akcji sprzed dwóch lat. Cofamy się wtedy do dnia, w którym dzieci wsiadają do szkolnego autobusu. Wiemy już, że doszło wówczas do tragicznego wypadku spowodowanego przez pijanego kierowcę, w którym zginęło pięcioro z sześciorga dzieci.

Dwie linie czasowe stopniowo odsłaniają przed czytelnikiem wydarzenia z przeszłości, jednak pokazane są wyłącznie z perspektywy dzieci znajdujących się w autobusie. Nie pozwala to w pełni połączyć wszystkich faktów ani zrozumieć, co dokładnie się tam wydarzyło. Zamiast tego buduje napięcie i niepokój — widzimy, jak początkowo dzieci nie zdają sobie sprawy z zagrożenia, a z czasem zaczynają odczuwać strach.

Powieść czyta się z ogromną lekkością, a dochodzenie rozwija się w naturalnym tempie. Stopniowo poznajemy nowe fakty i odkrywamy kolejne elementy układanki. Wraz z wychodzącymi na jaw tajemnicami byłam już niemal pewna, że wiem, kto jest mordercą. Kolejne zwroty akcji skutecznie udowadniały mi jednak, że się mylę. Kiedy wydawało mi się, że wszystko zaczyna układać się w logiczną całość, pojawiał się nowy trop, który ponownie zmieniał moje spojrzenie na sprawę.

Muszę Wam powiedzieć, że już dawno żadna książka nie pochłonęła mnie tak bardzo. Bardzo spodobał mi się również sposób prowadzenia dochodzenia. Nie opierało się ono na wszechobecnej technologii i sprzęcie — te jedynie wspomagały pracę detektywów. Najważniejsze były dedukcja, rozmowy, wyciąganie wniosków i mozolne składanie całej układanki kawałek po kawałku.

Napięcie i ciekawość towarzyszyły mi do samego końca. Razem z bohaterami próbowałam łączyć kolejne tropy i znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie — kto za tym wszystkim stoi?

Muszę również wspomnieć o samym wydaniu. Duża, przyjazna dla oczu czcionka sprawia, że czytanie jest bardzo komfortowe. Okładka ma skrzydełka, co dla mnie jest ogromnym plusem — nie tracę czasu na szukanie zakładki, która jakimś dziwnym trafem zawsze znika wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebna, choć trzeba przyznać, że mało ich nie mam. 

Oprawa graficzna świetnie współgra z treścią powieści. Jest mroczna i tajemnicza, dzięki czemu dobrze oddaje klimat pełnej sekretów historii.

Po zamknięciu ostatniej strony wiem jedno — jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Josie. Na pewno sięgnę po jej wcześniejsze przygody, żeby poznać ją jeszcze lepiej, a jednocześnie będę wyczekiwać kolejnych tomów. Wygląda na to, że zaczynając od dwunastej części, zamiast zakończyć jedną książkę, właśnie zafundowałam sobie jedenaście kolejnych do przeczytania. 

Z czystym sercem polecam Wam tę powieść. Znalazłam w niej znacznie więcej, niż się spodziewałam — nie tylko świetnie poprowadzone śledztwo i zagadkę kryminalną, ale również ogrom emocji, historie ludzi mierzących się ze stratą i bohaterów, których naprawdę chce się poznać bliżej.

 Współpraca recenzencka

 „Komórki się pani pomyliły” – Jacek Galiński

„Komórki się pani pomyliły” – Jacek Galiński


 

Kiedy pakowałam walizkę na wyjazd nad morze, nie mogło zabraknąć w niej dobrej książki. Tym razem towarzyszyła mi „Komórki się pani pomyliły” Jacka Galińskiego. Na co dzień najchętniej sięgam po kryminały, ale ta komedia kryminalna okazała się strzałem w dziesiątkę. Nie pamiętam, kiedy ostatnio śmiałam się podczas czytania aż do łez, a jednocześnie z takim zaangażowaniem próbowałam rozwikłać zagadkę. I choć miałam swoje podejrzenia, autor i tak zaskoczył mnie zakończeniem.

Opis wydawcy:

„Zamieszanie wokół pewnej warszawskiej kamienicy się nie kończy. Kolejny trup ponownie burzy spokój Zofii Wilkońskiej. Podczas prywatnego śledztwa staruszka za bardzo zbliża się do przestępców i zostaje poddana pokusie nie do odparcia. Niczym policjant zbyt długo działający pod przykrywką Zofia, wiele lat żyjąca w biedzie, zachłystuje się pieniędzmi i przemocą.”

Autor stworzył oryginalną i pełną zwrotów akcji historię, która nie tylko trzyma w napięciu, ale przede wszystkim bawi. W lekki, a jednocześnie trafny sposób pokazuje również codzienność wielu polskich emerytów i problemy, z którymi muszą się mierzyć. Całość napisana jest barwnym, obrazowym językiem, dzięki czemu ma się wrażenie, jakbyśmy towarzyszyli Zofii Wilkońskiej podczas każdego etapu jej zwariowanego śledztwa.

Narracja pierwszoosobowa pozwala doskonale poznać główną bohaterkę – jej sposób myślenia, motywacje i charakterystyczne poczucie humoru. Jacek Galiński stworzył bohaterów bardzo autentycznych, z ich codziennymi troskami, słabościami i potknięciami, ale również ogromną siłą, by mimo wszystko się nie poddawać.

Zofia Wilkońska to emerytka, która przypadkiem trafia na zwłoki w mieszkaniu swojego syna i postanawia rozpocząć własne śledztwo. Choć mogłoby się wydawać, że wiek będzie ją ograniczał, jest dokładnie odwrotnie. To kobieta odważna, zaradna, błyskotliwa i pełna niebanalnych pomysłów. Nie boi się niemal niczego... może poza głodem. Zadziwia tym, jak świetnie odnajduje się nawet w najbardziej niebezpiecznych sytuacjach i jak sprytnie radzi sobie z kolejnymi przeciwnościami losu. O jej dalszych przygodach nie zdradzę już nic więcej – zdecydowanie warto odkryć je samemu.

Polecam Wam tę historię z całego serca. To książka, która bawi do łez, zaskakuje, zmusza do dedukcji i pokazuje, że wiek nie ma żadnego znaczenia, gdy ma się odwagę i ogromny dystans do życia. Jeśli szukacie lekkiego, pełnego humoru kryminału na wakacyjny wyjazd lub letni wieczór, „Komórki się pani pomyliły” będzie doskonałym wyborem. Ja z przyjemnością sięgnę po kolejne przygody Zofii Wilkońskiej.

 „(Nie)zdobyta” – Melissa Darwood

„(Nie)zdobyta” – Melissa Darwood



Są książki, które od pierwszych stron wciągają w swój świat, oczarowują i nie pozwalają o sobie zapomnieć. A gdy docieramy do ostatniej strony, zaczynamy tęsknić za bohaterami i zastanawiać się, jak potoczą się ich dalsze losy. Ostatnio mam ogromne szczęście trafiać właśnie na takie historie. Jedną z nich jest „(Nie)zdobyta” Melissy Darwood – powieść, którą miałam przyjemność objąć patronatem medialnym.

Twórczość Melissy Darwood to dla mnie gwarancja emocji. Autorka potrafi zaskakiwać, zwodzić czytelnika i sprawić, że od książki trudno się oderwać. Tym razem oprócz wzruszeń i napięcia zaserwowała również ogromną dawkę humoru. Dawno żadna powieść nie rozbawiła mnie tak bardzo – śmiałam się do łez. Jednocześnie nie zabrakło scen pełnych napięcia, a zakończenie przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Julka ma trzydzieści dwa lata i pracuje jako dziennikarka w kobiecym magazynie. Kiedy otrzymuje szansę napisania książki o mało znanym himalaiście, trafia na Jeremiego Jansona – ekscentrycznego mężczyznę, który planuje jako pierwszy zdobyć zimą K2 podczas samotnej wyprawy. Wydawnictwo stawia jednak jeden warunek – Julka musi wziąć udział w przygotowaniach i dotrzeć z nim aż do bazy położonej na wysokości ponad czterech tysięcy metrów. Problem w tym, że nie znosi zimna, jest w słabej kondycji fizycznej, a o górach nie wie praktycznie nic.

Przygotowania do tej niezwykłej wyprawy zmuszają ją do zmierzenia się z własnymi lękami i słabościami. Wraz z JJ wyrusza w Tatry, gdzie poznaje góry od zupełnie innej strony. Każdy kolejny dzień przynosi nowe wyzwania, a między bohaterami coraz wyraźniej pojawia się wzajemna fascynacja, pożądanie i rodzące się uczucie. Julia zaczyna coraz bardziej obawiać się, że zakochuje się w człowieku, który gotów jest zaryzykować wszystko, by spełnić swoje największe marzenie. Czy miłość stanie na drodze do realizacji celu? A może to właśnie ona okaże się największą próbą?

Jeremi Janson to charyzmatyczny himalaista, który ponad wszystko kocha góry, spokój i wolność. Na co dzień pracuje przy wycince drzew, a jego największym marzeniem jest zdobycie zimą K2. Z życiowej konieczności zgadza się na współpracę z Julią, choć początkowo nie ma na to najmniejszej ochoty. Z czasem zaczyna jednak dostrzegać, ile wysiłku dziewczyna wkłada w przygotowania i z rosnącym podziwem obserwuje jej przemianę. Czy JJ pozwoli sobie otworzyć serce? I czy uda mu się zdobyć szczyt, który od lat pozostaje jednym z największych wyzwań himalaizmu?

Melissa Darwood stworzyła fascynującą historię o pasji, odwadze, przekraczaniu własnych granic i sile marzeń. W niezwykle ciekawy sposób przybliżyła świat himalaizmu, pokazując, ile wyrzeczeń, przygotowań i determinacji wymaga każda wyprawa. Bohaterowie są autentyczni, pełni wad i zalet, dzięki czemu łatwo ich polubić i kibicować im do samego końca.

To książka, która bawi, wzrusza, rozpala emocje, chwilami budzi grozę i trzyma w napięciu aż do ostatniej strony. To historia o miłości, przyjaźni, marzeniach i odwadze, która pokazuje, że największe szczyty często trzeba najpierw zdobyć we własnym sercu.

Choć tę recenzję pisałam już jakiś czas temu, dziś mam piękną okazję do powrotu do tej historii. „(Nie)zdobyta” ukazała się w nowym, wyjątkowym wydaniu, w którym obie części zostały zebrane w jednym tomie. To prawdziwa gratka dla wszystkich miłośników tej opowieści. Twarda oprawa, zachwycająca okładka z górskim motywem, subtelne złote zdobienia, barwione brzegi oraz dopracowane wnętrze sprawiają, że książka zachwyca jeszcze zanim przeczyta się pierwszą stronę. To jedno z tych wydań, które nie tylko świetnie się czyta, ale również z dumą stawia na półce.

Z całego serca polecam Wam tę historię. Jeśli lubicie świetnie wykreowanych bohaterów, błyskotliwy humor, pięknie rozwijający się wątek romantyczny i opowieści, które zostają z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki, koniecznie sięgnijcie po „(Nie)zdobytą”. Jestem przekonana, że Julka i JJ skradną również Wasze serca, a nowe wydanie będzie prawdziwą ozdobą każdej biblioteczki. 

"Serce z kamienia"- Katarzyna Misiołek

"Serce z kamienia"- Katarzyna Misiołek




Kiedyś już Wam wspominałam, że nie jestem zwolenniczką książek obyczajowych i bardzo rzadko po nie sięgałam, a już po powieści polskich autorek w szczególności! Nie podobał mi się język i problematyka, a książki były bardzo podobne do siebie. Po długim czasie przemogłam się, przeczytałam jedną, drugą i powoli coraz częściej pojawiają się w mojej biblioteczce, mało tego większość tych książek napisane zostały przez nasze rodaczki, i teraz są autorki, których książek wyczekuję! Jedną z tych pisarek jest Katarzyna Misiołek, która porusza ważne problemy dla nas kobiet, ukazując nam, że nie jesteśmy same, nie powinnyśmy się wstydzić, tylko 
w razie potrzeby szukać pomocy! Najnowsza książka „Serce z kamienia” jest tego doskonałym dowodem, opowiada o macierzyństwie, ale nie tym idealnym, które obserwujemy w telewizji, gazetach, na blogach! Tylko tym życiowym, gdzie czasem górę biorą emocję, a my zaliczamy upadek! Ale o tym za chwilę.

Weronika wpadła w panikę, kiedy dowiedziała się o kolejnej ciąży. Miała już czteroletnie bliźniaczki, a na bliskich nigdy nie mogła liczyć. Poza tym nie siedziała bezczynnie w domu – prowadziła popularny blog o macierzyństwie, organizowała sesje zdjęciowe, żyła w biegu. Nie planowała trzeciego dziecka.

Po narodzinach synka uwierzyła, że da sobie radę. Ale mały całymi nocami płakał, bliźniaczki były o niego zazdrosne, a mąż przesiadywał do późna 
w firmie. Kobieta zapadała się w otchłań beznadziei. Towarzyszył jej ciągły, rozdzierający płacz dziecka. Słyszała o depresji poporodowej, ale nie sądziła, że przydarzy się właśnie jej.

Tamtej nocy marzyła tylko, żeby synek chociaż na chwilę ucichł. Naprawdę nie chciała go skrzywdzić, nie była wtedy sobą… A może jednak?


Katarzyna Misiołek- „Polska pisarka, autorka powieści społeczno-obyczajowych i kryminałów z cechami thrillera psychologicznego.Absolwentka Wyższej Szkoły Pedagogicznej, przez kilka lat mieszkała w Rzymie, który do dziś jest bliski jej sercu. Bywała tłumaczką, radiową pogodynką i hostessą, obecnie współpracuje z kilkoma dużymi wydawnictwami prasowymi i książkowymi. Uwielbia literaturę i kino grozy, biografie i mroczne thrillery.”


Autorka stworzyła ciekawą i wciągającą fabułę, trzymającą nas w napięciu, opowiadając o życiu matki, żony i blogerki, ukazując cienie i blaski jej życia, jak chyba po części każdej z nas. Pisarka porusza trudny temat depresji poporodowej, o którym rzadko się mówi. Kobiety wstydzą się opowiadać 
o niej, bojąc się oceniania przez innych- co często prowadzi do tragedii. Pani Katarzyna trafnie opisuje zmęczenie młodych matek. Ja sama wielokrotnie padałam ze zmęczenia, gdy dzieci miały kolki, a potem, gdy na zmianę chorowały, ale zawsze staram się znaleźć pozytywy, nigdy nie żałowałam, że mam swoje pociechy. Tym bardziej współczuję kobietom, które przez tę straszną chorobę tego nie potrafią. Autorka posługuje się bogatym 
i obrazowym językiem, dzięki czemu porywa nas do świata bohaterów 
i czytelnik nie potrafi się oderwać od powieści. Kolejnym plusem są bohaterowie o odmiennych charakterach, marzeniach. Pomimo problemów, upadków potrafią walczyć o siebie i swoją rodzinę.

Weronika jest piękną i inteligentną młodą kobietą, prowadzi bloga poświęconego macierzyństwu, dzięki ciężkiej pracy zarabia na nim całkiem dobre pieniądze. Jest mamą czteroletnich bliźniaczek, które kocha, ale nie zawsze potrafi opanować swoje emocje. Coraz częściej marzy o życiu, które wiodła przed ciążą. Mąż, jak go nazywa, jest wiecznym Piotrusiem panem, który w niczym jej nie pomaga, realizując się zawodowo, nie potrafi pojąć, że żona czuje się uwieziona w klatce… Gdy dowiaduje się, że jest w ciąży, nie chce dziecka…


Polecam Wam tę powieść, która wywoła w Was skrajne emocje, dzięki niej poznacie problem depresji poporodowej od podszewki i pokaże Wam, że to, co często widzimy w przestrzeni medialnej, nie do końca jest prawdą. W końcu przecież widzimy tylko ułamek życia blogerek i instamam, który chcą nam pokazać, będący czasem daleki od rzeczywistości, a przecież każda z nas popełnia błędy… Powieść ta pozostanie na długo w moim sercu i głowie. Już czekam na kolejną powieść Katarzyny Misiołek, ciekawa, jaki temat poruszy tym razem.

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję WYDAWNICTWU KSIĄŻNICA.

"Schizis" - Melissa Darwood

"Schizis" - Melissa Darwood




Nigdy nie mogę się nadziwić, jak z niewielu słów można stworzyć powieść, która wciąga Cię w inny świat, czaruje, opowiada o ludziach, którzy nie istnieją, a dla nas- czytelników na chwilę stają się ważną częścią naszego życia. Porusza nas ich życie, przygody i tragedia. Ale przede wszystkim ukazuje problemy i uczy zwracać większą uwagę na innych. Biorąc po raz pierwszy nową książkę ”Schizis” - Melissy Darwood, którą objęłam PATRONATEM MEDIALNYM, nie spodziewałam się takiego ogromu emocji, które mi zaserwowała autorka, powieść jest zaskakująca...

Cześć, mam na imię Marcja, a to jest mój kanał na YouTubie. Jeśli chcecie wiedzieć, jak wygląda moje życie i z jakimi demonami zmagam się każdego dnia, to subskrybujcie mój kanał.


Wiem, że ten filmik trafi do uczniów w mojej szkole i, szczerze, mam to głęboko gdzieś. I tak od dawna wszyscy patrzą na mnie jak na wariatkę, bo nią poniekąd jestem. Nikt normalny, o zdrowych zmysłach, nie rozmawia z kimś, kogo nie widać, i nie próbuje kilkakrotnie odebrać sobie życia, prawda?
Jeśli więc macie podobne schizy, to lepiej znajdźcie sobie dobrego lekarza. Ja mam swojego psychiatrę, i psychologa… i mam też Kofiego. Kofi jest moim najlepszym przyjacielem, niesamowitym człowiekiem i facetem, dzięki któremu zaznałam najwspanialszych chwil w moim popapranym siedemnastoletnim życiu.

Subskrybujcie. Czekam na sto tysięcy subów, by raz na zawsze skończyć z tym piekłem i zdradzić Wam brutalną prawdę. Chcę zatrzymać to błędne koło. Życie powinno być przyjemne, nie sądzicie?
Dajcie znać w komentarzach, jak waszym zdaniem rozwinie się moja historia.

Jestem pewna, że żadne z Was nie domyśli się jej finału.”


Autorka stworzyła niekonwencjonalną fabułę, która zaskakuje i wciąga bez reszty, do tego pisarka posługuje się bogatym i obrazowym językiem tak, jak 
w poprzednich powieściach, co jest dużym plusem książek Melissy Darwood, dzięki temu bardzo łatwo czytelnik odnajduje się w wykreowanym świecie bohaterów i mocno przeżywa ich historie. Autorka trzyma nas w napięciu od pierwszej strony do ostatniej. Nic nie jest takie, jak się wydaje. Akcja toczy się szybko, nie ma czasu na nudę! Zwroty akcji potęgują emocje, które towarzyszą nam przez całą powieść, a koniec…. cóż spodziewałam się wielu różnych rzeczy, ale na pewno nie tego, co dostałam… Pisarce udało się mną wstrząsnąć, doprowadzić do płaczu i zaszokować… Muszę wspomnieć Wam również, że Melissa Darwood porusza bardzo trudne tematy, które często są zamiatane pod dywan, a mianowicie: trudne relacje rodzinne, problemy psychiczne, uzależnienie od mediów społecznościowych i tego, jak młodzi ludzie przejmują się opinią innych, ale również pisze o znęcaniu się fizycznym i jeszcze wielu, których Wam nie zdradzę, abyście mogli doświadczyć tego, co ja! Kolejnym dużym plusem powieści są dynamiczni bohaterowie, którzy nie poddają się, pomimo że życie ich nie oszczędza, mamy okazję obserwować, jak dorastają.

Marcja jest nastolatką, ma za sobą próby samobójcze, o których nam opowiada, tak naprawdę jest zamknięta w sobie i do tego jest słabego zdrowia. Mama szuka przyczyny jej chorób, niestety to powoduje wiele badań i często ból. Dziewczyna podejrzewa, że… Marcja ma jednego przyjaciela, Kofiego, który wspiera ją, pomimo że sam ma wiele problemów, bowiem jest mulatem, inni nie akceptują jego odmienności. Młody ambity chłopak, który dąży do realizacji swoich marzeń… I na tym skończę, żebyście mogli poznać ich sami 
i sprawdzić, jak potoczy się ich życie!

Polecam Wam tę historię, która zmusi Was do myślenia, wywoła gęsią skórkę 
i wbije w fotel! A ja? Cóż, czekam niecierpliwie na kolejne powieści autorki, która rozwija się z każdą swoją powieścią i zaskakuje swoją twórczością!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU MEDIA RODZINA

"Rhys"- Agnieszka Siepielska

"Rhys"- Agnieszka Siepielska



Dziś chciałabym się z Wami podzielić opinią na temat mojego PATRONATU MEDIALNEGO a mianowicie „Rhys- synowie zemsty”- Agnieszki Siepielskiej. Książka zaintrygowała mnie swoim opisem, który obiecywał duże emocje, a może tajemnice, a być może wątek miłosny i wiecie co..., dostałam to wszystko, a nawet więcej. Autorka zabrała mnie w świat mafii i zaskoczyła niesamowitą intrygą, a koniec wbił w fotel.

Dwudziestoczteroletnia Viviana Thomson pracuje w luksusowym sklepie 
z odzieżą męską. Pewnego dnia dowiaduje się, że jeden z klientów otrzymał inne garnitury, niż te, które zamawiał, a teraz domaga się, by osobiście dostarczono mu właściwe. Mimo że Viviana nie jest odpowiedzialna za tę pomyłkę, zgadza się pojechać do domu mężczyzny.

Rhys Miller jest szanowanym i niezwykle przystojnym milionerem. Lubi, gdy wszystko idzie po jego myśli, i stara się wykorzystywać każdą nadarzającą się okazję, żeby ugrać coś, na czym mu zależy. Dostarczenie niewłaściwego zamówienia pozwala mu więc wprowadzić w życie plan, który zaczął sobie układać jakiś czas temu. Kiedy w swoim domu widzi Vivianę, ma już pewność, że podjął właściwą decyzję.”


Autorka pisze barwnym językiem i obrazowym, dzięki temu miałam wrażenie, że towarzyszę bohaterce w każdym momencie jej życia, co nieraz wywołało 
u mnie rumieńce na policzkach. Pisarka stworzyła ekscytującą fabułę, która wciągnęła mnie bez reszty, książkę bowiem przeczytałam jednym tchem, gdy moje dzieci spały. Agnieszka Siepielska stworzyła ciekawą narrację, pierwszoosobową, a narratorami są różni bohaterowie, ten zabieg spowodował, że poznajemy naszych bohaterów od podszewki, wiemy, co myślą i czują, pomimo tego w powietrzu unosi się tajemnica, której czytelnik nie jest 
w stanie odgadnąć. Autorka wplotła w powieść intrygi, które podkręcają temperaturę akcji. Następną zaletą książki są bohaterowie, barwni, zaskakujący, a przede wszystkim intrygują podejmowanymi decyzjami.

Viviana jest młodą dziewczyną, która mieszka z matką i babcią pod jednym dachem. Nie potrafi znaleźć wspólnego języka z mamą i nie rozumie jej postępowania, wręcz nie lubi jej, za to babcię kocha nad życie i martwi się 
o nią, bowiem kobieta wychowała ją. Na jej drodze staje przystojny milioner, który za wszelką cenę chce ją zdobyć. Dziewczyna opiera się aż do momentu... Wtedy jej życie zmienia się nie do poznania, wkracza w nieznany sobie do tej pory świat – ma własnego ochroniarza, który czuwa nad jej bezpieczeństwem, co niezmiernie ją denerwuje. Obraca się wśród ludzi bogatych, ale czuje, że nie wie wszystkiego o Rhysie i jego rodzinie, gdy odkrywa prawdę, jest już …
Rhys jest wysportowanym i bogatym mężczyzną. Interesy, które prowadzi, nie są legalne. Jest członkiem mafii, nieprzewidywalny i kiedy coś sobie postanowi, musi to dostać, a chce Vivianne. Dlaczego? Musicie odkryć to sami.

Polecam Wam tę książkę, która trzyma czytelnika w napięciu do samego końca, bardzo często następują zwroty akcji, trupy wypadają z szafy, a intrygi nie mają końca. Wszystko to okraszone zmysłową pikanterią. Czekam niecierpliwie na drugi tom. I jestem pewna, że sięgnę bez wahania po każdą kolejną książkę autorki, ciekawa, co narodzi się tym razem w jej umyśle!

Za możliwość przeczytania książki dziękuję WYDAWNICTWU NIEZWYKŁE

Copyright © 2016 po drugiej stronie książki-recenzje , Blogger