„Jano i Wito. Codzienne sprawy” – Wiola Wołoszyn, Przemek Liput


 Są takie sytuacje w życiu dziecka, które dla dorosłego mogą wydawać się drobiazgiem. Kłótnia o zabawkę, strach przed czymś, co czai się w ciemności, czy przegrany mecz. Dla dziecka w tej konkretnej chwili potrafią być jednak całym światem. I właśnie o takich zwyczajnych, a jednocześnie bardzo ważnych dziecięcych sprawach opowiadają książki z serii „Jano i Wito. Codzienne sprawy”.


Do naszego domu trafiły trzy części: „Wielka kłótnia”, „Strach ma wielkie oczy” oraz „Jano i Wito grają w piłkę”. Każda opowiada inną historię, ale wszystkie łączy jedno — dziecięce emocje pokazane bez przesadnego moralizowania i bez udawania, że zawsze wszystko jest pięknie, spokojnie i idealnie.


I chyba właśnie to spodobało mi się w nich najbardziej. ❤️


W „Wielkiej kłótni” zaczyna się całkiem niewinnie. Są klocki, wspólna zabawa, budowanie coraz większych konstrukcji… aż nagle pojawia się konflikt. Coś zostaje zniszczone, padają pretensje, jest krzyk, złość, łzy i słowa wypowiedziane pod wpływem emocji.


Czyli dokładnie tak, jak czasem wygląda dziecięca kłótnia.


Autorzy pokazują, że można być jednocześnie bardzo złym i bardzo smutnym, można nie chcieć od razu powiedzieć „przepraszam”, a jednak po czasie znaleźć sposób, żeby znów się do siebie zbliżyć. Podoba mi się, że pogodzenie chłopców nie pojawia się tutaj jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Najpierw emocje muszą opaść, a dopiero później przychodzi miejsce na dalszą wspólną zabawę.


Z kolei „Strach ma wielkie oczy” zabiera dzieci w zupełnie inny świat emocji. Tym razem bohaterowie mierzą się ze strachem. A dziecięca wyobraźnia, szczególnie kiedy robi się ciemno, potrafi przecież wyczyniać cuda. Nagle zwykły cień wygląda podejrzanie, coś za oknem może mieć pięcioro oczu, a odgłosy dobiegające z ogrodu zdecydowanie brzmią groźniej niż za dnia. 😉


Bardzo spodobało mi się tutaj podejście mamy. Nie wyśmiewa chłopców i nie mówi po prostu: „przecież nie ma się czego bać”. Bierze latarkę i idzie razem z nimi sprawdzić, co naprawdę kryje się w ciemności.


I to jest świetne.


Bo przecież dla dziecka strach jest prawdziwy, nawet jeżeli dorosły wie, że za chwilę okaże się, że za całym zamieszaniem stoi coś zupełnie niegroźnego. Historia pokazuje, że lęk można oswoić, szczególnie kiedy obok jest ktoś, przy kim czujemy się bezpiecznie. A kiedy okazuje się, że wszystko wyglądało dużo groźniej tylko w wyobraźni, pojawia się również sporo śmiechu.


Trzecia książka, „Jano i Wito grają w piłkę”, przenosi nas na boisko. ⚽ I tutaj również nie chodzi wyłącznie o samo kopanie piłki.


Są emocje związane z grą, drużyną, rywalizacją, zdobywaniem bramek i tym, że czasami bardzo chcemy wygrać. Pojawia się radość, zaangażowanie, ale również momenty, gdy coś nie wychodzi tak, jak byśmy chcieli.


I wiecie, co najbardziej podoba mi się w zakończeniu tej historii?


Kiedy pada pytanie o to, kto właściwie wygrał, okazuje się, że nie ma to większego znaczenia. Najważniejsze jest to, że wszyscy świetnie się bawili.


Niby proste zdanie, a niesie ze sobą naprawdę fajny przekaz. Szczególnie teraz, kiedy dzieci bardzo często słyszą o wynikach, byciu najlepszym czy wygrywaniu. Tutaj dostają przypomnienie, że sport to również wspólna zabawa, ruch, drużyna i przyjemność z samego grania.


Cała seria „Codzienne sprawy” bardzo trafnie bierze na warsztat sytuacje, które naprawdę zdarzają się dzieciom. Nie ma tutaj wielkich, oderwanych od życia problemów. Jest za to kłótnia z kimś bliskim, strach, rywalizacja, złość, smutek, radość, przeprosiny, współpraca i poczucie bezpieczeństwa.


Ogromną rolę odgrywają również ilustracje Przemka Liputa. Są kolorowe, wyraziste i pełne emocji, dzięki czemu od razu przyciągają wzrok dziecka. Świetnie uzupełniają tekst i pomagają jeszcze lepiej zrozumieć to, co dzieje się w historii. Dużym plusem jest też sama ilość tekstu — nie ma go za dużo, więc nie przytłacza młodego czytelnika, a wręcz zachęca, żeby spróbować przeczytać książkę samodzielnie. Dla dzieci, które dopiero zaczynają swoją przygodę z czytaniem, może to być naprawdę fajna forma zachęty i budowania pewności siebie.


Podoba mi się też to, że po przeczytaniu każdej części można spokojnie pociągnąć temat dalej. Zapytać dziecko, czego ono się boi, czy zdarzyło mu się pokłócić z kolegą albo rodzeństwem, jak czuje się, kiedy przegrywa i co według niego można zrobić, żeby się pogodzić.


To nie są więc tylko krótkie historie do przeczytania przed snem. Mogą być też bardzo dobrym początkiem rozmowy o tym, co dla małego człowieka często wcale małe nie jest.


My poznaliśmy trzy części, ale „Codzienne sprawy” to większa seria, w której Jano i Wito mierzą się z kolejnymi sytuacjami dobrze znanymi dzieciom i ich rodzicom.


I zdecydowanie rozumiem pomysł na te książki. Zamiast tłumaczyć dzieciom emocje trudnymi słowami, pokazują je w historiach, w których mali czytelnicy mogą po prostu odnaleźć samych siebie. ❤️📚


Reklama | Egzemplarze książek otrzymałam w ramach współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem Mamamia.

Brak komentarzy:

Copyright © 2016 po drugiej stronie książki-recenzje , Blogger