Brak tytułu


 

„Niewidzialne rany” – recenzja 📖❤️

Są takie historie, które przypominają nam, jak wiele człowiek potrafi znieść, zanim w końcu znajdzie w sobie siłę, żeby zawalczyć o własne szczęście. Historie, w których miłość nie zawsze oznacza bezpieczeństwo, a zaufanie, raz utracone, niezwykle trudno odbudować.

Właśnie z taką opowieścią przyszło mi się zmierzyć.

Poznajemy Emmę, kobietę, która ma za sobą bolesne doświadczenia i próbuje na nowo poukładać swoje życie. Już jako mała dziewczynka musiała zmierzyć się z rzeczywistością, której żadne dziecko nie powinno doświadczać. Zamiast beztroskiego dzieciństwa były strach, przemoc i poczucie odpowiedzialności za młodsze rodzeństwo. Dorastała zbyt szybko, ucząc się ukrywać własne emocje i przetrwać kolejny dzień.

Wydawać by się mogło, że dorosłość pozwoli jej wreszcie zostawić wszystko za sobą. Niestety, przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Pozostawiła ślady, których nie da się wymazać jednym przepraszam, obietnicą poprawy czy nawet najszczerszymi uczuciami.

W jej życiu ważne miejsce zajmuje Dawid. Mężczyzna, który sam musi zmierzyć się z własnymi demonami, błędami i konsekwencjami podejmowanych decyzji. Ich historia nie należy do łatwych. Jest w niej wiele bólu, trudnych emocji, strachu, ale również nadziei, że człowiek może się zmienić, jeśli naprawdę tego chce i podejmie odpowiednie kroki.

Przyznam, że Emma wzbudzała we mnie naprawdę różne emocje. Były chwile, kiedy ogromnie jej współczułam i chciałam, żeby wreszcie zaznała spokoju. Innym razem podziwiałam ją za siłę i odwagę, z jaką próbowała poukładać swoje życie. Ale nie będę ukrywać, że zdarzało mi się również złościć na jej decyzje. Czasami miałam ochotę nią potrząsnąć i powiedzieć: dziewczyno, pomyśl wreszcie o sobie! Tylko czy będąc na jej miejscu, sama postąpiłabym inaczej? Łatwo oceniać czyjeś wybory, kiedy nie nosimy w sobie jego wspomnień, lęków i doświadczeń. I chyba właśnie dlatego ta historia skłoniła mnie do tylu przemyśleń.

Bo czy miłość wystarczy, żeby naprawić to, co zostało zniszczone? Czy można ponownie zaufać komuś, kto kiedyś tak bardzo nas zranił? I gdzie przebiega granica między wybaczeniem a zapomnieniem?

Podczas lektury wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, jak trudno jest odzyskać poczucie bezpieczeństwa. Jak wiele odwagi wymaga przyznanie przed samym sobą, że potrzebujemy pomocy. I jak ogromnym krokiem może być podjęcie decyzji, że tym razem chcemy żyć inaczej.

Bardzo ważną rolę w tej historii odgrywają również bliscy Emmy. Ich obecność przypomina, że czasami człowiek potrzebuje kogoś, kto po prostu będzie obok. Nie rozwiąże za niego wszystkich problemów, nie cofnie przeszłości, ale poda rękę wtedy, gdy samemu trudno znaleźć siłę, żeby wstać.

Szczególnie poruszył mnie motyw odzyskiwania siebie. Bo przecież po trudnych doświadczeniach nie wystarczy zamknąć drzwi i powiedzieć, że zaczynamy od nowa. Wspomnienia pozostają, lęki potrafią wracać w najmniej oczekiwanych chwilach, a zaufania do drugiego człowieka trzeba uczyć się niemal od początku.

Podoba mi się, że w tej historii znalazło się miejsce na terapię, rozmowy o emocjach i potrzebę przepracowania przeszłości. To ważne przypomnienie, że proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości. Czasami jest właśnie największym dowodem odwagi.

Nie mogłam również przejść obojętnie obok relacji rodzinnych. Wśród wszystkich trudnych wydarzeń pojawiają się chwile zwyczajnej codzienności, ciepła i bliskości. Takie momenty przypominają, o co tak naprawdę warto walczyć. O spokojny poranek, o śmiech dziecka, o dom, w którym nie trzeba się bać, i o ludzi, przy których można być po prostu sobą.

Ta książka skłoniła mnie także do zastanowienia się nad drugą szansą. Wierzę, że ludzie potrafią się zmieniać, ale wierzę również, że za słowami muszą iść czyny. Samo przepraszam nie naprawia wyrządzonej krzywdy, a przebaczenie nie oznacza obowiązku ponownego wpuszczenia kogoś do swojego życia.

Najważniejsze jest dla mnie to, że Emma stopniowo zaczyna dostrzegać własną wartość. Uczy się podejmować decyzje, stawiać granice i myśleć o przyszłości nie tylko przez pryzmat tego, co wydarzyło się wcześniej.

I chyba właśnie to chciałabym najbardziej podkreślić.

Że nawet jeśli ktoś przez długi czas żył w cieniu strachu, bólu i rozczarowania, nie oznacza to, że tak musi wyglądać cała jego przyszłość.

To opowieść o trudnych relacjach, konsekwencjach błędów, rodzinie, przebaczeniu i nadziei. O tym, że odbudowywanie życia wymaga czasu, cierpliwości i ogromnej pracy nad sobą.

A przede wszystkim o tym, że każdy zasługuje na spokój, szacunek i poczucie bezpieczeństwa.

Bo czasami największym dowodem siły nie jest walka o drugiego człowieka, ale odwaga, żeby wreszcie zawalczyć o siebie.

Polecam tę książkę wszystkim, którzy lubią historie pełne emocji, trudnych wyborów i bohaterów, którzy nie zawsze postępują tak, jakbyśmy tego oczekiwali. To opowieść o miłości, zaufaniu, rodzinie i próbie odnalezienia szczęścia na nowo. O tym, że przeszłości nie da się wymazać, ale można spróbować zbudować coś pięknego pomimo niej. ❤️

Reklama | Egzemplarz książki „Niewidzialne rany” otrzymałam w ramach współpracy recenzenckiej z autorką Anną Więzik. ❤️📚

Brak komentarzy:

Copyright © 2016 po drugiej stronie książki-recenzje , Blogger