„Dowody zdrady” – Tomasz Nowicki

„Dowody zdrady” – Tomasz Nowicki


 

Są książki, po których spodziewamy się jednego, a dostajemy zupełnie coś innego. I dokładnie tak było tutaj.


Sięgając po tę pozycję, byłam przekonana, że przede wszystkim przeczytam o zdradach, śledzeniu niewiernych partnerów i sytuacjach rodem z filmów: obserwacja, zdjęcia, dowody, konfrontacja i koniec sprawy. Tymczasem dostałam możliwość zajrzenia za kulisy pracy prywatnego detektywa i zobaczenia jej z zupełnie innej strony.


Bo ta praca wcale nie polega tylko na siedzeniu w samochodzie z aparatem i czekaniu, aż ktoś zrobi coś, czego robić nie powinien.


To godziny obserwacji. Czasem bardzo długie i bardzo nudne. To analiza drobiazgów, które dla zwykłego człowieka nie mają żadnego znaczenia. Zmiana codziennych przyzwyczajeń, sposób zachowania, trasa, po której ktoś się porusza, jedno spotkanie, telefon, spojrzenie czy sytuacja, która dopiero po połączeniu z innymi elementami zaczyna tworzyć większą całość.


Ale przede wszystkim — to ludzie i ich emocje.


I chyba właśnie ten element zainteresował mnie najbardziej.


Zdrada jest bolesna. Podejrzenie zdrady również. Kiedy w głowie człowieka pojawia się myśl, że partner może prowadzić podwójne życie, nagle wszystko zaczyna wyglądać podejrzanie. Późniejszy powrót do domu, telefon odłożony ekranem do dołu, inny ton głosu, wyjście, którego wcześniej nie było. Człowiek zaczyna składać własną układankę i czasami jest już tak przekonany do swojej wersji wydarzeń, że przestaje dopuszczać możliwość, iż prawda może wyglądać zupełnie inaczej.


I właśnie jedna z przedstawionych historii zrobiła na mnie szczególne wrażenie. Bo pokazuje, że detektyw nie jest od potwierdzania podejrzeń klienta. Jest od ustalenia faktów.


Czasami osoba obserwowana okazuje się niewinna.


A czasami problem znajduje się zupełnie gdzie indziej.


I wtedy zaczyna się robić naprawdę ciekawie.


Bardzo podobało mi się, że autor nie próbuje za wszelką cenę tworzyć sensacji. Pokazuje również sytuacje, w których wcześniejsze założenia okazują się błędne, a nawet takie, kiedy osoba zlecająca obserwację nie mówi całej prawdy. To świetnie pokazuje, jak cienka potrafi być granica pomiędzy podejrzeniem, przekonaniem a rzeczywistością.


Bo można obserwować drugiego człowieka przez kilka czy kilkanaście dni, zebrać ogrom materiału i dojść do wniosku, że… zarzuty były bezpodstawne.


I co wtedy?


Dla mnie właśnie tutaj książka przestaje być tylko ciekawostką o pracy detektywa, a zaczyna mówić o czymś znacznie większym — o odpowiedzialności za prawdę.


Prawda nie zawsze jest taka, jakiej oczekuje klient. Czasem boli, czasem przynosi ulgę, a czasem stawia człowieka w sytuacji, której kompletnie się nie spodziewał.


Ogromne wrażenie zrobiła na mnie również forma tej książki. Oprócz opisów spraw znajdują się tutaj materiały przypominające prawdziwą dokumentację operacyjną: raporty, fotografie, zestawienia, analizy, materiały z obserwacji czy elementy związane z OSINT-em. Dzięki temu miałam momentami wrażenie, jakbym nie czytała książki, tylko zaglądała komuś przez ramię podczas prowadzenia prawdziwej sprawy.


I powiem Wam — to działa na wyobraźnię.


Kiedy widzimy godziny, miejsca, kolejne etapy obserwacji i dokumentację, zaczynamy rozumieć, ile pracy może kryć się za jednym końcowym zdaniem: „potwierdzono” albo „nie potwierdzono”.


Szczególnie ciekawa była dla mnie część dotycząca tego, ile informacji zostawiamy po sobie w internecie. Zdjęcia, profile społecznościowe, stare konta, pseudonimy, fragmenty danych — coś, o czym sami dawno zapomnieliśmy, może nadal gdzieś istnieć. Dopiero kiedy widzi się proces łączenia tych pojedynczych elementów, człowiek zaczyna się zastanawiać, jak ogromny cyfrowy ślad zostawiamy za sobą każdego dnia.


Przyznam, że momentami robiło to na mnie większe wrażenie niż sama obserwacja terenowa.


Są tutaj również bardziej techniczne fragmenty. Niektóre czytałam wolniej, bo pojawia się sporo informacji dotyczących procedur, narzędzi, dokumentacji czy prawnych granic działania. Nie jest to jednak przypadkowe zapychanie stron. Dzięki temu książka pokazuje, że prywatny detektyw nie może robić wszystkiego, na co ma ochotę, a praca ta jest ograniczona przepisami, zasadami etyki i odpowiedzialnością za drugiego człowieka.


I dobrze, że zostało to pokazane.


Bo łatwo wyobrażać sobie detektywa jako kogoś, kto śledzi, fotografuje i zdobywa informacje wszelkimi możliwymi sposobami. Tutaj bardzo wyraźnie widać, że równie ważne jak znalezienie odpowiedzi jest to, w jaki sposób się do niej dochodzi.


Najbardziej zostały jednak ze mną fragmenty bardziej osobiste.


Te, w których autor opowiada o emocjach, intuicji, doświadczeniu i o tym, jak obserwowanie ludzi z czasem uczy zauważać rzeczy, których większość z nas nawet nie rejestruje. Drobne gesty. Zmianę zachowania. Napięcie. Nerwowość. Sposób, w jaki ktoś reaguje w określonej sytuacji.


Ale jednocześnie bardzo mocno wybrzmiewa tutaj jedna rzecz: intuicja może być sygnałem, nigdy dowodem.


I to akurat bardzo mi się spodobało.


Bo można coś czuć. Można mieć podejrzenia. Można nawet być niemal pewnym. Ale dopiero fakty pozwalają powiedzieć, co naprawdę się wydarzyło.


Podoba mi się też sposób, w jaki autor pisze o samych ludziach. Bez robienia z każdego obserwowanego człowieka „winnego”. Bez prostego podziału na dobrych i złych. Za każdą sprawą stoi przecież czyjeś życie, małżeństwo, rodzina, strach, zazdrość czy rozczarowanie. Jedna informacja może zmienić czyjeś życie w kilka sekund.


I detektyw doskonale o tym wie.


Dlatego ta książka nie jest dla mnie historią o łapaniu ludzi na zdradzie.


To przede wszystkim książka o szukaniu prawdy.


Czasem niewygodnej. Czasem zupełnie innej niż ta, którą ktoś wcześniej ułożył sobie w głowie. A czasem takiej, która paradoksalnie przynosi ogromną ulgę.


Po przeczytaniu tej książki mam też zupełnie inne spojrzenie na zawód prywatnego detektywa. Jest w nim znacznie mniej filmowego blichtru, a znacznie więcej cierpliwości, czekania, analizowania, dokumentowania i odpowiedzialności, niż mogłoby się wydawać.


I chyba właśnie dlatego czytałam ją z taką ciekawością.


Bo tutaj zaglądamy do świata, którego na co dzień nie widzimy. Do samochodów stojących godzinami na parkingach. Do raportów tworzonych późnym wieczorem. Do setek fotografii, z których być może tylko jedna okaże się istotna. Do rozmów z ludźmi, którzy chcieliby usłyszeć określoną odpowiedź, choć prawda wcale nie musi jej potwierdzić.


A na końcu zostaje jeszcze jedna myśl.


Jak dobrze naprawdę znamy człowieka, z którym dzielimy życie?


I chyba właśnie dlatego po zamknięciu tej książki jeszcze długo o niej myślałam. Bo możemy potraktować ją jako ciekawą opowieść o pracy prywatnego detektywa. Możemy zachwycić się techniczną stroną obserwacji i analizą informacji. Ale gdzieś pod tym wszystkim cały czas pozostają ludzie — ze swoimi sekretami, lękami, błędami i potrzebą poznania prawdy.


A prawda, jak wiadomo, czasami potrafi zaskoczyć bardziej niż najlepsza fikcja. 


Współpraca recenzencka z  Tomaszem Nowickim.

Copyright © 2016 po drugiej stronie książki-recenzje , Blogger