„Tysiąc bieszczadzkich gwiazd” – Katarzyna Fiołek
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Katarzyny Fiołek. Muszę Wam przyznać, że do sięgnięcia po „Tysiąc bieszczadzkich gwiazd” skusiło mnie przede wszystkim miejsce, w którym rozgrywa się historia. Bieszczady od zawsze mnie fascynowały, a kiedy dodamy do tego zimową scenerię, którą tak uwielbiam, trudno mi było oprzeć się tej powieści. Byłam bardzo ciekawa, jaką historię przygotowała dla nas autorka.
Łucja wyjechała z Bieszczadów wiele lat temu i zrobiła wszystko, żeby zostawić za sobą trudne dzieciństwo. W Warszawie zbudowała życie, w którym nie ma miejsca na słabości. Dobra praca, sukcesy zawodowe i niezależność dają jej poczucie, że wreszcie ma nad wszystkim kontrolę.
Odziedziczony po babci dom w Lutowiskach jest dla niej jedynie niechcianą pamiątką po przeszłości, do której nie zamierza wracać. Kiedy pojawia się możliwość sprzedaży nieruchomości, Łucja postanawia osobiście dopilnować formalności i raz na zawsze zamknąć ten rozdział swojego życia.
Powrót w Bieszczady oznacza jednak spotkanie z miejscami i ludźmi, o których przez lata starała się nie myśleć. Wśród nich jest Janek, z którym łączyła ją nie tylko piękna przyjaźń, ale również pierwsza miłość. To właśnie przy nim i jego rodzinie odnajdywała ciepło, troskę i poczucie bezpieczeństwa, których tak bardzo brakowało jej we własnym domu. Choć ich drogi rozeszły się wiele lat temu, wspólna przeszłość wciąż pozostaje częścią ich życia. Ponowne spotkanie sprawia, że wracają nie tylko wspomnienia, ale również emocje, o których oboje mogli już dawno zapomnieć.
Dokąd zaprowadzą ich te emocje? Czy Łucja zdecyduje się sprzedać odziedziczoną nieruchomość i wrócić do swojego życia w Warszawie, czy może Bieszczady zatrzymają ją na dłużej?
Od zawsze marzyłam o tym, żeby odwiedzić Bieszczady, ale jak dotąd nie miałam takiej okazji. Muszę Wam jednak przyznać, że dzięki autorce mogłam choć na chwilę się tam przenieść. Katarzyna Fiołek pokazała mi Bieszczady o różnych porach roku, ale najbardziej urzekła mnie bieszczadzka zima. Kocham śnieg, ośnieżone krajobrazy i tę wyjątkową atmosferę, kiedy wszystko pokrywa biały puch, a świat jakby na chwilę zwalnia. Czytając opisy tych miejsc, niemal widziałam je oczami wyobraźni i miałam jeszcze większą ochotę spakować walizkę, żeby wreszcie zobaczyć Bieszczady na własne oczy.
Łucja to kobieta silna, ambitna i niezależna. Wie, czego chce od życia, i konsekwentnie dąży do wyznaczonych celów. Nie boi się ciężkiej pracy, jest uparta i przyzwyczajona do tego, że ze wszystkim musi radzić sobie sama. Na pierwszy rzut oka można odnieść wrażenie, że ma wszystko, czego potrzeba do szczęścia. Jednak za tym wizerunkiem kryje się zupełnie inna osoba.
Łucję bardzo polubiłam. Podziwiałam ją za to, że mimo trudnych doświadczeń nie poddawała się i tak wiele potrafiła osiągnąć własnymi siłami. A jednak było mi jej zwyczajnie żal. Przez lata stworzyła zupełnie inną wersję siebie, pilnowała się na każdym kroku i starała się nie pokazywać tego, co naprawdę czuje. Tak bardzo przyzwyczaiła się do ukrywania emocji, że trudno było jej pozwolić sobie nawet na chwilę słabości. Z zewnątrz mogło się wydawać, że jest kobietą spełnioną, która osiągnęła wszystko, czego pragnęła. Tylko czy rzeczywiście była szczęśliwa? Moim zdaniem jej życie było od tego szczęścia bardzo dalekie. Miała sukcesy, pieniądze i niezależność, ale gdzieś po drodze zabrakło w tym wszystkim miejsca na nią samą.
A czy uda jej się w końcu odnaleźć swoje prawdziwe „ja” i zacząć żyć w zgodzie ze sobą? No cóż, tego musicie się już dowiedzieć sami!
Janek to mężczyzna, który ma w sobie mnóstwo ciepła i poczucia humoru. Jest pracowity, zaradny i mocno związany z Bieszczadami. Włożył wiele serca w stworzenie swojego „Przystanku Buczek” i widać, że jest dumny z tego, co udało mu się osiągnąć. Ma też w sobie taką zwyczajną, ludzką serdeczność, która bardzo mi się podobała.
Jednak trudno nie zauważyć, jak bardzo Janek i Łucja się od siebie różnią. Dla niego Bieszczady są domem, miejscem, którego nie wyobraża sobie opuścić. Ona natomiast przez lata robiła wszystko, żeby zostawić je za sobą. Janek nie zawsze rozumiał jej decyzje, choć tak bardzo pragnął ją chronić, kochać i po prostu być przy niej. To właśnie on znał jej prawdziwe oblicze, wiedział, przez co przeszła i ile bólu nosiła w sobie. Znał dziewczynę, która kryła się za wizerunkiem silnej i niezależnej kobiety. Tylko czy po tylu latach rozłąki sam pozostał tym samym chłopakiem, którego Łucja kiedyś znała i kochała?
Kolejną rzeczą, która bardzo mi się spodobała, jest sposób, w jaki autorka poprowadziła historię. Akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Teraźniejszość przeplata się z przeszłością, dzięki czemu poznajemy dzieciństwo i młodzieńcze lata Łucji oraz Janka. Możemy obserwować bohaterów na różnych etapach ich życia, widzieć, jak dorastają, zmieniają się i jak rozwija się ich relacja. Przyjaźń, która początkowo ich łączy, z czasem zaczyna przeradzać się w coś znacznie głębszego. Pojawia się pierwsza miłość, pragnienie bliskości i emocje, z którymi nie zawsze łatwo sobie poradzić. Stopniowo odkrywamy również, co stanęło na drodze zakochanych i dlaczego ich losy potoczyły się właśnie w taki, a nie inny sposób. Bardzo podobało mi się to przeplatanie przeszłości z teraźniejszością, ponieważ z każdą kolejną stroną coraz lepiej rozumiałam bohaterów i podejmowane przez nich decyzje.
Katarzyna Fiołek pisze lekko i swobodnie, dzięki czemu książkę czyta się niemal jednym tchem. I choć autorka porusza trudne, momentami bardzo bolesne tematy, robi to w sposób, który nie przytłacza czytelnika, ale skłania do refleksji. Pokazuje, jak wielką krzywdę mogą wyrządzić dziecku obojętność, brak ciepła i bliskości, a także przemoc słowna. Jak głęboko takie doświadczenia potrafią się w nim zakorzenić i pozostawić ślad na całe dorosłe życie.
Ta historia uświadamia również, jak wiele odwagi i wewnętrznej siły potrzeba, żeby zmierzyć się z bolesną przeszłością, nauczyć się wybaczać i wreszcie odważyć się zmienić własne życie. Ale pokazuje też, że czasem tej siły po prostu brakuje. Nie każdy potrafi poradzić sobie z bólem i trudnymi emocjami. Bywa, że zamiast się z nimi zmierzyć, człowiek szuka innych sposobów, żeby je zagłuszyć, choćby tylko na chwilę. Niestety, nie zawsze przynosi mu to ulgę, której tak bardzo potrzebuje.
Autorka pokazuje również, jak łatwo przychodzi nam ocenianie innych, kiedy nie znamy całej prawdy ani tego, przez co musieli przejść. A przecież o ile łatwiej byłoby nam żyć, gdybyśmy potrafili szczerze ze sobą rozmawiać, zamiast ukrywać prawdę i latami nosić w sobie tajemnice. Bo czasem to właśnie one stają się ciężarem, który nie pozwala nam ruszyć dalej, a przy tym potrafią ranić nie tylko nas samych, ale również innych ludzi.
Katarzynie Fiołek udało się wzbudzić we mnie cały wachlarz emocji — od wzruszenia, przez złość, aż po niedowierzanie. Niektóre wydarzenia naprawdę mocno mnie poruszyły, a decyzje bohaterów sprawiały, że momentami aż trudno było mi uwierzyć w to, co czytam. Szczególnie długo nie potrafiłam zrozumieć postępowania babci Łucji. I choć z czasem poznałam całą historię oraz motywy, którymi się kierowała, nie zmieniło to mojego zdania. Są pewne zachowania, których po prostu nie potrafię usprawiedliwić. I muszę Wam przyznać, że ja na miejscu Łucji nie potrafiłabym jej wybaczyć.
W książce pojawia się również kilka zwrotów akcji, które potrafiły mnie naprawdę zaskoczyć. Kiedy wydawało mi się, że wszystko zaczyna układać się w całość i wiem, w jakim kierunku zmierza ta historia, autorka ujawniała kolejne szczegóły, które zupełnie zmieniały moje spojrzenie na niektóre wydarzenia i bohaterów. Dzięki temu moja ciekawość tylko rosła, a ja z każdą kolejną stroną coraz bardziej chciałam poznać całą prawdę.
Zakończenie książki z jednej strony mnie zaskoczyło, a z drugiej pozostawiło we mnie przyjemne poczucie spokoju i satysfakcji. Przyznam, że spodziewałam się zupełnie innego obrotu wydarzeń, ale ostatecznie bardzo spodobało mi się to, w jaki sposób autorka zakończyła tę historię. Nie zawsze wszystko musi układać się tak, jak sobie wyobrażamy, żebyśmy mogli poczuć, że właśnie tak powinno być. I chyba właśnie z takim uczuciem zamknęłam tę książkę.
Polecam Wam tę powieść, szczególnie jeśli lubicie historie, w których miłość przeplata się z trudnymi doświadczeniami, rodzinnymi tajemnicami i emocjami, które nie zawsze łatwo zrozumieć. To książka, która potrafi wzruszyć, zaskoczyć, a momentami nawet zezłościć. Skłania do refleksji nad tym, jak ogromny wpływ na nasze życie ma przeszłość, jak trudno czasem wybaczyć i ile odwagi potrzeba, żeby zawalczyć o własne szczęście. A wszystko to w otoczeniu przepięknych Bieszczadów, które dodają tej historii wyjątkowego uroku.
I na sam koniec zdradzę Wam jeszcze jedną rzecz — już nie mogę się doczekać kolejnej powieści Katarzyny Fiołek! Jestem ogromnie ciekawa, jaką historię tym razem przygotuje dla swoich czytelników i jakie emocje będą nam towarzyszyć podczas lektury.
Reklama | Egzemplarz książki otrzymałam w ramach barterowej współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem MUZA.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz