„Zoja i klątwa śmierdziołków” – Anna Samborowska 🐸💚📚
Są takie książki dla dzieci, które sprawiają, że wspólne czytanie staje się czymś znacznie więcej niż tylko poznawaniem kolejnej historii. To chwile pełne śmiechu, zaciekawienia, niecierpliwego przewracania stron i pytań, na które mama nie zawsze zna odpowiedź. I właśnie takie chwile uwielbiam najbardziej!
„Zoja i klątwa śmierdziołków” Anny Samborowskiej to książka, po którą sięgnęłyśmy razem z Basią. I muszę przyznać, że już od pierwszych stron wiedziałam, że nie będzie to zwyczajna przygoda. A im dalej zagłębiałyśmy się w tę historię, tym bardziej przekonywałam się, jak niezwykłą wyobraźnię trzeba mieć, żeby wymyślić coś tak szalonego, zabawnego i jednocześnie pełnego ciepła.
Zoja to dziewczynka, której życie zdecydowanie nie należy do nudnych. Kiedy po wakacjach wraca do szkolnej codzienności, mogłoby się wydawać, że największymi problemami będą lekcje, nowi koledzy i zwyczajne dziecięce zmartwienia. Nic bardziej mylnego! Bo w świecie Zoi nawet z pozoru niewinne wydarzenie potrafi zapoczątkować prawdziwą lawinę kłopotów.
Wszystko zaczyna się robić coraz bardziej podejrzane, gdy rodzina dziewczynki odkrywa, że ktoś bez ich wiedzy zamówił automat paczkowy, który ma stanąć na terenie ich posiadłości. Jakby tego było mało, w Domu nad Jeziorem znów robi się naprawdę gwarno. Kapciuszkowi piraci mają własne pomysły, tajemnicza żaba wzbudza niemałe zamieszanie, a wokół zaczynają dziać się rzeczy, których nie sposób wytłumaczyć zwykłym przypadkiem.
Zoja, razem z Edgarem i poznanym w szkole Stefkiem, zostaje wciągnięta w przygodę pełną zagadek, niezwykłych spotkań i sekretów, które od dawna czekają na odkrycie. Na jej drodze pojawia się również rodzina Wytrzeszczów, a wraz z nią historia tajemniczej klątwy. Szybko okazuje się, że rozwiązanie tej zagadki wcale nie będzie proste. Trzeba wykazać się sprytem, odwagą i umiejętnością łączenia pozornie niepasujących do siebie wskazówek.
A kiedy do tego wszystkiego dołączają zaszyfrowane wiadomości, przedziwne stworzenia i tytułowe śmierdziołki, można być pewnym jednego — nudzić się tutaj nie sposób!
Czy Zoi uda się odkryć, co tak naprawdę kryje się za klątwą? Komu może zaufać i czy wspólnie z przyjaciółmi zdoła zapobiec nieszczęściu? Tego już Wam nie zdradzę, bo właśnie odkrywanie kolejnych tajemnic jest jedną z największych przyjemności podczas czytania tej książki.
Zanim jednak opowiem Wam o naszych wrażeniach, muszę wspomnieć o wydaniu, bo naprawdę zasługuje na uwagę.
Książka jest przepięknie wydana! Ilustracje Justyny Karaszewskiej są cudowne, pełne szczegółów, zabawnych postaci i sytuacji, którym trudno przyglądać się bez uśmiechu. Basia wręcz wyczekiwała kolejnych obrazków! Kiedy tylko pojawiała się ilustracja, musiałyśmy na chwilę przerwać czytanie, żeby mogła dokładnie ją obejrzeć. I wcale jej się nie dziwię, bo sama z przyjemnością przyglądałam się tym wszystkim drobiazgom.
Ogromnym plusem jest również duża, wyraźna i przyjazna dzieciom czcionka. To szczególnie ważne w przypadku młodszych czytelników, którzy dopiero nabierają wprawy w samodzielnym czytaniu. Tekst nie przytłacza, a ilustracje sprawiają, że nawet grubsza książka nie wydaje się taka straszna.
Zoja zdecydowanie zasługuje na uwagę! Nie należy do bohaterek, które spokojnie siedzą w kącie i czekają, aż ktoś rozwiąże za nie wszystkie problemy. Jest ciekawa świata, odważna, pomysłowa, a przy tym ma ogromne serce. Kiedy w jej życiu zaczynają dziać się rzeczy, których nie sposób racjonalnie wytłumaczyć, nie zamierza odwracać wzroku i udawać, że niczego nie zauważyła.
I właśnie humor jest jedną z największych zalet tej książki. Autorka ma niezwykłą umiejętność tworzenia scen, które są jednocześnie zwariowane i bardzo obrazowe. Bohaterowie potrafią powiedzieć coś tak niespodziewanego, że człowiek mimowolnie się uśmiecha. A kiedy do akcji wkraczają kapciuszkowi piraci, robi się jeszcze weselej!
Bardzo spodobał mi się również sposób, w jaki Anna Samborowska prowadzi tę historię. Pisze lekko i swobodnie, ale jednocześnie nie traktuje młodego czytelnika pobłażliwie. Nie upraszcza wszystkiego na siłę, pozwala dzieciom myśleć, zadawać pytania i samodzielnie łączyć kolejne elementy układanki.
Dialogi są żywe i naturalne, a opisy na tyle plastyczne, że bez trudu można wyobrazić sobie nawet najbardziej niecodzienne sytuacje. Podoba mi się też tempo opowieści. Autorka umiejętnie przeplata spokojniejsze momenty z kolejnymi przygodami, dzięki czemu historia nie nuży, mimo że sporo się w niej dzieje.
Co ważne, książka świetnie sprawdza się podczas czytania na głos. Zdania płyną naturalnie, a charakterystyczne wypowiedzi bohaterów sprawiają, że można naprawdę dobrze się bawić, wcielając się w kolejne postacie. I właśnie takie książki lubię czytać Basi najbardziej — kiedy sama czerpię z tego równie dużą przyjemność jak ona.
Podczas czytania z Basią szczególną przyjemność sprawiało mi to, że historia nieustannie czymś nas zaskakiwała. Kiedy wydawało się, że już wiemy, dokąd zmierzają bohaterowie, pojawiała się kolejna zagadka albo zupełnie nieoczekiwany zwrot wydarzeń. Nieraz kończyłyśmy rozdział z poczuciem, że koniecznie musimy dowiedzieć się, co będzie dalej. A przecież miałyśmy przeczytać tylko kawałeczek!
Bardzo polubiłam również bohaterów drugoplanowych. Każdy z nich wnosi do tej historii coś własnego. Jedni rozśmieszają, inni zaskakują, a jeszcze inni pokazują, że nawet ktoś uparty, popełniający błędy i przekonany o własnej nieomylności może się zmienić.
I tutaj dochodzimy do czegoś, co szczególnie cenię w literaturze dziecięcej.
Pod warstwą humoru, magii i szalonych przygód autorka ukryła naprawdę wartościową opowieść.
O rodzinie, która mimo nieporozumień potrafi się zjednoczyć. O przyjaźni, odpowiedzialności i odwadze. O tym, że warto przyznać się do błędu, nawet jeśli nie jest to łatwe. I o tym, że czasami dopiero w obliczu utraty czegoś ważnego zaczynamy rozumieć, jak wiele już mamy.
Szczególnie poruszył mnie wątek Romana Wytrzeszcza. Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo uważam, że najlepiej samodzielnie odkrywać jego historię, ale jego losy przypominają, że pogoń za własnymi pragnieniami potrafi przesłonić to, co naprawdę najcenniejsze. A przecież żadna magia nie zastąpi bliskości drugiego człowieka.
Najbardziej podoba mi się jednak to, że Zoja nie jest bohaterką idealną. Nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania, czasami się boi, denerwuje i wątpi we własne możliwości. Dzięki temu jest taka prawdziwa i bliska młodemu czytelnikowi. A kiedy przychodzi moment podjęcia trudnej decyzji, potrafi posłuchać własnego serca.
A to bardzo piękna lekcja dla dzieci.
Bo odwaga nie zawsze oznacza brak strachu. Czasami oznacza zrobienie tego, co słuszne, nawet wtedy, gdy bardzo się boimy.
Na uwagę zasługuje także pomysł wykorzystania alfabetu Morse’a. To coś, co wyróżnia tę książkę spośród wielu innych dziecięcych historii. Zaszyfrowane wiadomości pobudzają ciekawość i zachęcają do samodzielnego odkrywania tajemnic. Co ważne, na końcu książki znajduje się pomocna ściągawka, dzięki której młody czytelnik może spróbować swoich sił w rozszyfrowywaniu wiadomości.
Uwielbiam takie rozwiązania! Dziecko nie jest wyłącznie odbiorcą opowieści, ale może na chwilę poczuć się jak prawdziwy detektyw.
Warto też zwrócić uwagę na samą klątwę i to, jak wielką rolę odgrywa wiara w jej działanie. Ten motyw skłania do zastanowienia się nad tym, jak nasze przekonania, obawy i wyobrażenia potrafią wpływać na nasze zachowanie. A wszystko zostało podane w tak lekkiej formie, że młodszy czytelnik nie ma poczucia, że ktoś próbuje go czegoś na siłę nauczyć.
Nie mogę też nie wspomnieć o zakończeniu. Autorka umiejętnie połączyła emocje, napięcie i humor, a po całym zamieszaniu pozwoliła bohaterom i czytelnikom odetchnąć. Zrobiło się cieplej, rodzinnie i naprawdę przyjemnie. To jedno z tych zakończeń, które przypominają, że czasami największym szczęściem jest po prostu bycie razem.
Wiecie, co jeszcze bardzo lubię w takich książkach?
To, że można czytać je razem z dzieckiem i każde z nas odnajduje w nich coś dla siebie. Basia mogła cieszyć się niezwykłymi postaciami i przygodami, a ja oprócz tego dostrzegałam te wszystkie małe, ważne przesłania ukryte pomiędzy kolejnymi wydarzeniami.
I właśnie za takie chwile uwielbiam nasze wspólne czytanie. Za śmiech Basi, jej zaciekawienie, pytania i te momenty, kiedy obie nie możemy doczekać się kolejnego rozdziału. Bo książki dają nam coś znacznie więcej niż piękne historie. Dają nam wspomnienia, rozmowy i czas, którego nikt nam nie odbierze.
„Zoja i klątwa śmierdziołków” to pełna wyobraźni, humoru, magii i niespodzianek opowieść, która bawi, wciąga, ale potrafi też wzruszyć. Jest w niej miejsce na niezwykłe przyjaźnie, rodzinne emocje i wartości, o których warto rozmawiać z dziećmi.
Zdecydowanie polecamy!
Szczególnie dzieciom, które lubią zagadki, niezwykłe stworzenia, odrobinę magii i historie, w których nigdy nie wiadomo, co wydarzy się za chwilę. A także rodzicom, którzy szukają książki do wspólnego czytania, przy której można się pośmiać, przeżyć przygodę i przy okazji porozmawiać o tym, co w życiu naprawdę ważne.
Bo najpiękniejsze w książkach dla dzieci jest dla mnie właśnie to, że nawet najbardziej zwariowana historia potrafi zostawić w małym sercu coś naprawdę wartościowego.
Reklama | Egzemplarz książki otrzymałam w ramach współpracy recenzenckiej z Wydawnictwem Novae Res.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz